Dobiegamy do konca roku

Pod moim wczorajszym wpisem rozgorzała tak gorąca dyskusja, że frytki by się na niej usmażyły. Ktoś tam starał się mnie obrazić, ktoś bronił, ktoś inny zdrowym rozsądkiem się popisywał. Ot, takie nasze narodowe piekiełko, które nawet w obszar naszej pasji zostało przeniesione. A wystarczyło, by Organizator uderzył się piersi, przyznał, że dał ciała i temat już dawno byłby zakończony. A tak ciągnie się niczym serial brazylijski. Szczególnie mnie rozbawił fakt, jak kilka osób rzuciło się na jeden, drobny fragment mojego wpisu, że medale i koszulki można w cenach hurtowych u producenta dostać w sumie śmiesznej cenie. Jednak śmiem przypomnieć, że nie ceny koszulek czy medali były mottem przewodnim tego wpisu. Trochę to przypomina teraz odwracanie kota ogonem. Ten drobny fragment został rozdmuchany do rangi niemal problemu. Cóż, jak się poszuka i odpowiednio przeprowadzi proces negocjacyjny, to można, jak nie potrafi, albo nie chce się do tego przyznać, to inna bajka. Żeby było jasne: nie mam nić przeciwko temu, by Organizator za dobrze wykonaną pracę odpowiednio zarobił. Jednak pod warunkiem, że ta praca została naprawdę dobrze wykonana. Natomiast w przypadku wiadomego biegu można znaleźć trzy główne przyczyny takiego, a nie innego efektu. Niestety wszystkie leżą po stronie Organizatora i możemy tutaj wymieniać: złą wolę, bezmyślność połączoną z nieodpowiedzialnośćą i podpalaną arogancją, oraz kompletne dyletanctwo organizacyjne. Która z przyczyn jest najbliższa prawdzie, nie chcę wnikać, ale żadna dobrej laurki naszemu przeprowadzajacemu teraz w mediach kontrofensywę Organizatorowi nie przynosi. Pytanie, czy będzie potrafił uderzyć się w piersi i przyznać do błędu? Na razie atakuje tych, co śmią coś nie tak pisać na jego temat grożąc konsekwencjali prawnymi… Robi się coraz weselej, Tak na zupełnym marginesie, z tego co wiem jest nawet ubezpieczenie, które oferuje ochronę na wypadek np. nie pojawienia się Gwiazdy, czy odwołania imprezy z przyczyn niezależnych od Organizatora. Nie wiem, czy jest ono już dostępne na rynku polskim, ale londyńscy brokerzy ubezpieczeniowi dysponują takim narzędziem ochronnym.

Na szczęście wczoraj była sobota, jak sobota, to jest taki bieg, który co tydzień się odbywa i jeżeli nie ma warunków pogodowych zagrażających biegającym, ani jakiegoś innego kataklizmu, to raczej nikt go nie odwołuje. No i tak było wczoraj. Mimo bardziej jesiennej niż zimowej pogody, kroplami deszczu ozdobionej, poświątecznego przejedzenia, to i tak prawie 170 osób zjawiło się na Cytadeli. No i razem ten ostatni tegoroczny parkrun zaliczyliśmy. Jak zwykle super, jak zwykle wesoło, kto chciał mógł jeszcze i coś „wszamać” czy tez wody się napić po biegu, a jeszcze  nieustająco czuwającym okiem fotograficznym naszego niezawodnego Jarka złapanym. Co prawda człowiek jak po świątecznym jedzeniowym szale, to raczej bardziej pełny i leniwy, ale chociaż może i leniwie, ale i tak się przebiegliśmy. Czy to już koniec biegania w Poznaniu w tym roku?

Okazuje się że nie. Jeszcze w ostatni dzień roku, tj 31 grudnia odbędzie się na Cytadeli kolejna edycja CBN. Jednak z racji szaleństwa sylwestrowego, w którym większość z nas zapewne będzie i faktu, że bieg odbędzie się wyjątkowo nie wieczorem, ale o 10 rano myślę, że wyjątkowo nie powinien nazywać się Cytadela By Night, ale raczej Cytadela By Morning, czyli CBM No, ale wybaczymy i jak uda się dotrzeć, to nawet pobiegniemy… Pytanie czy o 10 będziemy jeszcze w stanie biec pomiędzy przebieraniem, ozdabianiem i przygotowywaniem do kolejnego szalonego sylwestra w życiu. No, ale obowiązki – obowiązkami, a ostatnie w starym roku kilometry same się nie zrobią. Trzeba im w tym pomóc.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o