Runners on the storm

Trzeba przyznać, że wczoraj mieliśmy fajną pogodę do biegania. Tak koło 17-18 przeszła nad Poznaniem burza i to tak z gatunku bardziej godnych. Może a w zasadzie na szczęście nie aż tak godna jak w innych częściach kraju, gdzie dachy i nie tylko fruwały, ale ścianę deszczu, która uniemożliwiała zobaczenie czegokolwiek na odległość parunastu metrów mieliśmy. W każdym razie grzmiało i lało aż miło, czy raczej niemiło.

W taką pogodę każdy rozsądny człowiek zostaje w domu i czeka aż się uspokoi, ale my biegowi fanatycy i uwielbiający takie klimaty, właśnie wtedy ruszamy na trasę. Wiadomo, ze na ulicach nikogo, więc możemy sobie biec śpiewając na cały glos ( bez obawy, że ktokolwiek usłyszy i będzie przeżywał męki z tego powodu) https://www.youtube.com/watch?v=iv8GW1GaoIc

Tak jestem ciekawy, czy ktoś jeszcze miał wczoraj chęci i czy je zrealizował biegając w tak wyjątkowej, jakby nie patrząc pogodzie. Tak na marginesie, kiedy wczoraj wróciłem, to byłem tak mokry, że chyba już bardziej mokrym być nie można. No, ale jak to się mówi, co nas nie zabije to nas wzmocnić, a trochę letniego, ciepłego deszczyku jeszcze nikogo nie zabiło. No dobra, niech będzie może wcale nie trochę. Ale z pewnością jeszcze żyję.

No, a dzisiaj to już w spokoju i na luzie biegowy plan się zrealizuje. Jak na razie praca przed maratonem powoli zaczyna wchodzić na swój główny etap. Można go podzielić na 3 etapy: wprowadzający, uderzający i podtrzymujący. Na razie zaczynam już powoli uderzający i walę ile się da. Sam jestem ciekawy, co z tego wybiegnie. A jak jeszcze przy okazji trochę się zmoknie, to już pełna w przygotowaniach frajda. No, może nie aż tak, jak wczoraj, chociaż z pewnością też to miało pewien niewątpliwy urok. Muszę przyznać, że mam zwykle kilka takich treningów w roku. Można je określić jako klimatycznie wspomagające. Bo pogoda tutaj dodaje nam tempa biegowego. W takiej ulewie się biegnie, że aż hej.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o