Powstały z biegowych martwych

Tak, jak wczoraj pisałem ostatni tydzień to można napisać, że leżałem w biegowym kurhanie. Dopadło mnie jakieś przeziębienie, a może międzyziębienie, zaziębienie  czy diabli wiedzą jakie inne i z jakim przedrostkiem ziębiebie, w każdym razie przez tydzień równo kaszlałem, psikałem, kichałem czyli wszystko co zdrowotnie najgorsze mnie dopadło. Z racji, że jakiś tam chociaż zdrowy rozsądek ( nie chociaż coś będzie u mnie zdrowe) udało mi się zachować, więc cały tydzień był pozbawiony mojej ulubionej tuptającej pasji. Przez cały tydzień ani razu nie poszedłem biegać. Mogę napisać, ze czułem się niczym ten zmarły na marach czekający, aż go w grobowcu złożą. I tak przez bite siedem dni, byłem niczym trup. Mogę napisać, że nawet przebiłem Tego najbardziej znanego, który w końcu tylko 3 dni na marach spoczywał, a ja równe siedem.

No, ale wszystko co martwe też kiedyś się kończy. No i dzisiaj rano po siedmiu dniach posuchy udałem się na Cytadelę, by po raz 270 w moim ulubionym biegowym cyklu wziąć udział. Jak zwykle w ostatnich latach ponad 200 osób dzisiaj pojawiło się na Cytadeli. I pomyśleć, że kiedy zaczynałem te 7 lat temu, to do setki trudno było grupę zebrać.  Jak już była nas setka, to już była naprawdę godna grupa, a i poniżej 60 też nie zdarzało. A teraz to już niemal tłumy. Jak zwykle ze znajomymi się przywitałem, w końcu z niektórymi to już naprawdę ładnych parę lat się znamy, a następnie udaliśmy się do strefy startu. Tu jak zwykle klasyczne przywitanie, po czym wystartowaliśmy. Muszę przyznać, że po tygodniu nie biegania biegło mi się bardziej niż wolno i można napisać, że dzielnie biegową straż tylną dzisiaj wspomagałem.

Natomiast pogoda do biegania była wręcz idealna. Mimo, że ciągle jeszcze kalendarzowo mamy środek zimy, to już bardziej dzisiaj wiosną niż lodową panią nam pachniało. Ba, nawet słońce swoimi złocistymi promieniami drogę naszą zdobiło. Za to tempo było dzisiaj hohoho, ale i jeszcze wolniejsze. W każdym razie mimo tygodniowej przerwy do mety dzisiaj dobiegłem. A jaki czas

Myślę, że to najlepsze podsumowanie dzisiejszego startu… Weź nie pytaj, weź się przytul.. W każdym razie na nowo odżyłem i powstałem z biegowym martwych.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o