Waga i czasy – najlepsza biegowa motywacja

Na początku króciutkie wspomnienie, gdyż nie ma się co rozpisywać. W końcu parę razy w tym roku już ten temat poruszałem. W 2017 i 2018 roku zdecydowanie popuściłem hamulce żywieniowe. Można napisać, że niemal wkroczyłem na ścieżkę żywieniową czasów młodości, kiedy nie było dla mnie konsumpcyjnych barier. No i w efekcie w grudniu zeszłego roku kiedy wszedłem na wagę to wskazówka biegła i biegła aż zatrzymała się dopiero na 95 kilogramach, Co prawda do moich rekordowych osiągnięć sprzed 20 lat, czyli 132 kg było jeszcze daleko, ale już lampka alarmowa się zapaliła. Tym bardziej, że szczególnie mocno odbiło się to na moich biegowych czasach. Dosyć napisać, że na parkrun nie mogłem w grudniu złamać 30 minut a dyszkę w Biegu Niepodległości czy Biegu Powstania Listopadowego robiłem w grubo ponad godzinę. Można to określić krótko: dno i bardzo dużo metrów mułu…

No, ale od stycznia wziąłem się za siebie. Z racji, że moją akcję odchudzającą wielu określa mianem hardocorowej i trudnej do zaakceptowania, więc wyniki bywają dobre. Dosyć napisać że w listopadzie, czyli po 11 miesiącach osiągnąłem mój wagowy cel, czyli 72 kilogramy. Oznacza to, że udało się w omawianym czasie zgubić 23 kilogramy, co jest myślę wynikiem fajnym. Już samą wagą moje biegowe czasy poprawiłem na parkrun do minus 27 minut czyli biegałem na poziomie 26 z większym lub mniejszym hakiem. No, ale niestety nie mogłem poniżej 26 zejść. Dlatego od listopada zmieniłem trochę trening wprowadzając 2  bardziej intensywne jednostki i w efekcie w Biegu Niepodległości złamałem 54 minuty, a w ostatnich dwóch parkrun wreszcie udało się zejść poniżej 26. Co prawda do moich najlepszych osiągnieć czyli łamania 24 minut na piątkę czy 50 na dychę jeszcze trochę brakuje, ale zejście w ciągu jednego roku o ponad 5 minut na 5 kilometrów, a kilkanaście minut na dychę  jest chyba niezłym wynikiem. No i dzięki temu znowu chce się biegać i mocniej trenować. Gdyż połączenie zbijania wagi i poprawa czasów jest myślę najlepszą motywacją do biegania. Jednak nie możemy zapominać o jednym. Nie biegamy po to by schudnąć, ale chudniemy po to, żeby lepiej biegać. Niby nie jest to wielka różnica, ale robie duże znaczenie.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o