Depresja u osób biegajacych

Wydawać się może, że problem wystąpienia depresji u osób biegających jest praktycznie mało realny. A w zasadzie jest wręcz przeciwnie, gdyż bieganie pobudza nas duchowo i psychicznie i pozwala na własnych nogach uciec od stresów, lęków i innych dołujących stanów psychicznych. Zresztą dla sporej grupy społeczeństwa sam problem wystąpienia depresji, jest niczym innym tylko tłumaczenia sobie samemu przez słabych ludzi wszystkich swoich problemów, niepowodzeń i innych pechowych zdarzeń. Na zasadzie „mam depresję, jestem biedny, więc ratujcie mnie wszyscy święci i cały świecie”. A do tego jest to podtrzymywane przez różnego rodzaju psychiatrów, psychoanalityków i cały przemysł żerujący na słabościach społecznych. I to wcale niezgorzej z tego przemysłu żyjących.

Ja troszeczkę inaczej do tego podbiegam i uważam, że każdego wcześniej czy później taka czy inna forma depresji złapie. Żyjemy w tak szybkim czasie, ponaglani terminami, podążający za kasą, narażeni na różne niespotykane problemy, że nawet najtwardsi z nas mają prawo i wcześniej czy później przytrafi im się stan depresyjny. No chyba, że ktoś żyje wyłączony poza stan społeczny, nie musi pracować, zarabiać, spotykać się z innymi,  nie ma rodziny, dzieci i sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem po bezmiarach życia płynący. No, ale takich przypadków jest na tyle mało, że możemy je zaliczyć do poziomu błędu statystycznego.

Natomiast my wszyscy inni z codziennością naszego życia się zmagający smagani ze wszystkich stron w czasem płytszą, a czasem głębszą toń depresyjną wpadamy. Nas biegających często właśnie bieganie ratuje przed depresją, ale zdarzają się przypadki, że właśnie ono może się stać jej przyczyną. Najczęściej spotykanym i już poważnie omówionym przypadkiem jest tzw post-marathon blues. Jak podaje strona w formie24: „ najprościej można określić jako spadek formy i motywacji jednocześnie. Siada psychika, boli ciało. To moment, gdy biegacz zaczyna wątpić w sens biegania, a nawet je nienawidzić. Pojawia się poczucie bezsensu i rezygnacji. Stan jest bardzo bliski zwykłej depresji, bo człowiek nie ma ochoty się z nikim spotykać, rozmawiać i najchętniej nie wychodziłby z domu. W tym czasie biegacze nie są w stanie wrócić do normalnego życia i zająć się sprawami odległymi od biegania. Na szczęście stan ten nie trwa długo i jest to etap przejściowy. Zwykle post-marathon blues trwa kilka dni. Niestety, ma tendencję do nawracania po kolejnym maratonie.”

Tyle, co mówi nauka na temat maratonu. Ale czy możliwe jest wystąpienie stanu depresyjnego wśród tych, którzy maratonów nie biegają. Ot, tak nagle dopada nas jedna wielkie niechęć do biegania, wstręt wręcz, którego nie sposób pokonać. I to bez żadnego, określonego powodu. Myślę, że tak jest to jak najbardziej możliwe i to zarówno wśród osób, które dużo biegają, jak i tych, którym wydaje się, że biegają w normie, jak i tym którzy sporadycznie. I to właśnie każda z tych form biegania może stać się jednym ze źródeł depresji. A to że biegamy za dużo i jesteśmy tym zmęczeni i nie mamy już ani siły, ani chęci. A może to, że niby  takie bieganie w normie i z głową i całkowicie rozsądne  nudzi, bo tak naprawdę nic nam nie daje i przezn ten nasz cholerny rozsądek gubimy gdzieś błysk szaleństwa, za którym może spoczywać nasz pierwiastek geniuszu. No i końcu takie sporadyczne bieganie od czasu do czasu i tak nam nic nie daje i szkoda nawet tych paru chwil na to by jemu poświęcić.

I co w takiej sytuacji, jak nas dopadnie taka depresja. Myślę, że najrozsądniejsze jest spokojne kucnięcie na parę dni w kąciku i poczekanie aż przejdzie. Próbowanie jej uciec przez dalsze biegnięcie może tylko pogłębić ten stan. Tylko musimy zdać sobie sprawę z jednego faktu: wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i depresja każdego z nas może dopaść. Odrzucanie od siebie na siłę możliwości jej wystąpienia u nas, może tak naprawdę tylko nas dobić na amen. A nie jest to nam w żaden sposób do szczęścia potrzebne.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o