Pogoda dla biegaczy

W ostatnie kilka tygodni pogoda pieściła nas niemal afrykańską aurą. O ile początek letnich wakacji był z gatunku przyjemnych, to końcówka to było prawdziwe upalne łubudu. No, ale zgodnie z zapowiedziami wczoraj pogoda zrobiła nagłą voltę i zrobiło się wreszcie przyjemnie. Mamy co prawda słoneczną aurę, ale temperatura na poziomie nastu czy dwudziestu dwóch-trzech stopni dla nas biegających jest wręcz idealna. Właśnie w takich warunkach aż chce się biegać.

Jak już kilka razy wspomniałem od jakiegoś czasu przygotowuję się do głównego tegorocznego startu, czyli październikowego maratonu. I te moje przygotowania kroczą trochę jak pewna lokomotywa z chyba wszystkim kiedyś znanego wiersza „najpierw powoli, jak żółw ociężale”. W jakiś sposób było to zapewne także spowodowane upalną pogodą, która jeszcze nie dawno u nas królowała. W takie upały, to biegać się może i chce, ale raczej na luzie i w spokoju, bez gonienia przed siebie. No, a kiedy pogoda zaczyna się robić taka jak obecnie, to aż chce się biegać. Przyznam szczerze, że kiedy wczoraj wyszedłem na codzienny trening, to mi się pobiegło, że hej, albo i jeszcze lepiej. I z tego wszystkiego zamiast codziennych 10-11 kilometrów wybiegło mi prawie 14 i to na naprawdę dużym luzie. I nawet myślę, że przy takiej pogodzie to na razie ten dystans w wersji codziennych od poniedziałku do piątku treningów będę mógł utrzymać. Jeżeli dodamy do tego sobotni parkrun z dobiegiem do domu, czyli koło 13 i niedzielne plany na poziomie 20 z dużym plusem, to już na najbliższe dwa tygodnie zapowiada się fajny kilometraż do przetuptania. Tym bardziej, że w kolejnym nawet celuję pod trzydzieści, albo może i ponad. Wszystko zależy od tego, ile się uda przebiec w najbliższą niedzielę. A plany są… Tyle że między planami a realizacją czasem bywają spore rozbieżności. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie… W końcu nadzieja zawsze umiera ostatnia. W każdym razie dopóki się biegnie wiara w osiągnięcie celu nie umiera…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o