Jedni już zamknęli, a drudzy jeszcze mają nadzieję…

Początek roku, to przynajmniej u nas w Poznańskiem i okolicy czas zapisów do dwóch zaliczanych do tych  sztandarowych w naszym regionie biegowych imprez. Mówimy tu oczywiście o półmaratonach w Poznaniu i Grodzisku. Gdzie, co jest z pewnością logiczne Poznań, jako zaliczane do dużych miast, ma duży półmaraton z limitem zapisów na poziomie 12.000, a Grodzisk, jako zdecydowanie mniejsze ( co wcale nie znaczy, że mniej urokliwe, a nawet bardzo), ma także mniejszy limit, gdyż na poziomie 3.500.

Tyle, że zapisy w Poznaniu ruszyły 5 grudnia, a zapisy na Słowaka 3 marca. No i w Poznaniu do tej pory mamy na liście trochę poniżej 8700 biegających, a Słowak po 44 minutach miał już klasycznie pozamiatane i zamknął proces zapisowy.  Zdaję sobie sprawę, że wielkość obu imprez jest diametralnie różna i o wiele trudniej jest zamknąć listę, gdzie mamy 12 tysięcy miejsc, niż taką gdzie mamy 3 i pół tysiąca. Tyle, że w Grodzisku mieszka 14500 osób, z czego jeżeli przyjmiemy dane Przeglądu Sportowego sprzed 4 lat biega 22% czyli około 3000 osób, ale biegach startuje około 15% czyli 450 biegających. Dla porównania w Poznaniu mieszka ponad 540 tysięcy osób, z czego stosując tą statystykę można przyjąć, ze biega około 190 tysięcy, a w biegach staruje koło 27 tysięcy osób.

Z tych prostych wyliczeń wynika że sami biegający z  Poznania są w stanie zapełnić poznańską listę startową, a  wszyscy biegający mieszkańcy Grodziska około 15 procent swojej. I jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że Grodzisk ledwo zaczął już musiał skończyć, a w Poznaniu trwa, trwa i nie ma żadnej pewności, ze limit zostanie osiągnięty. Do starty mamy jeszcze miesiąc i tydzień, ceny wpisowego rosną, a zalewu listy jakoś nie widać. No, ale wiadomo Grodzisk, to jest Grodzisk kto wie, czy nie jeden z najlepszych z półmaratonów w naszym kraju, a Poznań cóż… niby fajny, super, godny, ale tak naprawdę żadnej części ciała zbytnio nie urywa. W Grodzisku mieszkańcy w zdecydowanej większości żyją półmaratonem, wspierają nas, dopingują, budują atmosferę, jaką ze świecą gdzie indziej szukać, a w Poznaniu… cóż w większości wku… znaczy denerwują się, że znowu im miasto zamykamy, a oni będą musieli się męczyć. I nasza przyjemność jest dla nich udręką. I chyba to jest główny powód, że w Grodzisku biegnie się z przyjemnością, a w Poznaniu biegnie, bo się biegnie.  Jak mam być szczery jestem bardzo ciekawy, czy Poznań zamknie w tym roku swoją listę, a jeżeli nie, to czy dziesięć tysięcy przekroczymy.

Na razie jak w tytule, jedni już maja koniec i zamknęli, a drudzy się ciągle jeszcze łudzą. Bo nie wierzę, że nie zależy Orgom by mieć naprawdę zajewielki bieg u siebie. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o