Plany, marzenia i zamiary nas napędzają.

Dzisiaj tak trochę może ogólniej i bardziej romantycznie, ale kręcąc się dookoła naszych pasji. W zdecydowanej większości jesteśmy zapracowani, zalatani, ograniczani wcale nie do końca różową rzeczywistością. Toczymy naszą codzienną walkę ze wszystkimi przeszkodami, które przewrotny los na naszej drodze nam ustawia. Może się wydawać, że zagonieni w codzienności jesteśmy zaprogramowani tylko na to co należy wykonać, bez szans na zaprzątanie głowy czymś innym, niż codziennym o godny byt bojem.

A jednak na dłuższą metę chyba tak się nie da. Musimy mieć jakąś naszą życiową odskocznię, taki akumulator, który będzie nas napędzał i ładował energią po otrzymaniu ciosów dnia codziennego. I tak naprawdę nie jest ważne, co jest tą odskocznią, pasją czy jak to kto zwał, ale ważne by tą odskocznie mieć. No i dobrze, jeżeli jest to taka odskocznia którą można pielęgnować różnymi planami, marzeniami oraz zamiarami. One właśnie tak naprawdę nas napędzają i rozpalają ogień naszej pasji.

I to właśnie one powodują, że tacy zwykli szarzy i powiedzmy sobie szczerze zupełnie przeciętni i pozbawieni talentu biegacze jak ja decydują się na start w takim biegu jak maraton. Nie jest wszak żadną tajemnicą, że wielu dużo lepszych, sprawniejszych, bardziej wytrenowanych czy wybieganych nie dało rady, legło na tej trasie. Mieliśmy także nie jeden i nie dwa przypadki śmierci. A jednak to nas nie odstrasza. Nawet to, że musimy za to zapłacić. Ktoś może napisać, że sami płacimy za swoją krzywdę, ból, cierpienie czy w nawet ekstremalnych przypadkach śmierć. A jednak rodzi się w naszej duszy i głowie marzenie, zamiar czy plan, by jednak zmierzyć się z tym jakże zdradliwym i rzucającym kłody pod nogi dystansem. Akceptujemy ryzyko urazu, kontuzji czy też cierpienia na każdym kolejnym kilometrze. To właśnie nas napędza, to nam daje kopa życiowego i podpala ogień pod naszą pasją. Bo o to właśnie biega, byśmy przełamywali własne granice i ograniczenia sięgając szczytów naszych możliwości i wyzwalając w sobie taką siłę i moc, o której sami nigdy byśmy siebie nie podejrzewali. I myślę, że to jest właśnie magia maratonu dla nas zwykłych, szarych i przeciętnych tuptaczy. My nawet nie śmiemy się porównywać z tymi Mistrzami co walczą o zwycięstwo, co łamią 3 godziny, dla których start jest szansą na realne i fizyczne laury. My walczymy tylko sami z sobą i kto wie, czy nie jest to trudniejsza nawet walka niż tych, którzy walczą o najlepsze miejsca, pozycje czy jakieś narodowe czy międzynarodowe rekordy. My realizujemy tylko nasze marzenia, zamiary, plany i myślę, że chyba to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o