Bieganie dla biegania, czy bieganie dla startowania

Nie jest tajemnicą, że ostatnia dekada, to wręcz szalony rozwój biegowej pasji wśród naszych rodaków. Sam należę do tego grupy, gdyż mnie pasja dopadła te siedem lat temu, chwyciła i za nic w świecie nie chce puścić.

Muszę przyznać, że sam się dziwię, dlaczego jeszcze mnie ta pasja trzyma. Jak mam być szczery mam w życiu jedną czy dwie pasje, które mnie dłużej trzymają, tzn czytanie czy łowienie ryb, ale o ile smakowanie liter nie wiąże się praktycznie z żadną inwestycją czasu i ruchu, to np. na rybach nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem. Natomiast wcześnie nigdy nawet w najbardziej skrytych snach nie sądziłem, że będę biegał. Jak pisałem, kiedyś byłem bardzo otyły i wtedy bieganie w ogóle nie wchodziło w grę, a potem jakoś nigdy nie czułem potrzeby jakiejkolwiek aktywności ruchowej.

A jednak mnie chwyciło, trzyma i jakoś nie wygląda, by miało puścić. Tak się zastanawiam, co mimo tylu lat dalej mnie motywuje do tuptania. I tak sobie coś wymyśliłem.  W sumie kiedy biegamy, mamy dwie opcje. Pierwsza, że biegamy dla samego biegania. Oznacza to, że te parę razy w tygodniu wychodzimy z domu i udajemy się na swoje stałe biegowe trasy i po prostu biegamy tylko dla samego biegania. Po prostu w ten sposób zaspakajamy nasza pasję. I wystarcza nam to, że biegamy sobie tak jak chcemy i nic głębszego nie jest nam potrzebne. Ma to swój urok, jednak ma tez jeden minus. W pewnym momencie tak powtarzalność, bez większej głębi, może po prostu się znudzić.

Dlatego jak w moim przypadku cotygodniowy cykl treningowy jest podsumowany różnymi startami, Najważniejszy jest oczywiście parkrun, bo taka możliwość tydzień w tydzień sprawdzania się na takiej samej długości trasie, ba a nawet w większości przypadków tej samej trasie dale mi takiego mocnego treningowego kopa. Bo, wiem, ze jak w tygodniu nie popracuję, to w sobotę będzie potem wynik sięgający maksymalnie głęboko w rzyci ukrytych trzewi. A jeszcze do tego jak spróbuję pobiec w dłuższym biegu dyszce, połówce czy na Królewskim Dystansie, to już muszę zupełnie inna metodę przygotowawczą przygotować. Bo może jeszcze takie bieganie przygotowujące do piątki na dyszkę starczy, może nawet połówkę jakoś „obalimy” to na maraton już będzie za mało. Tu już trzeba rozpalić zupełnie inny treningowy ogień. Dlatego bieganie dla startowania daje bardzo wyjątkowego biegowego kopa motywacyjnego.


3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Bazyl
Gość
Bazyl

Starty dają kopa motywacyjnego, są dla wielu formą sprawdzenia się i jak najbardziej odskocznią od codziennego klepania różnych ścieżek biegowych( przynajmniej ja tak to odczuwam)
Atmosfera biegu, możliwość spotkania przesympatycznych ludzi ( często trafiamy na te same sympatyczne mordki) tego na codzień nie uświadczysz
Zacząłem biegać żeby schudnąć , biegam cztery lata dalej jestem gruby , taki myk

Gall
Gość
Gall

Spróbuj z kimś pobiegać, albo zmienić ścieżki biegowe