Co ma wspólnego biegacz amator z lokomotywą Jana Brzechwy

Na początku szybkie wprowadzenie. Zdaję sobie sprawę, że sama osoba Jana Brzechwy może budzić pewne kontrowersje. Dla niektórych problemem będzie jego żydowskie pochodzenie, dla innych działalność literacka w latach 50-tych, gdzie mocno zaangażował się w popieranie komunistycznego ustroju swoim jakby nie patrząc bardzo utalentowanym piórem. Ale jednak jako ochotnik zapisał się do naszej armii w roku 1920 i aktywnie brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, za co został nawet odznaczony.

Nie mam zamiaru oceniać Jana Brzechwy jako człowieka, tylko chciałem z zatrzymać się na szczególnie bliskim mojemu sercu Jego wierszu czyli lokomotywie. Jak mam być szczery już sam początek: „stoi na stacji lokomotywa ciężka, ogromna i pot z niej spływa tłusta oliwa”… No cóż jak sobie przypomnę siebie sprzed ponad 20 lat o wadze ponad 132 kilogramów, to wypisz wymaluj. Ba nawet jeszcze z grudnia tego roku kiedy znowu mi podskoczyło do 95, to już też pewien zalążek był… No ale rozpaliłem kocioł, spaliłem w nim praktycznie cały mój tłuszcz i mimo że na początku grudnia to faktycznie ciągnąłem z moje biegowe wagony z mozołem, a biegowo powoli kręciło się koło za kołem, to jednak z czasem jak w wierszu zacząłem na treningach także przyśpieszać. I to nie tylko przyśpieszać wprowadzając różne dodatki treningowe w postaci rytmów, interwałów i innych takich, to także systematycznie podnoszę mój kilometraż. Ale nie robię tego od razu, natychmiast, tylko powoli i systematycznie. Najpierw podnosiłem mój codzienny trening ( przez ostatnie 2 lata biegałem koło 5 kilometrów dziennie). Na początku codziennie z tygodnia na tydzień zwiększałem dystans, by w pierwszych dwóch tygodniach lipca uzyskać 6 razy w tygodniu odległość na poziomie tych 11-12 kilometrów. Do tego dwa dni w tygodniu tj wtorek i czwartek dokładam elementy treningu wzbogaconego rytmami i interwałami.  Trzy tygodnie temu wprowadziłem co cyklu niedzielne troszkę dłuższe bieganinki. Na razie jest to na poziomie spod domu na Maltę, tam kółeczko i biegiem do domu. Jest to odległość koło 20 kilometrów. I tu już prawdziwa lokomotywa. W pierwszym tygodniu 2 godziny i 17 minut, w drugim 2 godziny 12, a dzisiaj 2 godziny 8. W planie jeszcze jeden taki trening w przyszłą niedzielę, a od kolejnej podniesienie kilometrażu o kolejne 5 kilometrów, tak żeby do połowy września do planowanej trzydziestki dobiec.  No, a ostatni miesiąc to już tylko raczej utrzymanie, by ostatni tydzień już raczej przed startem odsapnąć i znowu naładować na zimno, stojąca do biegowego kotła. Tak, by na starcie lokomotywa znowu ruszyła z pełną parą…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o