Coraz większa frajda w bieganiu

Muszę przyznać, że od czasu, kiedy rozpocząłem poważniejsze przygotowania do maratonu i podkręciłem moje treningi znowu zaczynam odczuwać coraz większą frajdę w codziennym wychodzeniu na treningi. Nie da się ukryć, że w dużej mierze jest to spowodowane gubionymi systematycznie kilogramami, ale z pewnością także całkowitą zmianą systemu treningowego. Do tej pory biegałem równym, tuptającym tempem no i tak jakoś się biegało… Teraz w trening wplatam różne przyśpieszenia, czasem dłuższe, czasem krótsze w układzie 10 zerwań na trening. Do tego w tym tygodniu jakieś rytmy po treningu, no i w raz w tygodniu dłużysz dystans. Na razie ostatnie trzy tygodnie była to dwudziestka. W tym tygodniu myślę ostatnią dwudziestkę, a potem 1 i 8 września już 25, by w kolejnym tygodniu jeszcze dobić do proponowanej przez wszystkich trzydziestki. No a potem spróbujemy jeszcze z dwie dwudziestki piątki i dwudziecha na tydzień przed, ewentualnie 25, potem 20 i na tydzień przed już spokojnie standardowa jedenastka czy  dwunastka. Oczywiście to wszystko wspomagane w tygodniu elementami wzbogacającymi trening i to tak, by w szczytowym okresie mieć tylko raz w tygodniu spokojny, normalny czy też klasyczny trening. W końcu jeżeli nie normalny, to zawsze może być to trening popier…ny.

Na razie plan pewny jest do 30-stki 15 września, a potem myślę, że znowu będę improwizował. Zresztą cały obecny cykl to jedna wielka improwizacja. Co ciekawe na razie się sprawdza, bo faktycznie czuję, jak biega mi się coraz lepiej, a i poprawa czasów na parkrun jest zauważalna. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest fakt, że w połączeniu ze zbijaniem wagi, wszystko to daje mi coraz większą frajdę. I co ciekawe mimo zbijania wagi i diety przez wielu określanej jak niemal samobójczej ( bo powinienem słabnąć), to jednak rezultaty na razie się zupełnie odwrotne. Im bardziej chudnę tym lepiej się biega i tym większa moc i siła do ciała napływa. I to jest dziwne.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o