A to ci Kler

Muszę przyznać, że wybrałem się w tym tygodniu, tak trochę dla “odmóżdżenia” przed startem, na bez wątpienia jeden już teraz chyba najgłośniejszych filmów naszej kinematografii, czyli Kler Wojtka Smarzowskigo. Sala kinowa prawie pełna, ale nie było problemu z  dostaniem biletów. Jak to mawiał klasyk „ seansów jak mrówków” więc tylko przebierać i dopasować do siebie odpowiedni czas.  Co do treści filmu nie będę może się wypowiadał, by nie psuć odbioru tym, którzy jeszcze nie byli, a lubią mieć przed sobą prawdziwą „białą, a w zasadzie czarną tablicę” jednak chciałem się podzielić trochę innymi spostrzeżeniami.

Film trwa 2 godziny i 13 minut i tyle się siedzi, oglądając go praktycznie na jednym wdechu. Tak w skrócie może nie ma tu jak u Hitchocka, że najpierw trzęsienie ziemi, a potem rośnie napięcie, a raczej najpierw na luzie, wesolutko, a potem się zaczyna i trwa aż do ostatniej minuty. Po filmie kilka, długich minut milczenia, zanim oglądający wstali i zaczęli wychodzić. Muszę przyznać, że strasznie mnie bawią hasła tych, co nawołują do bojkotu, głosząc że to film wyklęty i obrażający wiarę, Kościół i nie wiadomo kogo jeszcze. Napiszę krótko, nie ma tam ani śladu ataku na wiarę, religię i generalnie duchowe jednoczenie się z tą Siłą Wyższą, w którą każdy czy też każda z nas w ten, czy inny sposób wierzy. Owszem jest pewne zrzucenie piewców wiary czyli Kapłanów z panteonu, ale są oni pokazani, jako zwykli ludzie, tacy jak my wszyscy, ani lepsi, ani gorsi. Tacy, którzy także muszą się mierzyć ze swoimi słabościami. W końcu każdy, czy też każda z nas ma swoje słabości. Powiedzmy sobie szczerze, ze świecą szukać osób, które są tych słabości pozbawione. Są z pewnością Kapłani, którą idą za swoim powołaniem, a nie za chlebem, bo nie mają innego pomysłu na swoją przyszłość, ale nie jest ich wielu. Tak jak w filmie, na trzech może jeden. Zresztą ja jako osoba bardzo otwarta na różne takie czy inne przesłania mogę nie być tutaj zupełnie wiarygodny, ale mam w pracy znajomego, który jest naprawdę bardzo wierzący i któremy z kościelnym dogmatami po drodze w życiu i który powiedział, że go ten film w żaden sposób nie uraził, a wręcz przeciwnie do poważnej zadumy zmusił. 

Natomiast bije z filmu jedno przesłanie, o którym warto byśmy wszyscy w jakiś sposób pamiętali. Jak to łatwo kierować się fałszywym osądem kogoś na podstawie błędnego odbioru jakiejś treści przez niego głoszonej i nie zawsze wszystko w życiu jest takie proste i łatwe do oceny, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Na koniec napiszę krótko: jak ktoś nie widział filmu to polecam ze szczerego serca. Jest to pozycja, którą z pewnością warto obejrzeć, ale idąc warto wyrzucić z umysłu wszelkie blokady i oglądać film będąc całkowicie otwartym na nowe takie czy inne doznania duchowe, ale także intelektualne. Kiedy pójdziemy na film zupełnie otwarci, to czeka nas prawdziwa kinowa uczta. Jest to film trochę inny niż wszystkie, ale z pewnością warty obejrzenia. Natomiast wszyscy którzy go krytykują warto by jednak przed wygłoszeniem na forum swojej krytyki go obejrzeli, bo w przeciwnym razie narażą się tylko na wielką śmieszność. Tak na zasadzie „ gadał ślepy o kolorach, lecz przeoczył coś nieborak”. Krytykować, opierając się na słowach krytyki tych, którzy także tego filmu nie widzieli, a jednak krytykują, bo coś zasłyszeli,  to już są klasyczne jaja do kwadratu, jak nie do sześcianu.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o