Nie tylko analiza sobotniego parkrun

 

Na początku, jak zwykle rozpoczynam od nawiązania do wczorajszych wypowiedzi. Cezary, widać telewizja dostaje „cynka”, od naszych „orgów”, kiedy Robert rządzi biegiem i dlatego wtedy przyjeżdża patrzeć mu ręce. Skoki, relacje jeszcze nie raz będą. Z pewnością w prawie każdą  sobotę z parkrun. Freelove, dzięki za fotki. Jesteś pod tym względem jedyny w swojej klasie. Gosia może panu przykro się zrobiło, kiedy Ciebie w towarzystwie męża zobaczył? Kto to wie. Petitek, co do Twoich uwag krytycznych, to dużo jest w tym racji. Co do aktu konsumpcyjnego, to nie zostałem, gdyż niecałe 200 metrów dalej lub bliżej ( w zależności od punktu widzenia) moja szanowana rodzicielka czekała z obiadem. Chyba tylko głupiec z takiej okazji by nie skorzystał i poszedł wpierw zapychać sobie bez sensu żołądek, tym co po biegu dawali. Nie ważne ile mamy lat, jak dorośli,  dojrzali i niezależni jesteśmy, to z „papu” od mamy nic się nie może równać. Podejrzewam, ze zdecydowana większość się ze mną zgodzi. Co do osoby prowadzącego, to słyszałem tylko etap finalny, gdyż z wiadomych przyczyn przeszedłem na ostatnie 10 minut, a że byłem rozpalony samym przyjściem więc nie zwracałem uwagi na drobiazgi, na które w innym przypadku z pewnością bym zwrócił. Co do samochodu, to także go mijałem, ale potraktowałem to w kategorii żartu rzeczy martwych. Ale z jednym muszę się zgodzić, pod względem organizacyjnym w porównaniu z zeszłym rokiem bieg dużo stracił, a co za tym idzie nie jest już moim „number one”. Jak już kiedyś pisałem żaden bieg nie jest na stałe przypisany do tego miejsca, a tutaj mimo całej patriotycznej otoczki i wyjątkowości były mankamenty, których nie sposób rozpalającym nas żarem przesłonić. Żeby było śmieszniej wyżej oceniam drugi bieg tego organizatora, który latem przetuptałem , czyli” Pogoń za wilkiem”. O Rakoniewicach to nawet nie wspomnę. Podobnie jak Kościanie, Szamotułach, Grodzisku i szeregu innych miejsc, gdzie w tym roku ganialiśmy.  I jeszcze mam jedną wątpliwość związaną z medalem ( wiem czepiam się i jestem upierdliwy, ale nic na to nie poradzę). Na medalu mamy słowa Bogurodzicy. Jak mam być szczery przy całym szacunku dla tej rycerskiej pieśni, jak głębiej pomyślimy, to także nie do końca pasują do kontekstu. Tam występowaliśmy z pozycji mocarzy, którzy tylko przed Bogiem z szacunkiem, lękiem i pokorą stawali,  a z resztą świata bez chwili zastanawiania za bary się brali i wcale nie tak bardzo rzadko lanie spuszczali.. Tutaj podnosiliśmy się kolan  wierząc, że nasza Ojczyzna zmartwychwstanie. Najbardziej odpowiednie na medalu wydają się słowa I Brygady Legionów Polskich, czyli My Pierwsza Brygada. Z drugiej strony nasz stosunek do Marszałka był jaki był, więc można było dać Krakowiaka Kościuszki, czy Warszawiankę ( oj znowu ta Stolica), a jak nie to chociaż Rotę, która swoje powstała z powodu oburzenia na gnębienie polskości właśnie w zaborze pruskim. Czyli można napisać, że nas bezpośrednio dotycząca. Ale są to pewne drobne niezgodności, których niestety trochę było i kładą się one pewnym cieniem na stronie organizacyjnej biegu. Przy całym biegowo- patriotycznym uniesieniu, tym razem czegoś faktycznie zabrakło. Anka super, że mieliście w Koziegłowach bieg, który mimo, że jak napisałaś skromniejszy, to jednak swoje zadanie spełnił. Gdyż nie ważne gdzie 11 listopada biegliśmy, ważne ze naszym biegiem cześć i wdzięczność oddaliśmy. Insetto, co do maksów, luzów i czasu odpoczynków, cóż ktoś mnie znowu na „złą” drogę skierował. Freelove, to oczywiście Twoja wina. Napisałeś o Biegu Mikołajkowym, więc się trochę rozejrzałem, po tym co jeszcze w tym roku mamy. No i oczywiście coś znalazłem i musiałem się zapisać: http://wtkkf.pl/xxxi-miedzynarodowy-bieg-sylwestrowy/ . Moja 12 „dycha” w tym roku. Z drugiej strony dobrze, że nie półmaraton. Może pakiet niezbyt godny, bo bez koszulki, ale po świątecznym obżarstwie i sobotnim lekkim przetrawieniu na parkrun, taka „dyszka” może na poważne trawienie dobrze zrobić. A nawet bardzo dobrze. Kiedy się wczoraj wieczorem zapisywałem przyznano mi numer trochę poniżej 200, a nie widziałem jaki jest limit. Jutro spróbuję się czegoś więcej dowiedzieć. Zapraszam wszystkich znajomych, czytających, czy tylko sporadycznie zaglądających, na ostatnie długie tegoroczne tuptanie. Bliziutko, doskonale znana trasa ( każdy z nas nie raz i nie dwa zapewne już ją przebiegł), nic tylko zebrać się z bardziej lub mniej znaną bracią…. Chyba jednak bracią nie pasuje, gdyż zbytnio jednopłciowo, może bracią i … siostrzaną grupą… Także nie, bo już zbyt w religijne tematy wchodzimy. Niech będzie w grupie biegających znajomych mniej lub bardziej lubiących obojga płci, kielcząc do siebie radośnie pobiec ostatnią tegoroczną “dyszkę”.

No, ale już przechodzę do istoty dzisiejszych rozważań, czyli analizy mojego ulubionego cotygodniowego biegu.  Tym razem frekwencja  na parkrun  była  zachowania na niskim poziome przyzwoitości . Gdyż 117 osób, oznacza średnio niski poziom liczebny. Z drugiej strony czas świąteczny o nastroju melancholijnym i długi weekend w taki, a nie inny sposób na wszystkich wpłynął.  Tym razem znowu obrodziła grupa wolontariacka godnie w organizację biegów zaangażowana. A pomyśleć, z są tygodnie kiedy na wolontariuszy trzeba robić polowania tuż przed biegiem. Cześć i chwała wolontariuszom.

Jak od niedawna wprowadziłem, zaczynam od klasyfikacji, którą nie wiedzieć dlaczego wcześniej pomijałem, a która stanowi jakby istotę, czy wręcz jadro ( bez podtekstów) naszego biegania. Są to klasyfikacje punktowe za dany rok prezentujące najlepszych z najlepszych zarówno w kategorii pań, jak i panów. Na początku może trochę wyłuszczę ideę, bo chociaż parkrunerom jest ona doskonale znana, to jednak kiedy zaszczyca mnie swoją obecnością ktoś spoza naszej parkun rodziny, to może być dla niego troszkę niejasne. Każdy, kto chociaż raz biegł w parkrun otrzymał za swój bieg określoną ilość punktów. Zasada jest prosta, za zwycięstwo 100 punktów, za 2 miejsce 80, a za trzecie 60. Potem każde następne jest premiowane określoną ilością punktów. W danym parkrun roku ( 12 miesięczny cykl klasyfikacyjny) punkty są do siebie dodawane. Oprócz punktów za biegi, każdy w roku może otrzymać punkty tzw. organizacyjne, czyli za udział w wolontariacie. Za każdy wolontariat, można otrzymać 100 punktów, jednak maksymalna liczba otrzymanych tego typu punktów  w roku nie może przekroczyć 300.Tak więc podsumowując w tej klasyfikacji ważne jest współgranie 3 elementów na „w”: wyników, wytrwałości i wolontariatu. No i na koniec roku najlepsi z najlepszych otrzymują parkrun niespodzianki. Tak jak wspominałem mamy dwie tabele: jedną prezentującą wyniki pań a drugą panów. W tabeli pań obecnie prowadzi, jedna znajoma współ wyjeżdżająca tam i tu, której przewaga nad drugą panią obecnie wynosi 137 punktów. Trzecia pani traci do drugiej 39 punktów. Czyli dla drugiej pani jeden wolontariat i już jest blisko pierwszej, które jedne punkty za wolontariat ma już zaliczone. Z kolei wśród panów lider ( który także ma jeden wolontariat zaliczony) ma 67 punktów przewagi nad drugim panem ( który nie ma wolontariatu), a który ma 54 punktów przewagi nad 3 panem. Tutaj podejrzewam że walka będzie ostra. Bo jeszcze kilka osób w cieniu stoi, z którego zapewne się planują wcześniej czy później wynurzyć. Mnie bawi to, że mimo że biegam powiedzmy średnio ( w okolicach środku stawki, więc średnio) pod względem wynikowym, to w klasyfikacji punktowej jestem obecnie na 16 miejscu, na prawie 400 sklasyfikowanych panów. Gdyż panie mają swoją, osobną klasyfikację. A w najbliższą sobotę szykuję wolontariat, więc „setka” wpadnie. No, ale w moim przypadku nadbijam wytrwałością, to co tracę biegowo

W sobotę na Cytadeli pojawiły się 28 przedstawicielki najcudniejszej płci, co oznacza, na jedną panią przypadało trochę ponad 3 panów. Co oznacza, że znowu mamy poprawę naszych damsko-męskich biegowych relacji.

Młodość w dalszym ciągu ma różne traumatyczne przeżycia, które uniemożliwiają przybycie na biegowy relaks. Widać ciągle nauka na pierwszym miejscu. W sumie, cześć i chwała za to, ale czasem warto znaleźć chwilkę dla naukowego odetchnięcia. A bieganie daje odświeżenie dla umysłu i reszcie ciała także. Podsumowując obecność, to znaczy nieobecność młodości, należy nadmienić, że w tym tygodniu odwiedziło nas jedna  dziewczynki w wieku 11-14, oraz jedna młoda pani w  wieku 18-19. Do pełnego obrazu możemy dwóch młodzieńców w wieku 15-17 lat oraz tyle samo chłopców  w wieku 11-14 lat.

Najlepsze w sobotę panie zajęły  miejsca 21 , 41 oraz 44, a różnica czasów między nimi wyniosła 1 minutę i 40 sekund. Dla pełni obrazu solidarnych pań warto dodać, że czwarta w klasyfikacji pani zajęła miejsce 58  z czasem o 2 minuty i 24 sekundy gorszym od najlepszej pani. Co do samych czasów, to najlepszej pani 8 sekund zabrakło do wyrównania 22 minut, a 9 do złamania tego kosmicznego rezultatu.. Druga straciła do pierwszej 1 minutę i 34  sekundy. Jeżeli trzecia pani uzyskała 23 minuty i 48 sekund , to prosta zagadka matematyczna, by obliczyć czasy pozostałych pań.

Przechodzimy do zwycięzców. Nasi zwycięzcy, są jak kosmiczne meteoryty za którymi jedni bliżej, drudzy dalej podążamy. Najlepszy zawodnik uzyskał rezultat 16 minut i 38 sekund. Było to jego 25  zwycięstwo w 51 do tej pory odbytym na Cytadeli biegu. Czyli prawie co drugi bieg kończył się zwycięstwem. Nic tylko nisko się pokłonić.  Drugi zawodnik  nie wiadomo jak uzyskał czas, co oznacza, ż należał do grupy BN, czyli biegaczy niezarejestrowanych. Pobiegł jak duch zamieszanie w klasyfikacji pozostawiając. Trzeci zawodnik uzyskał 18 minut i 38 sekund i to jego 6 miejsce w trójce na 21 przetuptanych biegów. Układ procentowy – na obecną chwilę pełen szacunek. Ciut ponad 3 biegów na pudło.

W biegu jak zwykle mogliśmy wyodrębnić kilka grup pod względem ilości startów. W  najbardziej godnej pod względem poznańskiej grupie, czyli tych, co mają na koncie ponad 100 biegów, tym razem  pojawiło się tylko  trzech biegaczy. Dwóch „starych wyjadaczy” i jeden nowicjusz w tym towarzystwie. I co mnie szczególnie cieszy, to ja wkroczyłem w sobotę do grona ryczących setek. Ba nawet już otrzymałem gratulacyjne małe co nieco od organizatorów wszystkich organizatorów z prośba o podanie rozmiaru koszulki. Ciekawe, czy zaległą „50”-tkę w wersji oficjalnej także otrzymam.

Do grupy o niemal największym stażu( drugim w kolejności)  w poznańskim parkrun, czyli ponad 50 biegów mających na rozkładzie zaliczało się sobotę 14 osób. Statystyczny układ biegu polegający na trochę więcej niż  3 panach przypadających na jedną panią, został w tym przypadku został zachowany gdyż mieliśmy 3 panie, co oznacza trochę powyżej 3 panów przypadających na jedną panią. A ja z tej grupy odpadłem, więc nie napawa to optymizmem.

Jako następne stają w szeregu osoby, które zaczynają pukać do grupy 50 więc mające ukończone 40 do 49 biegów. W tej grupie znalazło się w sobotę  zaledwie siedem osoby. Płciowo układ został tutaj zachowany, gdyż mieliśmy 2 panie oraz 5 panów.

Kolejnym gangiem są Ci, którzy starają się znaleźć w armii „oczekującej”, czyli osoby mające ukończone od 30 do 39 biegów. Tutaj mieliśmy 14 osób, z układem  trochę zachwianym, co oznacza, że mieliśmy 5 pań i 9 panów, Czyli pawie dwóch panów przypadających na jedną panią.

Kolejną drużynę biegową stanowią osoby, które mają na rozkładzie od 20 do 29 biegów. Tutaj mieliśmy tym razem 10 osób. Jednak tym razem  pań było tylko lub aż jedna, co oznacza… Lepiej napiszę, że nic nie oznacza i niech tak zostanie.

Następnie mamy biegaczki i biegaczy, którzy, że tak powiem mało elegancko „zaliczyli” na Parkrun między 10 a 19 biegów. Pod względem liczebności jedna ze średniejszych  grup co oznacza 12 osób, z czego  pięć panie. Oznacza to,  na dwóch i połowę pana przypadała jedna pani. Czyli trochę lepiej niż ogólna średnia..

Zbliżamy się powoli do końca wyliczanki czyli, widzimy dreptających, którzy, lub które mają na koncie od 2 do 9 biegów, Tutaj mieliśmy w sobotę jak na ogólną liczebność prawdziwą prawie potęgę, czyli aż  34  osób, co oznacza że trochę ponad  co trzecia osoba ze wszystkich biegnących  należała do tej grupy.  W tej „ekipie” ( bo ile razy można pisać o „grupach”)   znalazło się tym razem 10  Pań. . W porównaniu z zeszłym tygodnie zarówno liczba pań, jak i panów wyraźnie wzrósł, natomiast układ statystyczny została na zdecydowanie w stronę odpowiadający panom  skierowanym poziomie. Można skomentować krótko, grupa rządzi, a liczba Pań…. Wreszcie coś gdzieś drgnęło. Mam nadzieję, że to nie krótkotrwałe zjawisko. Natomiast układ niecałych dwóch  panów do jednej pani pozwala w dalszym ciągu  z pewnym optymizmem spojrzeć na przyszłość.

W biegu wystartowało po raz pierwszy, tym razem  tylko 4 osoby. Wśród debiutantów mieliśmy jedną panią, więc klasyczny biegowy czworokąt.

Tym razem pojawiło się  10 osób z grona tych, którzy się pojawili zapoznawczo bez rejestracji. Klasyczny biegacz lub biegaczka duch. Przyszli ( przyszły) pobiegli ( pobiegły), puste miejsce w rubrykach zostawiając .Kto wie, może jak się spodoba następnym razem będziemy mieli dziesięć nowych osób na oficjalnej liście debiutujących?

Jak często się zdarza sypnęło w sobotę rekordami, gdyż aż 12 osób ( w porównaniu do liczby wszystkich startujących, to może nie największy, ale względnie godny procent)  wczoraj poprawiło swój najlepszy wynik. W tej grupie było tym razem  3 panie. W sumie można stwierdzić, że prawie co 10 biegnąca osoba poprawiła swój najlepszy wynik. Ja do mojego ewentualno poprawienia jeszcze trochę poczekam, gdyż w przeddzień  listopadowej biegającej masakry na dużym luzem zaangażowałem się w moje tradycyjne małżeńskie biegowe igraszki.


3 thoughts on “Nie tylko analiza sobotniego parkrun”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.