Budujemy biegową moc

Ostatnie dni, to można napisać, że miałem biegowe zaspanie. Cały zeszły tydzień bez tuptania, gdyż trzeba  było się wykurować. W efekcie, kiedy w sobotę poszedłem na parkrun, to co prawda do mety jakoś doczłapałem, ale tempo było z gatunku bardzo usypiającego. Nigdy jakoś nie osiągałem, jakiś godnych czasów, ale to do czego dobiegłem w sobotę, to można określić jako dno i sześć metrów mułu. W każdym razie trudno, żeby jeszcze gorzej być mogło. A półmaraton powoli bo powoli, ale zaczyna się już zbliżać

Oznacza to, że trzeba coś z tą nieszczęsną biegową (nie)mocą zacząć robić. Trochę trzeba pogonić kilometrów, zarówno w ułożeniu klasycznym, czyli samych kilometrów nadganianych dla samego dystansu, jak i ich urozmaicanie, co by czas trochę podkręcić. No więc trzeba elementy treningu tempowego, interwałowego i diabli wiedza jakiego jeszcze. W każdym razie coś tam w sieci trzeba poszperać, by coś z tym swoim tempem i wytrzymałością porobić. Bo samo nic nie robienie do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Dlatego też trzeba moc biegową podkręcić. Na szczęście obecnie z tym nie problemu, bo w sieci mamy tyle rozpisek biegowych, ile dusza zapragnie. Dlatego nic tylko się rozejrzeć i dopasować daną rozpiskę do swoich możliwości. Oczywiście w jakiś sposób można ja jeszcze zmodyfikować, by było tak idealnie dopasowane do naszych możliwości. Każdy czy tez każda z nas jest inny czy inna i ma inny zakres możliwości. Dlatego najważniejsze jest znaleźć ten zakres i dopasować do niego daną rozpiskę biegową. A wtedy wszystko będzie dobrze. I tego się musimy trzymać.

Do naszej poznańskiej połówki jeszcze trochę czasu mamy, ale nie warto czekać do ostatniej chwili, bo jak czegoś nie dopilnujemy, to potem bardzo nieładną czkawką może się nam odbić. Jak to się w końcu mówi: ani półmaraton, ani maraton same się nie przebiegną. My to musimy zrobić, bo to są w końcu nasze kilometry i nasz wysiłek.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o