Biego-chlapanie z przeszkodami

No i wczoraj od rana stało się to, co niestety musiało. Wraz z dodatnią temperaturą w siną dal spłynęła puchowa warstwa śnieżna, która chodniki i alejki pokrywała. Kiedy tradycyjnie w sobotę rano ze sporą grupą biegających znalazłem się na Cytadeli, to przed naszymi oczami ukazały się już praktycznie granatowo-czarne biegowe alejki, posypane piaskiem, który wraz z wodą stanowił delikatną taką poznańską glajdeczkę. Do tego mżawka, czyli ogólnie pogoda pod skomlącym Azorkiem, które w taką pogodę z domu się wygoni, a co dopiero samemu dobrowolnie wychodzić. I mimo takiej, jakby nie patrząc paskudnej pogody, to prawie 200 osób zdecydowało się na przybycie na Cytadelę. Był to typowy przykład, jak pasja wygrywa z lenistwem i pokonuje pogodowe trudności. Bo, o ile bardziej rozsądne byłoby się przenieść z jednego boku na bok pod przykryciem ciepłej i mięciutkiej kołderki. A my co? Bierzemy się, zrywamy i by sobie na nędznych pięciu kilometrach potuptać. Toż to niemal masochizm…

Jednak mimo, takich paskudnych warunków pogodowych, tradycyjnie grubo ponad sto osób zdecydowało się przybyć na dzisiejszy parkrun. Jak dla mnie idealnym przykładem parkrun-maniaka był pan, który rodzinę i dom miał pod Koninem, na co dzień mieszka w Londynie ( gdzie parkrun więcej niż w niektórych krajach), a na nasze cotygodniowe święto przyjechał do Poznania. Można napisać, że miał nosa, gdyż dzisiaj mieliśmy na trasie oprócz błota jeszcze jedną atrakcję. Kilkaset metrów przed metą w poprzek alejki leżało przewrócone drzewo, które każda osoba biegająca chcąc czy nie chcąc musiała przeskoczyć. Na tą jedną chwilę mogliśmy poczuć, jak podczas biegu z przeszkodami. Ci z większą wyobraźnią mogli na chwilkę wczuć w rolę konia na Wielkiej Pardubickiej. Muszę przyznać, że miało to wyjątkowy urok.  

Na mecie tradycyjnie coś do wypicia, jakieś słodycze dla chętnych, gdyż tradycyjnie ktoś swój jubileusz obchodził. Muszę przyznać, że ten panujący u nas słodki zwyczaj ma swój wyjątkowy urok. Co prawda dla tych co myślą by zbić jednak przy pomocy biegania jakieś kilogramy nie do końca, ale co nam tam.. od ciasteczka się nie przytyje. Drugiego i trzeciego chyba też nie. A jak po trzecim odpuścić czwarte…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o