Dlaczego startujemy w biegach zorganizowanych

W zasadzie nas biegających można podzielić na takie dwie główne grupy: ci co biegają tylko dla samego biegania, pod domem, w parku, lesie, ale sami dla siebie i bez potrzeby uzewnętrzniania swojej pasji, oraz tych dla których codzienne bieganie jest przegotowaniem do jakiegoś startu zorganizowanego. Można, a w zasadzie tutaj należałoby zadać pytanie: ale po co takie biegi zorganizowane i co one nam dają.

Oczywiście nie mówimy tutaj o tych, którzy walczą o czołowe miejsca, nagrody czy inne takie, oraz tych, którzy są zapraszani przez Organizatorów za takie czy inne osiągnięcia czy dlatego, że są znani. Mówimy tutaj o tej ogromnej, trudnej do policzenia szarej masie biegowej, która płaci ( w przypadku biegów zorganizowanych płatnych), czy nawet nie płacąc ( w przypadku np. parkrun), ale jednak poświęca swój czas, energię by dotrzeć na miejsce startu i wraz z innymi sobie pobiec. No właśnie po co? Ktoś może zapytać co nam daje start w takim biegu. My, szara masa biegowa, którzy tak naprawdę jesteśmy tylko po to, by nadbić frekwencję, zwiększyć rangę danej imprezy, ale sami jesteśmy tylko jej statystycznym ozdobieniem i numerkiem, gdzieś tam na liście wyników w którejś setce czy tysiącu się mieszczącym.

I wiedząc, że my jesteśmy tylko numerem statystycznym bez większego znaczenia dla Orgów ( no i oczywiście kasą, którą płacimy), to jednak decydujemy się, startujemy i razem z całą resztą biegowej, szarej  masy statystycznej tuptamy po trasie danego biegu ostro wku…denerwując kierowców. I znowu zadaję pytanie: po co? Myślę, że odpowiedź na to pytanie, jest zarówno prosta, jak i bardzo złożona, gdyż każda osoba startująca ma swoją własną, prywatną motywację. Dla niektórych taką motywacją jest sam fakt biegu na takiej trasie, gdzie wszystko jest zaplanowane, zorganizowane, gdzie trzeba się wcześniej odpowiedniej przygotować, by nie dać ciała, walcząc jednocześnie ze swoimi słabościami, gdyż głupio zejść z trasy, kiedy jeszcze za to zapłaciliśmy. Do tego jakaś chęć zobaczenia swojego nazwiska na liście startowej, potem wyników, może pochwalenia się znajomy, że ja dałam, dałem radę, a oni nie… W przypadku biegu po mieście, sam fakt, że biegniesz ulicą, gdzie normalnie nie masz prawa przebywać i czujesz się trochę, jak te samochody, które codziennie daną trasę pokonują , podczas gdy my nie mamy takiego prawa. Do tego medal ( w przypadki biegów płatnych), jakieś tak ekstrasy w pakiecie, czy na mecie dawane, to wszystko składa się na cykl powodów podpalających nasza motywację. No i kto wie czy nie najważniejsze, czyli możliwość spotkania się z takimi samymi jak my świrusami, fanatykami, biegowymi wariatami, pogadanie, podzielenie się przemyśleniami, poplotkowanie i ogólnie poczucie się, że wreszcie jesteśmy pomiędzy swoimi, gdzie każdy nas rozumie, bo w życiu codziennym, to różnie bywa. No i do tego jeszcze ten niesamowity stan uniesienia, ta euforia, która nas ogarnia, kiedy wbrew wszystkiemu, a czasem nawet samemu sobie docieramy to mety. To jest uczucie, które bardzo trudno opisać…

Myślę, że jakby się zastanawiać, to można jeszcze wymieniać i wymieniać i końca nie będzie widać. Gdyż każda osoba ma jeszcze jakieś swoje, prywatne motywacje. I myślę, że to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o