Jak to jest z bieganiem na kacu

Pod jednym z moich ostatnich wpisów znalazłem taki komentarz:                                                                   „Ja raz na  mocnym kacu i dużym niewyspaniu zrobiłem pb na pr ,tak jak by organizm uwolnił jakieś zapasy energii:D, ale przy następnych próbach klapa totalna…, i tak polecam rano to szybciej organizm się oczyści”

Muszę przyznać, że postanowiłem trochę rozejrzeć się po sieci w wiadomym temacie i ciekawy artykuł sprzed paru lat znalazłem na stronie polskabiega

Ból głowy, odwodnienie, drżenie, suchość w ustach i jedyne w swoim rodzaju, głębokie pragnienie spokoju i ciszy. Kac to stan, w którym można usłyszeć jak tupią mrówki, jak sąsiad z sąsiedniej klatki odkręca kurek od wanny i jak krąży krew w naszych żyłach. To stan, którego większość z nas miała kiedyś okazję doświadczyć. I nie tylko będąc pryszczatym nastolatkiem, który dopiero poznaje swoje granice. Czy to ze wstydem czy z dumą – raz na jakiś czas budzimy się w tym dotkliwym stanie i na ogół mamy ochotę jak najszybciej się z niego otrząsnąć. Niektórzy z nas wpadają na pomysł, by przegnać to okropne uczucie dając sobie porządny wycisk. Siłownia, narty, rower czy bieganie – gdy nie jesteśmy w fazie zwłok – sprawdzają się w większości przypadków. Gdy jest z nami zdecydowanie gorzej – wycisk może przynieść tylko większy ból, potężniejsze nudności, jeszcze silniejsze odwodnienie i zamiast się wyleczyć – trafiamy chorzy do łóżka, chowając się niczym wampiry przed światłem i wodą. O doświadczenia z kacem zapytaliśmy biegaczy i fizjologa. Zdania co do tego, jak bieganie wpływa na kaca, a kac na bieganie – są bardzo podzielone. Jedni chwalą się osiąganymi w tym stanie życiówkami, inni opowiadają, że drobne przygody z bieganiem na kacu wyleczyły ich z takich pomysłów raz na zawsze.

Michał: Kac mija szybciej po bieganiu.

Michał: Lepsze bieganie niż leżenie i zdychanie.

Jarek: 30 km w ciężkich bólach. Kac i bieganie to średnie połączenie.

Julia: Raczej nie. Kac zawsze oznacza ostre odwodnienie, bieganie odwadnia jeszcze bardziej, a niektórzy mają do tego podwyższone tętno, wiec lepiej nie szaleć.

Ból głowy, pragnienie, światłowstręt, nadwrażliwość na hałas, do tego potop szwedzki w żołądku, niekiedy biegunka i problemy z koncentracją. Sama myśl o jedzeniu lub piciu wywołuje w ciele i umyśle bunt i wizję dnia spędzonego nad białą, porcelanową muszlą. Może też być nadmierny apetyt, dreszcze, depresja i rozdrażnienie. Wszystko zależy od tego, czy ilość alkoholu, który wlaliśmy w siebie wieczorem, przypomina Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Bałtyk czy tylko Zalew Zegrzyński. Wśród przyczyn stanu, którego większość z nas doświadczyła choć raz, podaje się zatrucie organizmu aldehydem octowym, hipoglikemię czyli stan, w którym stężenie glukozy we krwi znacząco spada, odwodnienie i niedobór glutaminy i witaminy B12.

Etanol (alkohol etylowy) wpływa na zwiększenie wydalania wody z organizmu z moczem. Jedna z teorii głosi, że za kaca mogą odpowiadać również niewielkie ilości metanolu w alkoholu, a jako dowód podaje się fakt, że w czasie kaca etanol pity w niewielkiej ilości łagodzi objawy “syndromu dnia następnego”. Również zawartość innych związków takich jak wyższe alkohole (propanole, glikole), aceton czy taniny (powstające w wyniku fermentacji napojów alkoholowych) powoduje powstawanie kaca. Nie bez powodu bardziej zaprawieni w bojach koledzy mówią nam nad kieliszkiem, że na zdrowie wyjdzie nam tylko „czyściocha” albo że “mieszanie to haftowanie”. Najłagodniejsze dla organizmu są napoje na bazie alkoholu rektyfikowanego (wódki czyste), w przeciwieństwie do piwa, wina czy wódek gatunkowych (jak whisky, gin, rum czy brandy).

– Podniesienie tempa metabolizmu, przewietrzenie się, dotlenienie, które związane są z wysiłkiem fizycznym, najprawdopodobniej pomogą nam wrócić do ładu – mówi dr Tomasz Mikulski z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN, który opiekuje się kadrą polskich długodystansowców.

– Podstawowym problemem związanym z kacem są odwodnienie i zaburzenie gospodarki elektrolitowej. Powinniśmy skupić się na dojście do ładu w tym zakresie, w przeciwnym razie możemy sobie jeszcze bardziej zaszkodzić. Z odwodnieniem jest jak z suchą gałązką i zieloną gałązką. Tę pierwszą łatwo złamać. Odwodnione włókna mięśniowe są jak ta sucha gałązka, dlatego lepiej również odpuścić sobie bieganie po śliskim podłożu, np. w trudnym terenie – dodaje dr Mikulski.

Lepiej tego dnia nie fundować sobie długiego, wymagającego wysiłku czy wyścigu, korzystniej będzie wyjść na krótkie wybieganie i przyspieszyć trochę na końcu, jeśli będzie nas rozpierać energia. Przed wyjściem z domu należy się napić i zjeść coś małego, co nie będzie leżało nam na żołądku, ale podniesie poziom cukru, np. kanapkę z miodem lub dżemem. Dobrze z rana wypić szklankę ciepłej wody z cytryną i miodem albo soku pomidorowego. Może pomóc również filiżanka kawy, ale w tym przypadku warto mieć na względzie jej odwadniające działanie. Na fizyczną walkę z kacem warto zabrać do kieszeni trochę papieru toaletowego, założyć czapkę i rękawiczki i ubrać się trochę cieplej. Nie należy się zniechęcać, najlepiej dać sobie trochę czasu. Jeśli nie biegasz i nie wyobrażasz sobie tego nawet na trzeźwo i w najlepszej formie, idź na intensywny spacer – chodzi po prostu o to byś się trochę zmęczył i zmusił ciało do pracy.

Wielu biegaczy deklaruje, że ścigając się na kacu osiągnęli dobre, nawet lepsze niż zwykle rezultaty.

– Od strony fizjologii nie ma szans na osiągnięcie lepszych wyników, literatura jest zgodna co do faktu, że nawet najmniejsza ilość alkoholu wpływa negatywnie na naszą dyspozycję fizyczną – mówi dr Mikulski. – Ale lekki rausz czy kac może sprawić, że pozbędziemy się hamulców psychicznych, pozwolimy sobie na więcej. Zjedziemy na rowerze z górki, z której w innym przypadku byśmy się bali czy pociśniemy mocniej na zawodach biegowych. Nasza akceptacja bólu, cierpienia, jest większa. Jeśli ktoś nie umie dać z siebie wszystkiego w normalnych warunkach, może w takim stanie pozwolić sobie na więcej – opowiada dr Mikulski.

Jakie macie doświadczenia z bieganiem na kacu? Zapytaliśmy biegaczy na Facebooku Polska Biega.

JESTEM ZA!

Jacek: Może nie powinienem tego pisać ale na kacu mam zawsze najlepsze wyniki.

Krystian: Bardzo dobre – zawsze mnie rwie do przodu!

Jacek: Wstyd przyznać ale Bieg Konstytucji zaliczyłem po spotkaniu z bratem ciotecznym, który przyleciał z antypodów. Myślałem, że będzie gorzej ale nie polecam. I tak na starcie nie czujesz nic innego tylko euforię i adrenalinę.

Grey: Ja na kacu (kac morderca) zrobiłem życiówkę na 10 km 🙂 42:38.

Cezary: Dwa razy w roku to minimum, przeważnie się kończy życiówkami.

Marta: Na kacu życiówka w Goleniowie na 10 km – Bieg Gaz-System. Nie zapomnę tego biegu… i kaca.

Karol: Spore… Pomaga, ale zacząć jest trudno…

Krzysztof: Trudno zacząć, fakt, ale jak już się wejdzie w rytm…

Dominika: Jak nie ma rewolucji w brzuchu, to czemu nie?

Stanisław: Daje radę, nawet osiągi, o dziwo, bywają dobre.

Kasia: Bardzo dobre! Wpada się w trans i osiąga świetne wyniki.

Magdalena: Najgorzej z mobilizacją, żeby wstać.

Katarzyna: Na kaca jest najlepsze wybieganie. Wtedy w przyśpieszonym tempie kac wychodzi z człowieka wszystkimi drogami.

Robert: Spore. Kilka życiówek tak zrobiłem. Tylko, że ja mam zawsze bardzo lightowego kaca.

Małgorzata: Półmaraton ku słońcu pobiegłam – było ok.

Wacław: Nad morzem pierwszego ranka po ostrej imprezie wyszliśmy z bratem. Koniec Chłapowa, przez Cetniewo i Władek tyłami i powrót plażą.. Wybieganie 50 minut… Na początku TRAGEDIA… Ale po pierwszych 2 km kac cudownie zniknął i tyle go było.

Jarosław: Najlepsze bieganie jest wtedy 🙂

La Tarka: Na lekkim kacu zrobiłam życiówkę na 10 km; ledwo zdążyłam na start, ale o dziwo, udało się.

Marcin: Maraton na konkretnym kacu z dodatkiem Ibupromu Zatoki to u mnie zawsze życiówka!

Konrad: Na kacu po pewnej ukraińskiej wódce zrobiłem kiedyś życiówkę na 10 km 😀

A NAWET PRZECIW…

Radosław: 43 km z czasem 3:30, ale nigdy tego nie zamierzam powtarzać – to był trening.

Julia: Onkobieg… 9 km na godzinę ale później 2 dni do siebie dochodziłam. Nie polecam!

Radek: Nie lubię… Pokonałem w tym stanie Biegnij Warszawo w 2011. Masakra jakaś i ta zgaga!

Marek: A ja po kawalerskim u kolegi (mocnym) pojechałem do Falenicy na Biegi Górskie. Byłem ostatni, ale nie to było najgorsze. Szpital i 3 miesiące odpoczynku.

Paweł: Można sobie takim bieganiem strzelić gola, bo pić to trzeba umieć, a najlepiej nie pić.

I TAK I NIE

Joanna: Czasem bieganie pozwala zabić kaca i wrócić do rzeczywistości, a czasem u mnie powoduje mega migrenę… Nigdy człowiek nie zgadnie… Podobnie z przeziębieniem – albo zabije wirusa albo troszkę minie.

Wojciech: Wyjść mega ciężko. Zebrać się – masakra. Ale już po pierwszych 10 – kilkunastu minutach przychodzi świeżość. A po biegu banan na gębie. Niestety 2-3 h później czasem bywa energetyczna załamka. No i bardzo niebezpieczne jest to z punktu widzenia elektrolitów, bo nagle się może okazać, że i woda przestaje smakować…

Wojtek: Niedawno uciekł mi nocny i zdecydowałem się na bieg w stanie “przedkacowym”. Bardzo fajnie, na takiej jakby miękkiej poduszce i strasznie szybko (złudzenie). Polecam. Na kacu nie polecam.

Wniosek?

Wysiłek fizyczny może zdziałać cuda w czasie reinkarnacji po ciężkiej alkoholowej batalii, wszystko zależy od tego, jak mocną mamy głowę, co zjedliśmy podczas walki i ile w siebie wlaliśmy. Zdarza się nawet, że na kacu potrafimy wykrzesać z siebie więcej niż zwykle, ale nie próbujmy zrobić z tego standardowego elementu treningu. Na pewno bieganie jest dobrym lekiem na kaca, ale jeszcze lepiej biega się bez żołądkowych rewolucji i startującego w głowie helikoptera.

Muszę przyznać, że ten temat jest mi obecnie szczególnie bliski, gdyż w weekend mamy naszą imprezę integracyjną, wiec wiadomo… Impreza na tydzień przed maratonem, to szczególnie wyzwanie. Jakoś trzeba połączyć jedno z drugim… W niedzielę możliwe, że już będę wiedział, jak to jest z bieganiem na kacu i podzielę się tą wiedzą. Z drugiej strony… w końcu zawsze jest jakaś druga strona…


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o