Dwa smaki biegania

Wczoraj, kiedy tak sobie w spokoju duszy tuptałem dopadło mnie pewne skojarzenie, porównanie, czy jak kto woli. Przypomniałem sobie moje bieganie z grudnia, kiedy ważyłem 95 kilogramy oraz dzisiejsze, kiedy ważę w okolicach 76 z tendencją spadkową do 71 w planie i porównałem jak smakują różne biegające wagi. I to w pełnym tego słowa: wagi znaczeniu. Muszę przyznać, że porównanie jest szokujące. Napiszę krótko, jeżeli ktoś dopiero przymierza się do biegania, to bieganie w takiej wadze jest nie wskazane. Nawet dla mnie, który już jakby nie patrząc byłem dosyć wybiegany, było ona dosyć mało komfortowe. W zasadzie po 5 kilometrowym treningu już miałem dosyć. W zasadzie określenie ze biegniemy także jest na wyrost, gdyż było to nawet nie klasyczne człapanie, a pełzanie. Dosyć napisać, że na parkrun moje czasy oscylowały na poziomie 30-32 minut na 5 kilometrów, co nawet jak na mnie było lekkim przegięciem.

Minęło 9 miesięcy i różnica jest wyjątkowo odczuwalna. 19 kilogramów mniej robi w bieganiu wielką różnicę. I tu nawet nie piszę o poprawie czasów na poziomie 3-4 minut, ale o samym odczuwaniu biegowego smaku. Kiedy się waży mniej, to biegnie, no dobra w moim przypadku człapie, a nie pełza. Czuje się taką zupełnie inną radość, frajdę z biegania. Wczoraj miałem taką trochę śmieszna sytuację. Przygotowałem się do biegania włączyłem endomondo ( jednak zupełnie inaczej pokazuje czasy niż mi fit xiaomi) i idę po klucze, by wyjść biegać… a kluczy nie ma. Przez dwadzieścia minut latałem po domu szukając kluczy zanim skojarzyłem, że przecież powiesiłem je na drzwiach łazienki, bo opaskę zakładałem, by mi nie przeszkadzały. No i oczywiście je tam zostawiłem i poszedłem ich szukać po całym domu. A czas na endomondo leciał, gdyż nie chciało mi się telefonu wyjmować i wyłączać. No i efekcie, kiedy ruszyłem na trening miałem już 20 minut nadbite. No, ale potem jak się pobiegło… W porównaniu z poniedziałkiem, kiedy też mi się super biegło 10 minut biegania mniej, mimo że tylko kilkaset metrów krótszy dystans. Czyli mogę napisać, że zaczyna być jak oczywiście na mnie nieźle. Sam jestem ciekawy, jak będzie dzisiaj. No i co najważniejsze zupełnie inny jest smak tego biegania. Mogę śmiało napisać, że obecnie delektuję się moją biegowa pasją, mimo że biegam w czasach dla wielu bardzo powolnych, ale jak dla mnie jest super. I to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o