Przedstartowy eksperyment bezbiegowy

Zanim zacznę się tłumaczyć, o co biega wpierw na szybko wyłuszczę w czym rzecz, a potem temat rozwinę. Jakieś dwa tygodnie temu zacząłem w czasie biegów znowu odczuwać kłucie czy może raczej uwieranie mojego wiecznie zbuntowanego dwugłowego uda. W zeszłym tygodniu z tego powodu miałem tylko chyba trzy jednostki biegowe z parkrun włącznie, a w tym tygodniu zupełnie odpuściłem bieganie. Owszem w sobotę wybiorę się na parkrun, a w niedzielę wiadomo… Spróbuję jakoś doczłapać.

Muszę przyznać, że postanowiłem przerwę potraktować jak coś w rodzaju eksperymentu przedstartowego. Przez te parę dni pozbawione tuptania liczę, że nie tylko uspokoję mój dwugłowy, ale jeszcze wzbudzę w sobie taką przedstartową złość spowodowaną stanem pozbawionym biegania. Mam cichą nadzieję, że moje pozbawione biegania tupakumulatory nie rozładują się na amen, a wręcz przeciwnie naładują się ekstra mocą. Mogę napisać, że mam tutaj teraz dwa wyjścia: albo się faktycznie tak stanie i się naładuję, albo nie, a wynik będzie wręcz odwrotny do zamierzonego.

Pytanie tylko, czy takie dywagacje w tłumie liczącym już ponad 30 tysięcy osób mają jakiś sens. Może się okazać, że zamiast biec i tak całą trasę praktycznie przespacerujemy, więc okaże się, że faktycznie każdy może w tym prawie biegu brać udział. Można napisać, że i biegający i chodzący, a nawet się czołgający do mety w zbliżonym czasie dotrą. Tak na zakończenie przerabiając klasyka ( kto zgadnie kogo i skąd), mogę napisać, że uprawiam ostatnio sztukę biegania bez biegania. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawy, czy ta sztuka sprawdzi się w mojej obecnej sytuacji. Jest to trochę ryzykowne, ale mam nadzieję, że w moim biegowym piecu na tyle jeszcze będzie się tliło, bym do tej mety jakoś dotarł.  Oczywiście na żadne czasy nie liczę, ale i tak wątpię, żeby przy tej ilości biegnących poza tymi co z przodu, reszta mogła coś godnego wytuptać. Jak to się mówi: pospacerujemy – zobaczymy. Może być wesoło.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o