Czy to będzie wielkie biegowe święto, czy wielka biegowa klapa?

Na początek krótkie wprowadzenie ze strony biegowe.pl:

„Organizowane 11 listopada w wielu zakątkach kraju Biegi Niepodległości co roku cieszyły się dużym zainteresowaniem biegaczy. Tegoroczne imprezy będą jednak wyjątkowe, bo odbędą się w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Być może to jest powodem wielkiego boomu na rocznicowe biegi. Dość powiedzieć, że limit 20 tysięcy uczestników 30. edycji Biegu Niepodległości w Warszawie wyczerpał się w ciągu 4 dni od otwarcia zapisów. W Poznaniu z kolei organizatorzy przygotowali 25 tysięcy pakietów startowych i raczej wszystkie znajdą nabywców, bowiem na liście zgłoszeń znajduje się ponad 27,5 tysiąca uczestników. Tylko w tych dwóch imprezach udział weźmie więc około 45 tysięcy osób! Dużym zainteresowaniem cieszą się także biegi niepodległościowe w Białymstoku, Krakowie, Gdyni czy Rzeszowie”.

Wczoraj, kiedy zerknąłem na stan zapisów w Poznaniu, to na liście zapisanych jest już ponad 28 tysięcy osób, a zapisy wciąż trwają. Tak na marginesie, sam jest zapisany, ale mam coraz większe wątpliwości nad sensem takiego wydarzenia. Co prawda w regulaminie mamy zapisane:

„START, dostosowany dla dużej liczby uczestników i 7 fal startowych symbolizujących 7 historycznych Powstań, usytuowany został na ulicy Solnej. Trasa przebiega aleją Niepodległości i skręca w ulicę Przepadek. Następnie ulicą generała Kazimierza Pułaskiego i dalej trasa prowadzi przez Aleje Armii Poznań, ul. Księcia Mieszka I, Aleje Solidarności, ul. Murawa, Winogrady, Za Cytadelą, ponownie przez Aleje Armii Poznań, ulicę Północną, Księcia Józefa i aleję Niepodległości – gdzie na wysokości Urzędu Marszałkowskiego znajduje się META.”

Jak mam być szczery trudno mi sobie wyobrazić 30.000 osób statujących na ulicy Solnej. Co prawda niby trasa biegnie dwupasmówkami, do tego siedem stref startowych, ale przy takim tłumie… Nie wiem, trudno mi sobie to wyobrazić. Nie mniej pobiegnę i sprawdzę. Oczywiście pod warunkiem, że da się biec w takich warunkach. Zostało napisane, że na mecie dostaniemy rogal świetomarciński. Jak to będzie dawane, jak wszyscy będą się gromadzić w jednym miejscu, taki obraz to przekracza trochę możliwości mojej wyobraźni. Trochę rozumiem organizatora. Zorganizowali wielki bieg, wielka kasa do wyciągnięcia, do tego można się pochwalić, że największą dychę w kraju się zrobiło, ale co to będzie dla nas tuptaczy? Ci, co z przodu wiadomo, szybko pobiegną, szybko zjedzą i uciekają, nim tłum nadciągnie, a co z tym tłumem? No, ale to już chyba organizatora nie interesuje, ważna by kasa się zgadzała. Tak mi to pachnie imprezą biegową w stylu 1 maja z czasów PRL, gdzie musiały być tłumy, bo trzeba było pokazać, że klasa robotnicza z partią. Nie wiem, czy nie trzeba było się zapisać, na jeden z może mniejszych, dla tak samo ważnych w ogólnym 100 letnim znaczeniu biegów. Mam tylko nadzieję, że Niepodległa nie zapłacze nad nami rzewnymi łzami. Ma być święto, a by się nie zmieniło w jedną wielką organizacyjną klapę. Na razie tylko zgłaszam moje obawy, natomiast sam bieg jest do 11 listopada białą kartą, na której trzydzieści tysięcy biegających wytupta albo złote, albo czarne litery.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o