Bieg pełen powagi i zadumy..

Dzisiaj z rana mróz znowu w Poznaniu się objawił. W końcu mamy zimę, a kiedy, jak nie w tej porze roku powinien w pogodzie władzę stanowić. Nie jest to na szczęście ( przynajmniej na razie, chociaż zapowiedzi na przyszły tydzień nie są zbyt dla lubiących ciepło optymistyczne) taki mrozik na poziomie do –5, więc myślę, że jeszcze akceptowalny.

Mimo mroźniej pogody, jak zwykle zdecydowanie ponad sto siedemdziesiąt osób w dzisiejszy sobotni poranek na Cytadeli się pokazało. Przed startem jak zwykle rozgrzewka ( w dzisiejszą pogodę, to określenie nabierało podwójnego znaczenia), trochę plotek, a następnie całą grupą udaliśmy się na start. Zanim wystartowaliśmy nastąpiła minuta ciszy, gdzie wszyscy niezależnie od poglądów politycznych i opinii na temat tej czy innej partii w pełnym skupieniu, ciszy i szacunku stali. Jakoś nikt prowokacyjnie się nie spóźnił, ani na tą chwilę oddalił, wszyscy zachowali się tak, jak w danej sytuacji powinni.  . Tak na marginesie, jak to trzeba być „małym” pod względem duchowym człowiekiem, oraz jak wielką trzeba mieć w sobie pogardę dla innych, by w wiadomy sposób się zachować ( oceniam człowieka, nie polityka).

Po wszelkich przedstartowych formalnościach, nastąpiło to, po co tak naprawdę wszyscy przybyliśmy na Cytadelę, czyli nasze klasyczne biegowe „mięcho”. Pogoda dzisiaj do biegania wręcz idealna. Suchy mróz, władające na błękitem nieboskłonu żółte słońce, które swoimi złotymi promieniami malowało leżącą na ziemi zmarzniętą skorupę śniegu. Nic tylko radować się smakowaniem biegowych rozkoszy. Mimo, że biegliśmy przepełnieni biegowym szczęściem, to jednak gdzieś tam z tyłu głowy świeciła lampka powagi. Sam bieg, co o parkrun można napisać, więcej, ze się odbył i kolejny do kolekcji zaliczony? No cóż, a to że wiewiórka gdzieś smyrgnęła, a to że ktoś kogoś przegonił, ktoś komuś uciekł, cała biegowa klasyka.

Na parkrun mecie, jak to już jest standardem w naszym mieście słodkości przyniesione przez tych, którzy różne tupjubileusze mieli, do tego goraca herbata, jak zwykle przez Organizatora zapewniana, czyli pełna pobiegowa oprawa. No i to co najważniejsze i jak kto woli czyli albo super koniec tygodnia, albo fantastyczny początek weekendu czy tupświt następnego tygodnia. Jak co komu pasuje.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

A ja dzisiaj niedaleko Poznania widziałem pierwszego w tym roku bociana.