Równowaga wagowa osiagnięta

W tym roku moje wpisy mniej więcej równolegle rozkładam na dwa najważniejsze dla mnie tematy: bieganie i zrzucanie wagi. No i znowu chciałem wrócić na chwile do tego drugiego tematu. Jak pisałem w grudniu znowu coś mnie natchnęło, by wejść na wagę.  Było to spowodowane dwoma przyczynami: raz że moje wyniki biegowe zdecydowanie spadały, a dwa że brzuch zaczynał mi powoli ciążyć i możliwość spoglądania pod nogi ograniczać. Kiedy wszedłem na wagę, to troszkę się zachłysnąłem. Co prawda wynik 95 kg nie był jeszcze może zbyt szokujący, ale przy moim wzroście 178 cm, to już była praktycznie otyłość

No więc postanowiłem się znowu wziąć za siebie. Ponownie uruchomiłem moją własną prywatną metodę odchudzania no i wczoraj, kiedy wszedłem na wagę okazało się, że ważę już 78 kg, czyli można napisać, ze zgodnie z założeniem wzrostem. Można napisać, że osiągnąłem równowagę wagową. Zajęło mi to jakieś 9 miesięcy, w czasie których zgubiłem 17 kg. Czy to dużo, czy mało na taki okres trudno mi się wypowiedzieć, bo nie znam innych osiągnięć i nie mam zbytniego porównania, w każdym razie podstawowy cel, który sobie założyłem właśnie osiągnąłem. Tyle, że to nie znaczy końca obecnej kampanii. Troszkę przeredagowałem moje założenia i za cel obrałem jeszcze 6 kilogramów czyli dobiegnięcie do wagi 72 kg. I myślę ze to będzie ok waga, a termin, w których chciałbym najdalej wynik ten osiągnąć, to tak bezpiecznie myślę, że do końca roku będzie ok.

Na razie przyznam szczerze, że bardzo się cieszę, że udało mi się zdecydowanie przed czasem osiągnąć mój pierwszy cel. Szczerze napisawszy wierzyłem wstępnie, że do obecnej wagi uda mi się dobiec do końca tego roku. A tu udało się dużo szybciej. Zapewne jest to związane także z dwoma powodami. Pierwszy to moje już pewne przygotowanie i wprawa w walce z kilogramami, którą mam po pierwszej wielkiej kampanii, kiedy zgubiłem ponad 50 kg. Wtedy organizm się już względnie dostosował to moich działań. Drugą jest chyba mimo wszystko bieganie i fakty robienia pewnej ilości kilometrów, które ułatwiają jednak spalanie tego, co się odłożyło, lub zaczyna odkładać. Na razie cel osiągnięty, ale to dopiero pierwszy etap. A jeszcze ich kilka będzie. Zresztą nawet kiedy już zakończę moją akcję, będzie to znaczyło: no to hulaj dusza piekła nie ma. Niestety jak już pisałem z racji, że jestem w grupie zagrożenia wagowego musze być ciągle czujny i są potrawy, które musze na stałe z mojego jadłospisu wyrzucić. Taki już los osób zagrożonych wagowo. My nie wszystko jeść możemy, chyba że nam nasza waga całkowicie wisi. Każdy czy każda ma w końcu prawo do swojej drogi. I nikomu nic do tego, którą podąża


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o