Kiedy czujesz, że treningowo jest dobrze

Muszę przyznać, że od czerwca w porównaniu z  moimi wcześniejszymi codziennymi tuptaniami wkroczyłem na zupełnie inną biegową orbitę. Najważniejsza różnica jest oczywiście  pod względem samego kilometrażu. Tylko w tym tygodniu robię prawie trzy razy tyle kilometrów dziennie, niż robiłem jeszcze w maju. Jeżeli dodamy do tego 6 niedzielnych po sobie następujących tuptań na poziomie 20 kilometrów z wcale nie małym plusem, to jak mam być szczery nie wiem, czy nawet kiedy pod okiem Andrzeja się przygotowywałem to takie kilometry miałem w nogach. Może teraz nie robię aż tylu treningów rytmowych w swojej czystej postaci, ale i tak w czasie codziennych spokojnych treningów staram się trzy razy w tygodniu 10 odcinków na szybszym przebieraniu nogami wpleść.

Tak więc obecnie robię koło 11-13 kilometrów dziennie pięć razy w tygodniu ( bo parkrun sobotni też z powrotem biegowym do domu) plus niedziele od 20 kilometrów wzwyż, więc wybiega, że od 6 tygodni te prawie 80 do 92 kilometrów tydzień w tydzień było robione. I myślę, że jak na mnie powinna to być odpowiednia dawka treningowo-biegowa. Najważniejsze w tym jest to, że sam czuję, że biega mi się coraz lepiej i te kolejne kilometry to nie jest ich wmuszanie na siłę, tylko naprawdę fajna biegowa zabawa i frajda. Co prawda ten weekend z okazji naszej imprezy firmowej trochę mi miesza szyki i zamiast sobotniego parkrun pobiegnę wyjątkowo treningowo w piątek, a w sobotę to będzie zupełnie inne bieganie. No, a w niedzielę pewno poczuję jak to się biega w stanie skacowania albo blisko tego stanu.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że pod względem przygotowania czuję, że faktycznie zrobiłem tyle ile mogłem, ile zaplanowałem, a nawet trochę więcej, niż mniej. W tym roku nie mogę nic sobie zarzucić, a wcześniej, że tak napisze, różnie to bywało. Oczywiście jaki faktycznie plon z tej uprawy wyrośnie okaże się dopiero w przyszłą niedzielę. Jak już nie raz pisałem, nie da się, przynajmniej w moim przypadku napisać, że tak z pewnością dobiegnę w optymalnym czasie. Nigdy nie wiemy co się zdarzy, jaka nagła przeszkoda przede mną powstanie. Już nie raz się zdawało, że jestem w optymalnej formie, a efekty były mierne. Dlatego wolę nic nie zakładać wybiegając z założenia, że najważniejsze będzie dotarcie do mety, a czas w jakim dotrę będzie w danym dniu najlepszym z jakim mogłem. Natomiast z tyłu głowy z pewnością będzie tkwiła myśl, że zrobiłem pod względem przygotowania wszystko co mogłem i z pewnością da mi to pewien startowy komfort psychiczny.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
MPhot
Gość

Zakładasz równe tempo?