Są takie dni w roku…

Jest kilka takich dni w roku, kiedy chcąc,  nie chcąc musimy oderwać się od spraw codziennych i na chociaż ten jeden dzień zanurzyć się w filozoficzno – kontemplacyjnym nastroju. Do takich dni można napisać, że szczególnie, czy jak kto woli zwłaszcza należy 1 listopada. Możemy śmiało napisać, że jest to dzień, a właściwie święto, w którym jednorazowo świętuje, czy może raczej jest w centrum uwagi największa liczba osób. Ba, nawet liczba tych, których bezpośrednio święto dotyczy przekracza liczbę tych, którzy mogą fizycznie je świętować

W tym dniu wspominamy, dajemy znak że pamiętamy, że ciągle są w naszych umysłach, duszach, sercach, Ci wszyscy, których już fizycznie z nami nie ma. Czy są, gdzie przebywają… to jest pytanie, które od momentu narodzin człowieka nas nurtuje, czy wręcz prześladuje. Dla ułatwienia w poszukiwaniu odpowiedzi większość z nas wierzy w taką czy inną religię, które przekonują nas, że po śmierci wkraczamy do lepszego, świata, jesteśmy szczęśliwsi, rozstajemy się tylko na chwilę, by w bliższej czy dalszej przyszłości znowu być razem. Staramy się w to wierzyć, bo relatywnie fizyczna długość życia każdej czy każdego z nas w stosunku do bezmiaru czasu jest tylko nawet nie ździebełkiem trawy na niemożliwej do ogarnięcia wzorkiem ciągnącej się tysiące kilometrów zielonej prerii. I co my byśmy w tym bezmiarze czasu pojawić się tylko na ułamek mrugnięcia okiem i to wszystko? I nic już nie ma? Przecież to straszne marnotrawstwo potencjałów i Moc, która nas stworzyła ( bo przecież nie powstaliśmy sami z siebie, samorództwo raczej nie istnieje w przyrodzie), musiała naszemu istnieniu nadać jakiegoś głębszego sensu.

Dlatego, kiedy dzisiaj ze zniczami, kwiatami odwiedzamy groby tych, którzy byli nam najbliżsi, nie smućmy się za bardzo, nie zanurzajmy w melancholii i rozpaczy, tylko zdajmy sobie sprawę, że to tylko jest chwilowe rozstanie, że wcześniej czy później jeszcze się spotkamy. Oni po prostu trochę szybciej wyjechali na wakacje, na które my też kiedyś za nimi podążymy, a jak już razem znowu się spotkamy, to będzie jedna, wieczna i nieustająca balanga. I na przemian z jednymi będziemy biegali, z innymi imprezowali, robili to. co zawsze najbardziej lubiliśmy, a z tymi co nam najbliżsi jeszcze coś innego robili. Prawdziwa wiara w to uczyni życie prostszym, a dzień dzisiejszy łatwiejszy do przetrwania. W końcu wcześniej czy później to też kiedyś będzie i nasze święto.  Na razie cieszmy się, że nie wiemy jeszcze kiedy. 


1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

W tym miejscu chcę żebyśmy pamiętali o Januarym Stawiarzu.