Nasze sobotnie tup-spotkania

Nie da się chyba ukryć, że wiele z osób, którą są zarażone pasją biegania, potrzebuje do tego, by ta pasja płónęła pełnym ogniem, pewnego dodatkowego ekstra bodźca. W wielu przypadkach takim bodźcem jest właśnie start w jakimś konkretnym biegu zorganizowanym. Wielu z nas zapisuje się od razu do paru przypadków zorganizowanego tuptania w roku i dzięki czemu anagażuje się w jakieś cykle przygotowywawcze, które powodują, że nasz biegowy do naszego biegowego ognia dorzucamy ciągle nowego paliwa, powodując, że płonie swoim pełnym blaskiem.

W moim akurat przypadku sytuacja jest o tyle prosta i fajna, że taki startowo-spotkaniowy motywator mam tydzień w tydzień przez cały rok. Oczywiście jest tu mowa o moim ulubionym cyklu biegowym, czyli parkrun. Tutaj wypada dodać jeszcze jedno. Parkrun to nie jest sam bieg. Parkrun jest to cotygodniowe spotkanie w sporej grupie znajmych, którzy się już znamy, rozmawiamy ze sobą, plotkujemy i czasem snujemy biegowe plany. Jest to taka towarzyska forma biegowa, gdzie oprócz samego biegu nie mniej ważne są nawiązane właśnie relacje o charakterze towarzyskim. Oczywiście są i przypadki osób, które nie żywią do siebie zbytnią sympatią, jednak na czas naszych spotkań jest to antypatia w pewien sposób zaowalowana, ukryta, czy nawet zamieciona pod dywan. Nie musimy oczywiście ze sobą rozmawiać szczerząc się radośnie, ale okazujemy sobie niechęci.

Gdyż tak naprawdę parkrun to nie jest zwykły bieg, to już jest pewna forma stylu życia, którą pewna grupa ludzi przyjęła jako swoją. I co najważniejsze jest nam z nią dobrze. I właśnie dlatego jak co sobotę, kiedy tylko jest taka możliwość, udałem się dzisiaj na Cytadelę, by ze znajomymi sie spotkać, troszkę poplotkować, spotkać, a to wszystko jeszcze okrasić pokonaną w dobrym humorze piąteczką. Tempo, jak to ostatnimi czas na luzie i w spokoju, ale jak się jest z formą poniżej zera, to czego wymagać. Po parkrun już co prawda nie czekałem na dalsze towarzyskie kontakty, tylko od razu biegiem do domu. No ale jak się ma w planach połówkę, to jakieś kilometry trzeba nadrobić. Kiedy zliczę z parkrun, to czternastka z hakiem na luzie dzisiaj wybiegła.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o