Spać czy biegać,oto jest pytanie

Sobota wczesny ranek. Mgły poranne leniwie przemieszczają się nad moim poznańskim zadupiem. Cisza, spokój, nawet psy spią w domach, albo w budach w zależności, kto je gdzie woli trzymać, a raczej ile ma dla nich serca i czy przypisuje im rolę domowników, czy czy tylko służebną przy minimalnej ilości praw. Po uciążliwych pięciu dniach wczesnego wstawania śpię snem sprawiedliwego, zanurzony w pościeli sennych marzeń. I tak sobie grzecznie śpię, czasem przewracając się dyskretnie z boku na bok czasem uciążliwie chrapnąwszy, a mój duch i ciało z radością się regenerują.

Nagle w okolicach godziny szóstej z pewnym hakiem ciszę przerywa budzik. Dźwięki alarmu wdzierają się przez uszy do umysłu brutalnie gwałcąc błogi sen. Na oślep walę ręką, pragnąc uciszyć nienawistny dźwięku, bo przecież sobota, wolne można spać, a tu co ma być… I kiedy w szale sennej wściekłości przez głowę przepływają mi z szybkością wodospadu wizje, co zaraz zrobię z przeklętym telefonem udającym budzik, nagle do uszu dociera inny odgłos, a nozdrza łechce rozkoszny zapach. Jest to zew Cytadeli nad miastem się unoszący, której hipnotycznie przywołujący śpiew tylko do wybranych dociera. Do tego ten zapach poranka przez okna podświadomie nas przyciągający swoją magnetyczną mocą.

W duszę i umysł wdziera się prawdziwie szekspirowski dylemat: iść biegać, czy spać dalej, oto jest pytanie. Rozsądek, rozum powiada: śpij, bieganie nie zając n ucieknie, jak raz czy nawet dwa nie pójdziesz świat się nie zawali, a ty wypoczniesz. Ale do rozsądku okoniem zaraz staje serce i dusza niemal krzycząc z całej mocy i zagłuszając stonowany głos rozsądku: jakie spać? Sobota rano, Cytadela, Parkrun, jaki sens będzie miał cały tydzień przez sobotniego wprowadzenia? A co to za tydzień za nami, bez zakończenia go biegowym cotygodniowym przytupem. Niech śpiąc ci, którym leniwie życie przez palce ucieka, my je gonimy, łapiemy chwilę, by odkryć to, czego żaden ze śpiących nigdy się nie dowie, czyli co szykują dla nas Bogowie. Tak więc na wpół przytomny zrywam się z łóżka, wykąpię, coś tam zjem, wskoczę w sportowe ciuchy i cóż… Cytadelo, przybywam…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o