12 poznańskie półmaratońskie człapanko

Kiedy rano przygotowywałem się do udania w kierunku strefy startu, pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, była niska temperatura. U mnie wskazywało 5 stopni, co oznacza, że raczej chłodno niż ciepło. Na szczęście z nisko zawieszonych nad domami chmur nie padało, co było już pewnym plusem. Kiedy jechałem na start dopadła mnie refleksja, że chyba jeszcze nigdy tak fatalnie nie byłem przygotowany do startu. To wszystko połączone z faktem, że nie udało mi się zrzucić tylu kilogramów ilu planowałem i że świadomość mam parokilogramowy balast nie napawała optymizmem. To wszystko powodowało, że cel był jeden: dobiec w limicie i dobrym zdrowiu, a cała reszta się nie liczyła.

Kiedy dotarłem na miejsce wraz z innymi oddałem się na przemian to rozgrzewce, to okupowaniu pawilonu targowego, chroniąc się przed panującym na zewnątrz chłodem. No ale niestety, kiedy pora nadeszła trzeba było opuścić ciepłe pomieszczenie i udać do wydzielonych stref startowych, gdzie poszczególne grupy biegających, które zadeklarowały dobiegniecie w danym czasie oczekiwały na start swojej grupy. No i wreszcie się stało, sygnał został dany i rytm wielkiego hitu Vangelisa – Chariots of Fire ruszyliśmy przed siebie

Muszę przyznać, że dobranie tego utworu do startu daje faktycznie ognia i biegniemy przed siebie, niczym te tytularne rydwany ognia. Pogoda fantastyczna, do tego tłum pędzących naładowanych endorfinami biegających, po bokach sporo osób nas wspomagających, od czasu do czasu przecinanych ulicami, gdzie za policją odgradzających nas od samochodów z kierowcami, których miny były akurat mało pozytywne. Chociaż był przypadek, kiedy ktoś stojący nas wspierał, krótkimi przerywanymi trąbnięciami. Z wiadomego powodu pokonywałem dzisiaj trasę bardziej człapiąco niż biegnąco, dlatego miałem trochę czasu by obserwować osoby nas wspierające. Duże wrażenie wywarła na mnie siostra zakonna, która stała pomiędzy kilkoma dziewczętami, ostro nas dopingując. Kiedy zobaczyłem jednodniowych  powstańców z czerwca 1956 roku, to aż musiałem  do nich podbiec i z każdym się przywitać. Muszę, ze świetnie wypadły właśnie takie jakby wyspy historyczne nawiązujące do poszczególnych dat ubiegłego wieku. Oprócz naszych powstańców z HCP, stali też milicjanci czy może ZOMO-wcy na roku 1981, z którymi też musiałem się przywitać. Zresztą oprawa biegu na trasie była naprawdę rewelacyjna, łącznie z ekipą krzyczącą: raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę. Tak na marginesie także ubrana w mundury milicyjne. Było kilka fajnie przygrywających kapel, ktoś kto puszczał muzę, więc miało co nasze uszy pieścić. Niestety, były także i osoby, których dopadły większe lub mniejsze kontuzje i urazy. Sam widziałem leżącego pana, dookoła którego była grupa osób go ratująca. Nie widziałem, jak to się zakończyło, ale wygądało groźnie.

Niestety z każdą chwilą robiło się coraz cieplej, co już było mniej przyjemne. Oczywiście po drodze mijaliśmy biegowe stacje konsumpcyjne, gdzie można było i wypić i coś tam na szybko wszamać. Co prawda mój czas wołał o pomstę do nieba, ale dobiegłem bez zbytniego stresu, problemów, a nawet na dużym luzie. I muszę przyznać, że taki bieg dla samej frajdy biegowej, bez konieczności ścigania się ze swoimi wynikami także ma w sobie dużo uroku. O czasie może zamilczę, ale grupo poniżej limitu dotarłem i parę tysięcy osób za sobą też zostawiłem.

Na mecie mieliśmy także klika miejsc, gdzie można było się posilić i nawet jakiemuś relaksowi oddać. Od razu na samej mecie pewną formę owocowego raju, gdzie każdy dostał jabłko, banana, napój oraz baronik fit. Do tego można było sobie piwko strzelić w wersji jasnej lub ciemnej.  Następnie  w poszczególnych miejscach oddawało się chipy, obierało medale i na końcu szło do Leniwej Danuty, by znowu smacznym makaronem się posilić. Muszę przyznać, że duże wrażenie zrobiły na mnie zawieszone namiocie kartki, że kibicują Pawłowi i mój numer startowy na nich napisany. To było bardzo miłe.

Podsumowując można napisać: pobiegliśmy, podjedliśmy, popiliśmy i do domu wróciliśmy. Na takie konkretne podsumowanie i ocenę dzisiejszego startu zapraszam jutro.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o