Kto kibicuje biegającym na trasie?

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Mama Tygrysica, dziękuję za gratulacje, dla Ciebie, a w zasadzie dla Was jeszcze większe i w ogóle pełen podziw, a Tygrysiątko cóż… Na trasie dzielne było, więc na makaron w pełni zasłużyło.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że w ostatnich dniach ciągle wracam do niedzielnego startu, ale tak ja napisałem wcześniej. Był to start na tyle dla mnie ważny i znaczący, że jeszcze nie raz zapewne do niego wrócę. W końcu nie należę do tej wyjątkowej grupy, dla których start na Królewskim Dystansie, jest jak splunął, ot jeden kolejny do kolekcji, gdzie dziesiątki wspominkowych medali z takich występów już się znajdują. Dla mnie start w maratonie to jest jakby ukoronowanie jakiegoś ogromnym wysiłkiem fizycznym i mentalnym okupionego wysiłku. Zresztą maraton sam w sobie jest na tyle wymagającym wyzwaniem, że są naprawdę dobrzy, dużo lepsi pod względem szybkościowym czy kondycyjnym od mnie biegający, którzy jednak na razie jeszcze nie poważyli się podjąć tego wyzwania.

Zresztą jest to wyzwanie i przeżycie nie tylko dla nas biegnących. Na trasie możemy spotkać naprawdę dużo ludzi, którzy nam kibicują, wpierają, przesyłają fluidy mocy, a bez których obecności i wsparcia sam maraton byłby jakiś taki zwykły, pozbawiony swojego prawdziwie świątecznego charakteru. To właśnie osoby, które nas wspierają na trasie, które nam kibicują powodują, że ten bieg jest taki wyjątkowy i wyzwala w nas biegających takie wyjątkowe emocji, że bez mrugnięcia okiem (przynajmniej zbyt mocnego) płacimy wpisowe i decydujemy się na start.

Tak jak w niedzielę biegłem na trasie i zerkałem na osoby, które nas wspierały, to zastanawiałem się kto tak naprawdę decyduje się przyjść na trasę i tak gorąco nas dopingować. Wiadomo, że w dużej mierze są to nasze najbliższe rodziny, przyjaciele, znajomi, którzy są nas na tyle blisko i tyle dla nich znaczymy, że jednak decydują się przyjść ryzykując czasem i ponad godzinne czekanie, byle tylko nas dojrzeć, przybić z nami piątkę i życzyć nam powodzenia na dalszej trasie. Jednak powiedzmy sobie szczerze, że szansa wypatrzenia na trasie konkretnej osoby jest na tyle znikoma, że trzeba naprawdę mieć dużo samozaparcia, by tylko dla tej jednej osoby przyjść na trasę. Myślę, że główną grupą wspierającą nas trasie są generalnie osoby na tyle aktywnie żyjące, że potrafiące docenić wysiłek każdej osoby biegnącej. Są to i inni biegający, którzy akurat w tym dniu nie mogli czy nie pasowało im pobiec, i rowerzyści i rolkarze, piłkarze, można spotkać koszykarza ( oczywiście zarówno panie, jak i panowie), dla których jest to w pełni zrozumiały wysiłek i którzy chcą swoją obecnością wspomóc bohaterów tego dnia. Im się akurat w tym dniu nie kibicuje, oni przyszli kibicować innym, bo końcu wszyscy jesteśmy jedną aktywną rodziną i potrafimy cenić i wspierać tych, co zdecydowali się odjąć walkę.

No i mamy jeszcze jedną, a w zasadzie dwie grupy na trasie. Pierwszą stanowią przypadkowi wspierający, którzy akurat postanowili sobie pójść na spacer i postanowili stanąć na chwilę, by na biegających watiotów ( tak po poznańsku) popatrzeć, a drugą to się ci, co zapomnieli a chcieli gdzieś pójść, czy to do racy ( w niedzielę też są ludzie, którzy pracują) czy w innym celu, a nie mogą ani przejść, ani przejechać przez ulicę, bo kilka tysięcy „głupków” blokuje ich wolność poruszania się po mieście. Myślę, że oni mają zupełne inne odczucia do nas tuptających. No i na końcu przypadkowi gapie, którzy postanowili przyjść bo coś się dzieje, popatrzeć, z nadzieją, że może gdzieś jakieś darmowe próbki żarcia, albo chociaż gadżety dostaną. Bo w końcu zawsze trzeba mieć nadzieję

Czy to wyczerpuje temat? W moim odczuciu jestem tego bliski, ale pozostawiam margines na jeszcze kogoś. W końcu w czasie uczty wigilijnej też zostawiamy specjalnie przygotowane miejsce przy stole. Jak sądzicie, kto jeszcze może przy stole wpierających nas na trasie zasiąść?


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o