Czy parkrun stanowi zagrożenie dla biegów płatnych?

Muszę przyznać, że kilka razy zdarzyło mi się spotkać z zarzutami, że w zasadzie w tematyce startów głównie o parkrun i praktycznie tylko ten cykl promuję, a o innych biegach piszę trochę po macoszemu, na zasadzie jak pobiegnę, to coś napiszę, a jak nie to nawet nie spojrzę i wzmianek o nich jest jak na lekarstwo. Czy coś w tym jest? Zapewne tak, ale o tym w dalszej części wpisu. Zerknąłem sobie wczoraj w kalendarz biegowy na nadbiegający weekend w naszym kraju. Oczywiście wiadomo, że jest to tzw. Weekend zwykły, więc taki gdzie nie ma takiego natłoku imprez biegowych, jak np. 11 listopada, gdzie praktycznie każde miasto, często i miasteczka jakiś Bieg Niepodległości organizowały. Ale wiadomo, że takich weekendów, gdzie z okazji jakiegoś święta mamy sporą ilość ekstra tym świętom biegów przypisanych stosunkowo niedużo w skali roku.

 Pod uwagę wziąłem biegi płatne, które w najbliższych dniach się odbędą w naszym kraju. Na stronie run-log, która chyba w miarę najbardziej wiarygodnie i w optymalny sposób zbliżone do rzeczywistej ilości pokazuje planowane tuptania w naszym kraju. No i naliczyłem takich biegów 28 od biegów ultra w stylu Setka na Stulecie czy Piekła Czantorii do Nocy Stonogi w Podkowie Leśnej, gdzie mamy do pokonania 2 kilometry.  Do tych 28 różnych biegów musimy dodać… 58 biegów parkrun, gdyż tyle obecnie mamy tylko w Polsce lokalizacji.  W tych 58 lokalizacjach do tej pory biegło ponad 50 tysięcy osób ( z czego myślę, że mocne parę tysięcy pojawia się w miarę regularnie tydzień w tydzień) Na całej kuli ziemskiej mamy już 1688 lokalizacji w których tydzień w tydzień odbywają się biegi. Jak pokazuje strona parkrun world  do tej pory startowało w nich ponad 3 miliony 330 tysięcy osób. Ilu z nas w miarę regularnie co sobotę pokazuje się w wybranej lokalizacji parkrun? Myślę, że te 200-300 tysięcy do będzie realna liczba. Pokażcie mi projekt biegowy, który tydzień w tydzień moblizuje taką ilość osób o jednej godzinie w prawie 1700 miejscach w  20 krajach. 

Oczywiście jesteśmy w tej chwili poza głównym sezonem biegowym, dlatego biegów płatnych jest mniej niż w okresie wiosenno-letnio-wczesno wiosennym, ale nie zmienia to faktu, że parkrun zdobywa coraz większy udział w biegowym rynku. Napiszę tylko, że  kiedy ja zacząłem w nim startować w 2012 w Polsce mieliśmy 5 lokalizacji , a na świecie trochę ponad 400. Od tego czasu na świecie liczba się powiększyła się czterokrotnie, a w Polsce ponad 11-to krotnie. I przyznam szczerze, że ja np. z płatnych biegów zostawiam sobie około 3 w roku ( maraton, półmaraton plus Bieg Niepodległości), a mój cały głód biegowy zaspakajam na parkrun. Bo jeżeli mam pod nosem bieg, gdzie nie musze płacić, mogę być tydzień w tydzień porównując swój spadek lub wzrost mocy, to po kiego diabła mam szukać, zapisywać się, jeździć gdzieś po całej Polsce? A tak bez szukania mam bieg, który wiem, że zawsze się odbywa. I to „zawsze” jest tym wyróżnikiem który powoduje, że nie ciągnie mnie do szukania gdzieś indziej. Wiec odpowiadając na pytanie, czy parkrun stanowi zagrożenie do biegów płatnych napiszę krótko: w przypadku biegów z już ugruntowaną marką zapewne nie, bo są biegi w których czujemy taką czy inną potrzebę wystartowania. Natomiast w sporej ilości przypadków może tak być. Oczywiście nie wszyscy biegający uznają parkrun i są osoby, które mają jakąś awersję i niechęć i to jest ich wybór i prawo. Są i zapewne  i takie osoby, które nawet jeszcze nie wiedzą, że taki cykl w ich okolicy się odbywa. Ale jednak obserwując wzrost i rozwój parkrun śmiem zauważyć, że ich liczba systematycznie maleje. Z drugiej strony patrząc stanowi świetny trening przed startem w biegu zorganizowanym w dany weekend, które zwykle odbywają się w niedzielę.

Dla mnie parkrun to jest pewien fenomen. W końcu jak można organizować tak wielkie wydarzenie, angażować w tą organizację takie tłumy ludzi, przyciągać niemal nieprzeliczone niemal rzesze uczestników tydzień w tydzień, a to wszystko bez zarobku i kosztów zrzucanych na tych uczestników. Jak dla mnie jest pewna forma szczytu altruizmu, za który order nieznikającego tup-uśmiechu się należy. Powiedzmy sobie szczerze: mało który tup projekt tak jak parkrun stanowi fantastyczną formę promocji biegów na całym świecie. Raz, że 5 kilometrów jest to dystans, który praktycznie każda osoba jest w stanie pokonać, a dwa przez swój wielokontynetalny a przede wszystkich wielokrajowy zasięg jest dostepny dla coraz większej ilości osób. Można napisać, ze parkrun wbiegł pod strzechy i jest już prawie wszędzie. I co najważniejsze nie stoi w miejscu, a z roku na rak rośnie w siłę. Pytaniie ile lokalizacji będzie za rok, dwa czy pięć. I pomyśleć, że 14 lat i trzy dni temu wszystko zaczęło się w podmiejskiej dzielnicy Londynu – Teddington w Bushy Park i wystartowało w nim wtedy… 13 osób, a kolejnych 5 wspierało ich na wolontariacie. Obecnie na tej samej, już praktycznie legendarnej, parkrun-owej trasie biega w każdą kolejną sobotę około tysiąca osób.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o