Biegowo rok kończymy, biegowo zaczynamy

Jak to dziwnie wygląda. Minął niby dzień, wczoraj byliśmy młodsi, a już dzisiaj rok starsi. Niby jeden dzień to mało, ale u nas w rok się przemienił. A my zgodnie z obowiązującą w naszej tradycji zwyczajem w bardziej lub mniej szalony sposób go obchodziliśmy. No, ale co w nocy dzisiaj i wczoraj się działo pozostawmy w duszy każdej osoby w taki czy inny sposób świętującej, a zatrzymajmy się na temacie przewodnim tego bloga.

Wczoraj mimo przedsylwestrowego szału przygotowań, a może właśnie dlatego, by na chwilę od niego się oderwać ponad 130 osób pojawiło się na godzinę 10 rano na Cytadeli, by w ramach Cytadela By Night, chociaż w tym przypadku raczej Cytadela By Morning ostatnią w odchodzącym roku piątkę lub dziesiątkę machnąć. Co prawda jeszcze w późniejszych godzinach coś tam biegowego Night Runnersi planowali, ale jeden mi wystarczył. Zresztą w całej Polsce wczoraj parę tych biegów kończących rok się odbyło. Muszę przyznać, że wczorajszy bieg pod  nadzorem czy może raczej opieką Roberta dłużej znanego bardzo godnie rok zakończył. Nie dosyć, że każda osoba mogła sobie wybrać piątkę lub dziesiątkę, w zależności od tego, jaka wena biegową ją czy jego napędzała, to jeszcze na mecie coś słodkiego czekało wraz z kubeczkiem plastikowym wypełnionym oczywiście bezalkoholowym winem musującym, jak to często i gęsto w naszych domach oryginalne szampany zastępujące. Jednym słowem pełna klasa i kultura i udowodnienie, że są na świecie altruiści, którzy za free coś wyjątkowego dla innych zrobić potrafią. Co do samego biegu, to muszę przyznać, że korciło mnie by dyszką rok zakończyć, ale lenistwo było górą i zdecydowałem się tylko na piąteczkę.

No, a dzisiaj rano po tej szczególnej nocy wielka wojna samego z sobą. Czy wypoczywać, czy jak to u mnie w zeszłym roku było rozpocząć Nowy Rok na parkrun. Co prawda tylko na poznańskim, bo już do Dąbrówki nie udało się wstać, ale Nowy Rok z takim czy innym przytupem zacząć trzeba. W końcu, jak klasyk śpiewał: ” jak Nowy Rok to tylko na parkrun, na parkrun”. Tak bardziej filozoficznie, jak pędęm Go przywitamy, to może i pędem przez niego przebrniemy, czego nam wszystkim życzę. No i co najważniejsze z samymi sukcesami: zawodowymi, prywatnymi, a tym co ich oczekują także biegowymi, i żeby nie był gorszy niż ten, co wczoraj odbiegł w siną dal. Marzy mi się, żebyśmy wszyscy w tym samym osobowym składzie kolejny rok mogli zacząć. Co prawda Nowy Rok przywitał nas deszczem, chlapą i pogodą paskudnie późno jesienną, ale nastrój w duszy jest odwrotnie propocjonalny do tego co na dworze. Bo Nowy Rok, nowe plany, zamierzenia i wszystko jakby się zrestartowało…

Na Cytadeli, 0 wyjątkowej porze, czyli o 10.30 spora grupa biegających sie pojawiała. Byli nawet i hardcorowcy, którzy dublet ustrzelili, tj parkrun w Dąbrówce o 8.30, a potem drugi w Poznaniu o 10.30. Podobnie, jak w zeszłym roku, tylko że wtedy zaczynaliśmy w Poznaniu, a potem jechaliśmy do Dąbrówki. O ile w zeszłym roku jeszcze dałem rade, to w tym już dublet odpuściłem, w końcu starość nie radość. No, ale piątkę na luzie dzisiaj machnęliśmy, mimo że szalone stado procentów alkoholowych na głowami biegnących sie unosiło. Z tego powodu mało kto za czasem gonił, ale co pobiegliśmy to nasze i mniejszym, lub wiekszym pedęm w Nowy Rok wbiegliśmy. Muszę przyznać, że przeżyłem dzisiaj na trasie pewien szok, ale o tym w jutrzejszym wpisie.


3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Sławek
Gość
Sławek

Brawp Paweł !