Przeganianie zbędnych kilogramów

No i mamy już praktycznie środek zimy. Jak już nie raz pisałem u nas w Wielkopolsce w tym roku na razie tfu odpukać traktuje nas ona względnie łagodnie. Owszem mamy minusową temperaturę, raz na jakiś czas śnieżek nam spadnie i trochę pozalega, ale ogólnie jest całkiem, jak na tą porę roku przyjemnie. Jak już nie raz pisałem dla nas tuptających jest to idealny czas na budowanie biegowej mocy na resztę roku. Staram się to robić, chociaż przyznam szczerze, mam pewną i to wcale nie psychiczna, ale fizyczną blokadę, która w pewien sposób mnie przyhamowuje.

Jak już także wspomniałem w ostatnim roku trochę pofolgowałem w jedzeniem, przez co niestety, ale trochę kilogramów przybyło. W połowie grudnia miałem już zdecydowanie ponad 90 kilogramów, co przy moim wzroście niecałe 180 już stanowiło pewien problem. No i znowu musiałem narzucić własną dietę, czyli jeść w sposób, który zapewne każdy dietetyk i specjalista od racjonalnego odchudzania by mnie wyklął, ale co najważniejsze jest to metoda względnie skuteczna. Przez trochę ponad miesiąc zgubiłem już prawie 7 kilogramów, czyli udało mi zejść już i to wcale nie drobno poniżej 90 kilogramów. W planie jest jeszcze minimum dycha, a czas w który chcę ten wynik osiągnąć, to do naszej poznańskiej połówki, czyli 14 kwietnia. Na razie jeszcze się nie zapisałem, ale mam na to czas do 28 lutego, czyli do końca pierwszej stawki wpisowej. Jeżeli uda mi się do tego czasu jeszcze chociaż te 5 kilogramów odbić, to będzie znaczyło, że spokojnie jeszcze kolejną piątkę przez półtora miesiąca dołożę. A może nawet więcej, co byłoby bardzo wskazane. Może poniżej siedemdziesięciu nie chcę schodzić, ale optymalnie będzie te 72-73 kg. Niestety, chcąc ten wynik osiągnąć muszę sam sobie narzucić pewne żywieniowe ograniczenia. Najbardziej boli całkowite odcięcie od słodkiego. Ale niestety w moim przypadku to konieczne, bo w przypadku słodkiego jestem trochę jak narkoman na głodzie w poszukiwaniu działki.

Dlatego zęby w ścianę, kilometr dodajemy, kilogramy odejmujemy i wszystko w dobrym kierunku zdążą.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Slawek
Gość
Slawek

Hej. Czyli jedziemy na tym samym wózku. Ja odkąd wyprowadziłem się z Poznania przestałem rowerem dojeżdżać do pracy (dziennie kręciłem 30 km) i waga jak z katapulty wystrzeliła. Teraz dieta (również moja własna) i przeprosiny z tuptaniem. Największy ból to rozstanie że słodkim. Ja jestem na początku tej drogi ale wierzę, że się uda.