Biegać wbrew sobie

Domyślam się, że dzisiejszy tytuł jest troszkę hmm kontrowersyjny i może być dwojako odbierany, ale już tłumaczę w czym rzecz. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że w naszym biegowym społeczeństwie jest grupa osób, które są jakby urodzone, czy stworzone do biegania. Mocne treningi, interwały, poprawy wyników, bicie życiówek, podnoszenie pułapu swoich możliwości, to wszystko jest dla nich łatwe, przyjemne czy wręcz naturalne. Tak na zasadzie: trenujesz ciut więcej niż zwykle, a wyniki są dużo lepsze, bo u nich mamy biegowy efekt synergii gdyż ciut więcej pracy połączone z olbrzymią dawką predyspozycji czy talentu zwał jak zwał daje dużo lepszy efekt niż często dużo większa praca, ale wykonana przez kogoś, kto tych predyspozycji nie ma.

Przyznam szczerze, ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Za grosz nie mam ani talentu, ani predyspozycji do biegania. Do tego jeszcze mam skłonności do nadwagi i jeżeli żywieniowo nie narzucę sobie reżimu i nie będę go utrzymywał, to raz dwa do setki się zbliżę, jak to miało miejsce pod koniec zeszłego roku, kiedy już było 95 na liczniku. Nie muszę wspominać, ze bieganie przy takiej wadze i wzroście poniżej 180 cm to już masochizm ku wcale nie małym kontuzjom kroczący. Na szczęście w odpowiednim momencie zastosowałem zwrot w miejscu i już jestem na poziomie 82-83 kg i liczę, że października i maratonu pod 78 kg będzie, a to już będzie może jeszcze nie dobra, ale już przyzwoita na start waga.

No, ale już przechodzę do istoty istot dzisiejszego wpisu. Podsumowując: biegam kiepsko, czasy mam obecnie poniżej średniej na danym dystansie. wychodząc na trening nie raz i nie dwa męczę się zadając sobie pytanie: po męskie przyrodzenie jest ci to potrzebne, czyli mogę śmiało napisać, że biegam wbrew samemu sobie, swojej naturze i swoim możliwościom. A jednak mimo wszystko biegam, a dlaczego? Jak mam być szczery sam nie wiem. Może dlatego, bo każdy musi mieć jakiegoś świra, jakąś odskocznię od rzeczywistości? To mogło być wszystko, a padło wbrew wszystkiemu właśnie na bieganie. Może dlatego, że bieganie jest najprostsze, najmniej absorbujące i wymaga najmniejszych nakładów? Takie wędkarstwo może nie niesie za sobą wysiłku fizycznego, ale sprzęt trzeba kupić, kartę co roku opłacać, nad wodę często na drugi koniec kraju jechać. O takim paralotniarstwie już nie wspomnę. Może właśnie dlatego, moja trochę leniwa i lubiąca wszystko upraszczać natura wbrew samej sobie możliwościom organizmu, który reprezentuje postanowiła rzucić się na bieganie.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Robert_II
Gość
Robert_II

… to jest nas dwóch 🙂 , talentu u mnie tyle co …. może lepiej nie kończę 😉