Jak się biega „A”, korci, by pobiegać „B”

Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu moje bieganie, zarówno treningowe, jak i startowe praktycznie ogranicza się do samych piątek. Czasem zrobię sobie dyszkę, ale to sporadycznie. Podobnie jest ze startami. Głównie parkrun, raz zdarzyła się dyszka niepodległościowa, ale poza tym od października praktycznie biegowe piąteczkowanie.  Oczywiście zdarzył się jeszcze w zeszłym roku półmaraton i maraton, ale to już dawno i można napisać, że nieprawda. Takie sobie tuptanie.

W tym roku na razie same parkrun, ale… no właśnie to małe ale. Jak mam być szczery nie do końca chce mi się już jeździć za biegami ( starość nie radość), ale niektóre pozycje biegowe w naszym mieście? Ruszyły zapisy na naszą połówkę… Przyznam szczerze, że biję się z myślami. W końcu ile można tylko piątki? Z drugiej strony, kiedy zaczynałem moją biegową historię, to przez pierwszy rok z hakiem tylko parkrun, a na pierwszą dyszkę czekałem  koło 14 miesięcy. Dlaczego więc nie zamknąć mojej biegowej historii klamrą i nie wrócić na jakiś czas znowu do samych piątek i parkrun? No, ale w końcu to się zacznie nudzić, bo jak cały czas mówi się tylko „a”, to w końcu można zacząć się jąkać. Dlatego też korci mnie kwietniowa połóweczka. Jeszcze się nie zapisałem, ale… no właśnie hamletowskie pytanie: zapisać się, czy nie zapisać, oto jest pytanie. W końcu to „b”, trzeba w wreszcie w tym roku wykrztusić.

Oczywiście będzie się wiązało ze zmianą cyklu treningowego, by trochę tych ekstra kilometrów nadbić, ale nic co biegowe nie jest nam obce. Zresztą jak nawet na początku marca przyduszę trochę tych kilometrów, to przy mojej tupbazie, którą mam przez moje biegowe lata wyrobiłem bez problemu na półmaraton powinno starczyć. Zresztą w zeszłym roku, jak się przygotowywałem do maratonu, to także miesiąc mocniejszego treningu do przetuptania wystarczył. Może do takich, jak na mnie godnych wyników sporo zabrakło, ale nie nastawiałem się na czas, tylko na dotarcie do mety. Jeżeli podobne założenia zostaną przyjęte przed półmaratonem, to także przy miesiącu z lekkim hakiem przyciśnięcia bez zbytniego problemu do mety powinienem dotrzeć. Oczywiście to tylko założenia teoretyczne, a teoria z praktyką często  kroczą różnymi drogami, ale wiara góry przenosi i bramkę mety przybliża.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o