I z biegania nici, gdy choróbsko chwyci

No i mamy taki okres w roku, kiedy latają nad nami różne zarazki i inne takie cholery, które tylko czekają by nas dopaść. I tak latają niczym te stukasy w czasie II Wojny Światowej, by gdy wyczują odpowiedni moment nagle lotem nurkowym atakują nas ze wszystkich stron. Oczywiście szczególnie z góry. No i kiedy nas w końcu dopadną bombardując ze wszystkich stron mamy wcale nie mały problem.

Bo kiedy nas dopadnie i trzyma, to wtedy na jakiś czas i naszą pasję trzeba odpuścić, by nie rozłożyć się na amen. No i jak już dopadnie i trzyma, to wtedy jest pupa. Owszem zawsze jest opcja, by nic sobie nie robić i biegać dalej, ale ryzyko zbyt duże. Dlatego w takiej sytuacji, to zrobić jak z pracowitym zapałem, który od czasu do czasu nas dopada. Musimy usiąść sobie cichutko w kąciku i poczekać aż nam przejdzie. Zero biegania, zero wysiłku i trzeba przeczekać i trochę się wykurować. W końcu przeziębienie leczone trwa tydzień,  a to, którego nie leczymy siedem dni. No, albo odwrotnie, ale to i tak na jedno wybiega.

Na razie z bieganiem kaplica, jutro parkrun też odpuszczę, czym zapewne Grzesia ucieszę, ale nic na to się nie poradzi. Trzeba w końcu na tyle się wykurować, by zacząć do kwietniowego startu się przygotowywać, gdyż półmaraton sam się nie przebiegnie. Dlatego na razie czekam, w lekkim stresie i niedobieganiu jestem, ale nic się na to nie poradzi. W końcu trzeba swoje wychorować, bo bez tego kaplica murowana. Jedno co mnie martwi, to fakt że półmaraton sam się nie przebiegnie. Coś tam do niego trzeba się przygotować, bo bez to będzie biała, czarna i diabli jeszcze jaka pupa. Trzeba będzie tylko w odpowiednią ilość papieru toaletowego się uzbroić. W końcu pupa też swój ozdobnik mieć musi, bo bez niego jest jej smutno, a też warto by się na całą szerokość uśmiechała.


1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
trackback

[…] z biegania nici, gdy choróbsko chwyci biegaczamator.com… fot. Dziennik […]