Jaka dieta przed maratonem ?

Zdaje sobie sprawę, że dla jest wśród nas grupa, dla której start w biegu maratońskim, to taki start jak każdy inny, tyle że trochę dłuższy. No, ale mimo wszystko dla większości z nas to niemal metafizyczne przeżycie wymagającego specjalnego cyklu treningowego i zwracania uwagę na wszystkie detale, które potem mogą zaważyć w trakcie samego biegu. Jednym z nich jest bez wątpienia to co jemy, jak jemy i w jakich ilościach, czyli nasza dieta:

Jak podaje trening biegacza: „ Kluczowe będzie ostatnich 7 dni przed startem. W tym czasie skupiamy się na diecie szczególnie. Wielu biegaczy dzieli ten okres na dwa różne etapy. Przez czas 3 dni pozbywamy się zapasu glikogenu z naszych mięśni stosując dietę białkową. Po pozbyciu się glikogenu, znacznie łatwiej będziemy mogli uzyskać efekt jego kondensacji w mięśniach, gdy przez kolejne 3 dni zastosujemy dietę bogatą w węglowodany. Literatura podaje dość sprzeczne informacje na temat etapu wypłukiwania, biegacze również są w tym temacie podzieleni, ale warte zauważenia jest to, że jednak wielu taką taktykę obiera i chwali ją sobie”

Co to jest ta dieta białkowa? Generalnie wpierdzelamy jakieś serki, jaja, ryby, otręby i inne takie przepełnione białkami potrawy. I to cały dzień: śniadanie, obiad i kolacja przez trzy dni. Następne trzy dni rzucamy się na węglowodany, czyli chleb pełnoziarnisty, owoce, ryże, sery, chude i półtłuste mleko, jogurt naturalny itp. Muszę przyznać, że wczoraj jak głupi łaziłem po sklepie szukając produktów z przewagą białka. Zapomniałem przyznam szczerze o rybach i otrębach, za to zaopatrzyłem się w różne serki grani, twarogi, mleka i …. W zasadzie na tym koniec. Przepatrzyłem wszystkie możliwe formy pieczywa od tradycyjnego do chrupkiego i innego takiego, płatków ( może dlatego nie patrzyłem już w otręby) i …. Jedna wielka kupa wszędzie przewaga węglowodanów. No więc czekają mnie trzy dni umierania na twarożkach zapijanych mlekiem. Na zasadzie: setka mleka. i na zagrychę łyżeczka twarożku.. Dla urozmaicenia może jutro po pracy gdzieś na rybkę skoczę… wędki jeszcze w domu się znajdują. No i nie można zapomnieć o wszystkim, co jest związane z drobiem, czyli można dopaść i zjeść jakąś kurę, a jak spierdzieli, to zawsze zostaną jej jaja. One nie zdażą zwiać, chyba że się wyklują i będziemy polowali na kurczaki w jajczanych pancerzach.

Z drugiej strony  musze przyznać, ze dopadło mnie lekkie zszokowanie połączone z brakiem zrozumienia. Kiedy przeanalizowałem potrawy, które są  zarówno w diecie białkowej, jak i węglowodanowej to okazało się , że są takie, które się powtarzają np. jogurty to o co tutaj biega? Czyżbyśmy mieli kolejną jedzeniową ściemę i tak naprawdę, jak będziemy jedli z głową i zgodnie z własną wizją, to i tak na to samo wybiegnie. I myślę, że chyba właśnie tego będę się trzymał… Bo kto wie, czy ta cała dieta białkowa czy węglowodanowa, to nie jest tak naprawdę jedna wielka ściema. Wiem za to jedno. Po maratonie, niezależnie czy i jak go ukończę, rzucę się z pewnością na dietę piwną. Tak jeszcze na zakończenie myślę o jeszcze jednej diecie, która można okreslić jako dietę Mistrzów: co dogonisz to zjesz… Może jednak nie bedę wchodził głebiej…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o