Chociaż lat przybywa, ochoty wcale nie ubywa

Jestem już w wieku, kiedy człowiek coraz bardziej spogląda za siebie licząc lata, które ubyły i czasem nieśmiało się zastanawiając ile ich jeszcze przed nami pozostało. Za trzy lata połowa stulecia już mi strzeli, a to prawie że godny wiek. Co prawda w pracy ( gdzie w zasadzie cała reszta mogłaby być moimi dziećmi) twierdzą, że pewno pamiętam czasy, kiedy uganiałem się z dinozaurami, niektóre goniąc by zjeść, ale przed większością samemu uciekając, by nie zostać zjedzonym, no i może  coś jest na rzeczy. W każdym razie pamiętam czasy, kiedy stało się w kilometrowych kolejkach nie tylko za jedzeniem, a wręcz za wszystkim, co tylko w sklepach się pojawiło, więc prawie że czasy dinozaurów także. W każdym razie czasy, kiedy ze wszystkim było krucho pamiętam także. Wtedy była odwrotna sytuacja niż obecnie: praktycznie wszyscy mieli pieniądze, tyle że nic za nie kupić nie można było, teraz jest wszystko, ale nielicznych czy wręcz wybranych na to wszystko stać, a większość stoi przed bogato zastawionymi stołami przełykając tylko ślinkę.

No, ale nie to jest tematem dzisiejszego wpisu. Jak już wspomniałem lat mi na tyle przybywa, że w zasadzie w tym wieku, w którym jestem to po pracy człowiek powinien już tylko marzyć o kapciach, TV czy kompie, ewentualnie tradycyjnym cofnięciu się do książek. Tak, tak w naszych czasach one nam zastępowały kompy oraz ogrom oferty telewizyjnej. Wtedy mieliśmy jeden, potem programy i w zasadzie określone godziny, kiedy można było coś zobaczyć. Wiec się czytało, na dworze bywało i towarzysko w realu udzielało, bo nie było mailów, czatów, blogów i youtube. Teraz jest już wszystko, można nie ruszając się z domu świat wszerz i wzdłuż przebyć i dowiedzieć się wszystkiego, co się chce. Więc będąc w wieku w okolicach pięćdziesiątki, to już człowiek raczej powinien mościć się wygodnie w popołudniowych godzinach w fotelu i nie wyściubiając nosa z domu, w spokoju odliczać do godziny „z” ( zgon, jakby ktoś miał wątpliwości) A tymczasem… lat przybywa, a chęci na aktywności nie ubywa, a wręcz przeciwnie przybywa wprost proporcjonalnie do wieku. Mogę napisać, że im więcej lat na karku tym większa ochota do różnego rodzaju swawoli. I to nie tylko o bieganiu tutaj mówimy. Mogę więc śmiało napisać: „wesołe jest życie staruszka”… Przynajmniej tak długo, dopóki na emeryturę nie przejdzie, bo wtedy już w wielu przypadkach z głodu zejdzie. No, ale na razie w kwiecie wieku nic tylko radośnie biegać. Wiadomo nie są to lata na gonienie czasów, raczej smakowania z biegowego kielicha i rozkoszowania się tym minutowym smakiem.  Kiedyś klasyk pisał: “stary człowiek i morze”, ja to mogę przerobić na stary człowiek i może… dużo więcej, a i inaczej… I jak już wspomniałem nie tylko biegania to dotyczy… A może nawet szczególnie nie tylko biegania…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o