Wyprzedziłem Keniczyka na trasie biegu

Na początku jak zwykle w tym miejscu i czasie, kiedy jest ku temu okazja. Marku poruszyłeś bardzo ważny temat, do którego w tym tygodniu, jak nie jutro z pewnością wrócę.

Muszę przyznać, że wczoraj na parkrun przeżyłem szok biegowo-egzystencjalny. Na, ale może od początku. Rano, po tradycyjnie ciężkich sobotnich bojach samego z sobą udałem się moje ulubione, cotygodniowe miejsce spotkań, by tuptającemu katharsis się oddać. Tradycyjnie ze znajomymi się spotykałem, trochę plotkowałem, ot takie nasze tradycyjne przedbiegowe towarzyskie udzielanie. Wśród przygotowujących się zawodników mignął mi kilka razy młody mężczyzna o wyraźnie afrykańskim rodowodzie ewentualnie bardzo, ale to bardzo mocno opalony.

Po przywitaniach ustawiliśmy się jak zawsze w strefie startu i po słowie motywacyjno-informacyjnym wygłoszonym przez Roberta dłużej znanego ruszyliśmy w biegowy tan. W pewnym momencie, gdzieś pod koniec pierwszego kilometra nagle wyprzedziłem naszego afrykańskiego gościa. Trochę, a nawet mocno się zdziwiłem, ale biorąc pod uwagę jego trochę mniej tradycyjny strój biegowy uznałem, że może po imprezie się trochę zagubił i przypadkiem do nas trafił. Nie minął jednak kilometr, a nas gość nagle przemknął obok mnie niczym rakieta międzygwiezdna w prędkości nadświetlnej. Kiedy kurz opadł odkaszlnęliśmy i pobiegliśmy dalej. Po niecałym kilometrze znowu sytuacja się powtórzyła. Znowu wyprzedziłem na trasie naszego gościa, by po krótkim odstępie czasu być przez niego połkniętym jak ukleja przez szczupaka. Kiedy na początku czwartego kilometra znowu naszego gościa wyprzedziłem, zastanawiałem się, czy tuż przed metą, znowu czarne ferrari mnie nie wyprzedzi. Jednak okazało się że nie. Na mecie się zastanawiałem, czy może faktycznie nasz gość nie był na trasie tylko przypadkiem.

Jednak po chwili faktycznie przybiegł, nawet zeskanował się, czyli wszystko zgodnie z zasadami parkrunowej sztuki. Pogadałem z nim chwilę i okazało się, że pan jest z Kenii ( prawdziwego Kenijczyka wyprzedziłem na trasie), oraz że studiuje w Poznaniu. To był jego pierwszy w naszym kraju parkrun, ale powiedział, że postara się jeszcze parę razy być. Muszę przyznać, że coraz bardziej międzynarodowe towarzystwo biegowe w Poznaniu na parkrun się spotyka Ostatnio wspominałem o biegających z terenów wyznawców Proroka czyli krajów arabskich pochodzących , teraz dobiegł nam kolejny gość o innym kolorze skóry. I co ciekawe jakoś nikomu to nie przeszkadza, a nawet mało kto zwraca na to uwagę Można więc napisać, że bieganie łączy wszystkich niezależnie od przekonań, kolory skóry, wiary czy nawet orientacji seksualnej. Ba, możesz być nawet gościem z innego układu gwiezdnego, galaktyki, czasu,  i tak niezależnie na ilu odnóżach pobiegniesz i w jak nietypowy strój będzie ubrany to mało kto zwróci na to uwagę, a nawet jeżeli to chociaż na migi, ale tylko przywita się z Tobą i sukcesów w bieganiu będzie życzył. Na chwilę chcę wrócić tylko do mojego wyprzedzenia prawdziwego Kenijczyka na trasie biegu. Takie cuda to tylko na parkrun


1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
PSz
Gość
PSz

Mało kto zwraca na to uwagę, a Pan aż napisał artykuł na ten temat. 😉