Gdzie Twoja meta biegaczu/biegaczko…

Tak trochę refleksyjnie mnie dzisiaj dopadło. Może to z powodu upływających lat, może tak ogólnie… No i tak sobie dumam: gdzie jest nasza biegowa meta. I nie mam tutaj na myśli mety w najbardziej logicznym sensie, czyli po treningu, czy w czasie takiego czy innego biegu, tylko tak bardziej głębiej chciałbym wejść w temat.

Gdzie jest meta całej naszej biegowej pasji. Czy jest moment, kiedy mówimy że dosyć, koniec, było super, miło, ale teraz pora na biegową emeryturę? No, właśnie tylko co można robić na takiej emeryturze, jak nie radośnie biegać? Myślę że tutaj mamy mały problem: co może robić osoba biegająca na biegowej emeryturze? Bujać się na fotelu, rozpamiętywać pokonane kilometry, siedzieć w parku, ogródku, czy może chodzić na inne biegi i kibicować tym, co jeszcze biegają? Pytań jest wiele, ale myślę że odpowiedzi jeszcze więcej. Z pewnością każda biegająca osoba, która już czuje powiew czasu oraz jego zęby na karku, powoli się zastanawia nad dalszą swoją drogą. Możliwości jest wiele. Można np. tak jak ś.p. January, który praktycznie biegał do samego końca… Pytanie, czy gdyby nie zatrzymał się wcześniej i nie powiedział czas na emeryturę, to może jeszcze ciągle by był wśród nas? Nie wiem, nie chcę aż tak głęboko się zanurzać, bo to był wybór Januarego i nie chcę podważać w żaden sposób  zasadności jego postepowania. Sam się zastanawiam, co będę robił na biegowej emeryturze. Chociaż u mnie raczej nie ma problemu, gdyż zawsze mogę znowu wybrać się na ryby. A jak szlak mnie będzie trafiał, gdy nie będą brały zawsze się mogę przebiec dookoła jeziora. I to jest myślę ciekawa alternatywa.

No i tak sobie dumam, czy w ogóle możliwe w bieganiu przejście na emeryturę? W końcu jak można odpocząć od pasji. Jedno trochę drugiemu przeczy. W zasadzie można napisać, że dopiero na emeryturze, to sobie pobiegamy. Będzie czas i czas i czas… Byle sił nie zabrakło i umiejętnie by nimi do końca szfować…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o