Planować start czy biec na fantazję?

Myślę, że jest to pytanie, które wielu z nas, którzy są praktycznie  już prawie w wigilię najważniejszego startu w roku bardzo mocno drąży. Jak pobiec, jak zaplanować start, jaką przyjąć strategię. Czy może nie warto nic zakładać, a raczej oddać się biegowej fantazji, która w czasie startu pokieruje już naszymi krokami.

Do najważniejszego mojego startu w tym roku czyli poznańskiego maratonu pozostało jeszcze wliczając w to dzisiaj jeszcze 5 dni. Biorąc pod uwagę cały zestaw przygotowawczy, który większość z nas, którzy w niedzielę spróbują pokonać Królewski Dystans w grodzie nad Wartą ma już za sobą, to już praktycznie wigilia startu. W moim przypadku dzisiaj jeszcze ostatni poważniejszy trening, potem jutro i pojutrze przerwa treningowa, sobota parkrun, ale już bez kombinacji, czyli to już nawet nie ostatnia prosta, ale jej końcówka. No i co teraz? Czy warto planować, że kiedy ustawię się w mojej strefie, wystartuję, a następnie przebiję przez pierwsze może kilometry, kiedy wszyscy będziemy się przetasowywać, potem pobiegnę zgodnie z jakąś wizja? Tak, ze np., spróbuję sobie założyć, że takie tempo na kilometr i po każdym oznaczeniu konfrontowanie osiągniętego czasu. No i oczywiście odpowiednie jego korygowania przez zwiększanie czy zmniejszanie prędkości? Zgodnie z zapisem w regulaminie, każdy kilometr będzie oznaczony, więc nie powinno być problemu z korygowaniem swojego czasu.

A może wręcz przeciwnie. Mieć w głębokim poważaniu cały ten kilometraż, osiągane międzyczasy i całą własną statystykę biegową, a po prostu oddać się pędowi i własnej fantazji w ten czy inny sposób go regulującej. Oczywiście, to co dla nas będzie jakimś tam pędem, dla wielu będzie ledwie człapaniem, ale nie będziemy się oglądali na innych, tylko na siebie. Bo w końcu to nam ma być dobrze, bo o swoje dobrze biegniemy, a nie o cudze. Pod takim warunkiem, że podczas startu na Królewski Dystansie, ktoś potrafi, poczuć że mu dobrze, a nie czołga się mety w stanie agonalnym, co pewnie wielu będzie czyniło, a czego nikomu nie życzę. Na razie planuję, by z fantazją pobiec, a co będzie, to los pokaże. 

Tak na marginesie, jako zupełną dygresję,  ciekawy zapis znalazłem w regulaminie poznańskiego maratonu: „W ramach 19. PKO Poznań Maraton wystartują żołnierze pełniący służbę w Islamskiej Republice Afganistanu. Bieg Polskiego Kontyngentu Wojskowego RSM (Resolute Support Mission) oraz żołnierzy koalicyjnych będzie integralną częścią maratonu w Poznaniu. Żołnierze wystartują w Afganistanie, 14 października br. o godzinie 9.00 czasu lokalnego. Po biegu ich czasy zostaną pokazane w wynikach jako odrębna klasyfikacja”. Muszę przyznać, ze to jest wcale nie mała ciekawostka. Jestem bardzo ciekawy, czy w podanej na stronie liczbie do tej pory zapisanych prawie 5500 biegnących sa już także podanie żołnierze. Jeżeli tak, to z pewnością trochę oni nadbiją kiepską w sumie statystykę zapisanych osób. No, ale jaka kwota wpisowego, taki szał zapisowy. Tak myślę, że armia to super pomysł, by nadbić niezbyt w Poznaniu okazałą statystykę. Można nawet pobiec dalej. W przyszłym roku można w ramach poznańskiego maratonu pobiec w Chicago, Zagłębiu Ruhry, Paryżu Kurytybie w Brazylii,  Londynie czy Dublinie. Myślę, ze w każdych z podanych ośrodków kilka tysięcy Rodaków i nie tylko Rodaków by w ramach poznańskiego maratonu pobiegło, co zrobiłoby go jeżeli nie największym, to z pewnością jednym z większych maratonów świata. W sumie jest to myśl. Ekspansja polskich biegów na świat. Tak na zakończenie nawiązując do całości tekstu: to dopiero trzeba mieć fantazję, by coś takiego wymyśleć.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o