Zapisowy szał biegowy…albo odwrotnie

Są w kalendarzu biegowym niektóre wydarzenia tuptające, które możemy określić, jako prawdziwe perełki biegowe. Są to takie biegi, na które czekamy z utęsknieniem, odliczając dni, a nawet minuty do chwili, kiedy zapisy się zaczną. No, a kiedy się czas zapisowy ruszy, to mamy prawdziwy tajfun atakujących na przydział wolnych miejsc, a limit ustalony przez organizatora topnieje z każdą minutą.

Kiedyś pamiętam taki szał zapisowy na Maniacką Dziesiątkę, a z kolei na np. Drzymałę czy niektóre te najbardziej sztandarowe Biegi Niepodległości jest to standard. Jeżeli ktoś się zgapi i np. po godzinie zechce zgłosić swój akces to już może być pozamiatane. Tam dosłownie decydują minuty. W zasadzie taki szał zapisowy jest na biegi na poziomie 10 kilometrów, gdyż jest to dystans, który jest bez wątpienia ulubionym  dla zdecydowanej większości osób biegających. Nie wymaga on aż takiego przygotowania i nie jest dla osób w miarę regularnie biegających aż takim wyzwaniem.

Co innego już taki półmaraton. Powiedzmy sobie szczerze, przebiegnięcie 21 kilometrów z pewnym haczykiem jest już pewnym, wcale nie małym wysiłkiem. Zapisując się na taką odległość do przebiegnięcia raczej nie należy się kierować fantazją, tylko znajomością swoich możliwości oraz realizmem w ich ocenie. Oczywiście są wyjątki potwierdzające tę regułę, ale są one raczej sporadyczne. Dlatego  tutaj aż takiego szału zapisowego nie ma.  Czy przynajmniej teoretycznie przynajmniej być nie powinno. No, ale są, a w zasadzie bywają takie półmaratony, gdzie jak ruszy.. to hohoho, a nawet i szybciej.

Idealny przykład takie szału mieliśmy wczoraj podczas startu zapisów na jedne z najlepszych półmaratonów w naszym kraju czy Półmaratonu Słowaka w Grodzisku. Napiszę krótko, żeby nie przedłużać: zapisy trwały 44 minuty, po których 3500 wolnych miejsc zostało błyskiem zabukowanych. Nie pamiętam jak to wyglądało w historii zapisów na inne „połóweczki” ( gdyż porównywanie z dyszkami, raczej mija się z celem), ale pachnie mi blisko rekordu na naszym krajowym podwórku. Jak mam być szczery doskonale ten szał rozumiem, gdyż sam biegłem Słowaka dwa razy i w moim prywatnym odczuciu to była najlepsza ze wszystkich nastu połówkach, w których do tej pory tuptałem.

A tak na marginesie jestem ciekawy czy pamiętacie inne półmaratony z taki tup zapisowym szałem.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o