Miasto moje widzę biegające, ale jakby trochę mniej

Muszę przyznać, że ostatnio w czasie moich wieczornych treningów, a nawet wracając do domu coraz częściej widuję inne osoby, które także bieganiu się oddają. Muszę przyznać, że jestem tym nawet zdziwiony, gdyż do tej pory moja okolica bywała raczej bardzo odporna na bieganie. W zasadzie te parę osób, które zdarzało wcześniej mi się widywać, były przypadkami na tyle sporadycznymi, że mogłem śmiało twierdzić, że na Starołęce się w Poznaniu się nie biega. Oczywiście jest jedna znajoma biegaczka, z którą widuje się mniej czy bardziej regularnie na parkrun-ie, do tego jedna, dwie, góra trzy inne osoby, ale to było wszystko.

Biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo nasze miasto jest rozbieganie, to mogłem śmiało napisać, że Starołęka jest wcale nie chwalebnym wyjątkiem potwierdzającym regułę poznańskiego wybiegania. Bo w końcu jak mawiali Rzymianie, każdy wyjątek potwierdza właśnie taką regułę. No, ale wracam już do istoty mojego wpisu. Jak już wspomniałem coraz więcej osób na Starołęce biega, ale nie tylko w tej części miasta. Czasem zdarza mi się, kiedy rano przyjeżdżam do pracy, to także zdarza mi się widzieć osoby, które biegają. W zasadzie w każdej porze dnia, w różnych regionach miasta możemy spotkać biegających. W zasadzie my tuptający jesteśmy wszędzie. Tak się przynajmniej wydaje.

Z drugiej strony mamy sytuację, o której można napisać, że powoli pasja zaczyna zanikać. Kiedy zobaczymy na poziom zapisów np. na poznański półmaraton, gdzie mamy zapisane do tej pory „zaledwie” pięć i pół tysiąca osób, to można napisać, że jest kiepsko. Ba, daleko nie patrząc, nawet taki popularny wydawało się projekt jak Maniacka  Dziesiątka, gdzie mieliśmy w poprzednich latach bite rekordy w zapełnianiu list ( pół godzny trzy tysiące zapisów), tym razem ciągle jest w dalekim polu. Co prawda w tym roku Organizatorzy poszli po bandzie i wymarzyli sobie 6 tysięcy biegnących, do tego o parę złotych podnieśli kwotę, no i chyba trochę przejechali. Dość napisać, ze zamiast 6 tysięcy, na miesiąc przed startem mamy na liście trochę poniżej 4 tysięcy. Co będzie dalej? Czy zapełni sie lista? Trudno wyrokować, ale i dalej będziemy biegali, ale może nie tak zapisowo, jak dla samej przyjemności i bez kosztów. Bo po co płacić, jak możemy sobie pobiegać pod domem. A kiedy chcemy sobie pobiegać z pomiarem czasu, a bez kosztów, to zawsze mamy parkrun, na który z miesiąca na miesiąc coraz więcej biegających przybywa.  Sam jestem ciekawy, jak sytuacja sie rozwinie… Na razie, jak to klasyk powiada, coś jest, ale szału nie ma.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Maciek
Gość
Maciek

Wyciąganie tak radykalnych wniosków na podstawie zapisów do dwóch biegów, w dodatku zapisów nie zakończonych jest ryzykowne. Zauważmy że rynek biegowy wciąż się rozrasta i jest coraz więcej biegów godnych zainteresowania. Tym bardziej, że mogą pojawiać się tańsze propozycje od dwóch wspomnianych, a nie mniej atrakcyjne.