12 Poznań Półmaraton – wprowadzenie

No i nadszedł pierwszy w tym roku mój biegowy weekend prawdy. Już jutro odbędzie nasza poznańska połówka. W zasadzie mógłbym napisać, ze cóż wielkiego, to już mój piętnasty półmaraton, czyli chyba trudno, by coś mnie zaskoczyło. No, ale przyznam szczerze, że w tak fatalnej formie, jak jestem obecnie chyba jeszcze nigdy nie byłem. Coś czuję, że jutrzejsze dobiegnięcie do mety będzie graniczyło z wcale nie małym cudem. No, ale to jutro.

Dzisiaj dzień takiego budowania tup-nastroju. Rano, jak co sobotę na parkrun, gdzie myślę, że spora grupa biegających potraktowało go jako przebieżkę, czy może zakąskę, przed kurek czy może zupę, czyli coś, co przed głównym daniem się serwuje.  Cytadela już w misteryjne szaty odziana, gdyż o 20 odbędzie się znowu największe na kuli ziemskiej Misterium Męki Pańskiej. Stojące po bokach samochody stanowiły  lekkie utrudnienie w czasie biegu, ale nie było to nic, co by stanowiło zbytni problem. Kątem oka mogliśmy podziwiać Cytadelę cofniętą w czasie o dwa tysiąclecia i do innego kręgu kulturowego. Większość z nas biegła dzisiaj na luzie i w spokoju zbierając siły na bój jutrzejszy, dlatego spokój i luz biegowy nam towarzyszył. Natomiast jedno co w pewien sposób niepokoiło przed jutrem do temperatura. Kiedy wychodziłem z domu widziałem, że był jeden stopień na plusie, co jak na połowę sierpnia jest wcale nie małym przegięciem. Jutro ma być niby cieplej, ale z tym niby, to nigdy nic nie wiadomo.

Po parkrun szybko do domu, wykąpać się, przebrać i na targi po pakiet się udałem. Na miejscu byłem przed pierwszą, więc jeszcze takiego szczytu biegowego nie było. Owszem, było trochę ludzi, ale jakoś zmyślnie i przewiewnie wszystko przepływało. Zanim dotarłem do miejsca wydawania pakietów trzeba było się przebić przez biegowe targowisko próżności, czyli dziesiątki stoisk, gdzie jak ktoś chciał mógł wszystko do uzbrojenia swojej biegowej pasji otrzymać: buty, koszulki, konsultacje lekarski, żele, witaminy itp. itd. I cholera wie co jeszcze. Kiedy wreszcie przebiłem się przez stoiskowy szał szybko odebrałem pakiet z bonem na pastę party, więc postanowiłem spróbować co tym razem nam do jedzenia zaserwują. Nad miejscem wydawania posiłków wisiało wielkie logo Leniwej Danuty, więc byłem ciekawy co tym razem dostaniemy. Trzeba przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłem. Makaron było odpowiednio dogotowany, sos nawet smaczny, więc nie było na odpieprz chyba przygotowane. Wychodząc wrzuciłem jeszcze los do urny, bo można coś wygrać, ale jedna, czy nawet dwie albo i trzy nagrody na jedenaście tysięcy z hakiem wrzuconych losów nie napawa optymizmem przed losowaniem. Sam pakiet robił bardzo pozytywne wrażenie: fajna siatka, w której wszystko się znajdowało. wysokiej jakości techniczna koszulka, nawet wizualnie ładny komin na szyje, który mógł i na głowę robić, czy nawet jako wiązacz długich wlosów, piwo, napój, dwa rodzaje czekoladowych wafelków, batonik fit, worek na depozyt. Podsumowując nawet, nawet, a nawet ciut bardziej. Wychodząc postanowiłem jeszcze dołączyć do akcji zorganizowanej przez Fundację PKO BP : Biegnę dla Janusza. Jak podaje strona Fundacji:” W tym roku można pomóc choremu na nowotwór Januszowi. Szansą na jego leczenie jest lek Alektynib, który daje oczekiwane efekty i możliwość polepszenia jego stanu zdrowia.

Jak możesz pomóc?

  • odbierz w biurze zawodów kartę – identyfikator Biegnę dla Janusza
  • przypnij kartę do koszulki startowej
  • pokonaj dystans półmaratonu

Fundacja PKO Banku Polskiego przekaże środki potrzebne na leczenie Janusza.” Za każdą osobę, która pobiegnie z kartką na konto wpłynie odpowiednia kwota.

Tak więc  początek został dany. Coś odebrałem, coś dostałem, coś zjadłem i na jutro mogę się duchowo przygotowywać. No, a jutro sądny dzień. Biorąc pod uwagę mój obecny stan przygotowawczy to będzie cud jak dotrę do mety. I to taki prawdziwy cud z Krakowiaki i Góralami tańczącymi radośnie dookoła.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o