My, szara masa biegowa

Z pewnością wiele osób biegających i startujących od czasu do czasu w biegach zorganizowanych spotkało się w rozmowach ze znajomymi z podobnym scenariuszem. Kiedy po dłuższej czy krótszej pogaduszce temat intuicyjnie przez nas prowadzony wbiegnie na obszary, gdzie nasza pasja rządzi, przyjmuje ona pewien niemal, że schematyczny scenariusz. Jeżeli rozmawiamy z kimś, kto żyje sobie w spokoju pozbawiony wewnętrznego ognia takiej czy innej pasji, to najpierw zawsze jest wielkie zdziwienie: o biegasz? Super, a czy startujesz? Kiedy potwierdzimy, że zdarza się nam wystartować na takim czy innym dystansie, to po pełnym podziwu zaskoczeniu, bardzo często padają konkretne pytania pytanie: a ile z tego masz? Kiedy usłyszą , ze jeszcze dopłacamy, by wystartować, to już jest pierwsze, wielkie zdziwienie. Potem pada kolejne pytanie: a które miejsce w czasie takiego biegu zajmujesz? Kiedy odpowiadam, że bliżej końca niż początku, gdzieś w środkowym, największym tłumie, to już jest zupełne „ zdziwko” . Na zasadzie: a po ( i tu zwykle pada określenie męskiego przyrodzenia na cztery litery – gdyż poprawnie piszemy przez „ch”) biegasz, tracisz kasę i co z tego masz?

Powiedzmy sobie szczerze: ktoś, kto nie odczuwa potrzeby ( w końcu ma do tego pełne prawo) posiadania takiej czy innej pasji, opartej  mimo wszystko na pewnej formie współzawodnictwa, to nie zrozumie, że akurat w naszym przypadku, to współzawodnictwo jest najmniej ważne. Owszem, mamy je gdzieś tam z tyłu głowy, ze możemy tą czy inną osobę wyprzedzić, ale w gruncie rzeczy stanowi to dla zdecydowanej większości z nas najmniej ważną podpałkę do biegowego ognia. My po prostu jesteśmy ta szara masa biegowa, robiąca za taką czy inną wielkość statystyczną i do tych biegowych herosów walczących o najwyższe laury nawet nie myślmy by się próbować przyrównać. My jesteśmy w środku, pod koniec, czy nawet bardziej z przodu, ale nie nam laury są pisane. Ktoś w końcu musi robić za tłum, by ktoś się z niego mógł wyróżniać.

To po co w takim razie zgadzamy się na rolę szarej masy biegowej i akceptujemy fakt bycia biegową wielkością niemal zerową? Bo to nie ma dla nas znaczenia. Dla nas najważniejsze jest to, że w tej tuptającej szarej masie biegowej jesteśmy jedną z jej cegiełek, a co inni o tym myślą, nie ma dla nas znaczenia. My dajemy z siebie wszystko w ramach zakresu naszych możliwości kiedy osiągniemy metę, sami dla siebie mamy prawo czuć się herosami. A to jest bezcenne i nikt nam tego poczucia heroizmu na mecie nie odbierze. Chociaż z drugiej strony, jak się nie biegnie czy obserwuje, ten wielotysięczny, jakże mieniący się różnymi barwami, trochę nawet pstrokaty tłum, to można dojść do wniosku, że owszem jesteśmy masą biegową, ale z pewnością nie szarą, a wielokolorową.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o