Jak to być w czarnej, biegowej du… pupie

Na początku jak zawsze w tym miejscu i czasie. Marku oczywiście masz rację w temacie naszej pamięci o ś.p. Januarym. Może jego nazwisko nie padło we wczorajszym wpisie, ale On był osobą, która głownie za nim stała.

Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu jestem w czarnej, biegowej pupie. Nie będę zbyt dosadnie tego określał, gdyż potem znowu ktoś napisze: ja nie wierzę, że ty tak potrafisz kląć. Więc może gębę na kłódkę i cii. Ale już wracam do tematu dzisiejszego wpisu. Muszę przyznać, że ostatni rok, a nawet półtora pod względem urazów mi się upiekły. Owszem może moje bieganie, to było bardziej człapanie, niż należne mi tuptanie, ale nie podkręcając zbytnio czasów łagodnie moje nogi i mięśnie moje fanaberie człapiące znosiły. No, ale paręnaście dni temu, po poznańskim maratonie postanowiłem trochę podkręcić tuplicznik i wprowadzić elementy ostrzejszego treningu, interwały, podbiegi i inne takie.

No i niestety okazało się ponownie, że tego typu trening nie jest dla mnie wskazany. Po paru takich mocniejszych jednostkach treningowych znowu mój dwugłowy uda się zbuntował i powiedział basta. No i potem próbowałem coś tam biegać, ale wybiegła z tego pupa, już np. zeszłotygodniowy parkrun, to czas był zdecydowanie w plecy. Powodem była uciążliwość spowodowana pobolewającym udem. Dlatego też w ten tydzień  zrobiłem sobie całkowity odpust biegowy i żadnego treningu. Co najwyżej w sobotę pójdę na parkrun, a od niedzieli spróbuję coś znowu robić, by na ostatni poważniejszy tegoroczny start, czyli Bieg Niepodległości być chociaż odrobinę przygotowany. Z drugiej strony biorąc pod uwagę fakt, że przy tym tłumie i tak pewno będzie człapanie, więc nawet zapewne nie odczuję czasowej różnicy. Byle jakoś doczłapać do mety. Mam nadzieję, że udo dobiegnie już do siebie.

Ktoś by się spytał, to co robię, gdy nie biegam i jak się kuruję? Odpowiem krótko: kuruję się ciastem z whiskey. Gdyby ktoś pytał, to przepis, który wyszperałem na forum.gazeta.pl jest taki:

1 kostka masła,
2 szklanka cukru,
1 łyżeczka soli
4 jajka
1 szklanka suszonych owoców,
1 szklanka orzechów
sok cytrynowy
proszek do pieczenia
3-4 szklanki dobrej whisky, a w zanadrzu jeszcze butelka

Sposób przygotowania:

Przed rozpoczęciem mieszania składników sprawdź czy whisky jest dobrej jakości. Dobra… prawda? Przygotuj teraz dużą miskę, szklankę itp. utensylia kuchenne. Sprawdź czy na pewno whisky jest taka jak trzeba, by być tego pewnym, nalej jedną szklankę i wypij tak szybko, jak to tylko możliwe. Operację powtórz. Przy użyciu miksera elektrycznego ubij kostkę masła na puszystą masę, dodaj łyżeszke sukru i ubjaj dalej. W miedzyszasie zprawdź czy łiski jest na pewno taka jak czeba. Najlepiej sklaneczke. Otfórz druga butelkie jeźli czeba. Wszuś do mniski dwa jajki, obje szlanki z owosami i upijaj je mikserem. Sprawś jakoź łiski żepy pootem gośie nie mufili sze jest trójonca.
Wszuś do miszki szyśką sul jaka masz w domu czy so tam masz szysko jedno so, f sumje fsale nie nie ma snaszenia so fszuśisz ! Fypij skok sytrynnmowy. Fymjeszaj fszysko z oszehami i sukrem fszystko jedno i frzudź monki ile tam masz fdomu, osmaruj piesyk masem i wyklej siasto na plache piesyka, usaw ko na 350 stofni, saaaamknij źwiszki. Sprawś jakoś fiski sostanej ot pieszenia siasta. 
I iś spaś.

Ja soplawda nim pójdę f kimono idę fobie pobiehac, ale fotem param, paramtamtam  jak kafka na tlawke albo i feton. Mam nadzieje, że jasno fszystko wyłuszczyłem


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o