Nasza żądza biegowa

Na początku, jak to mam w zwyczaju szybkie nawiązanie do wczorajszych wypowiedzi i komentarzy. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w dyskusję na temat Żołnierzy Wyklętych i biegu ku ich pamięci, który odbędzie się 1 marca Robercie wcześniej poznany, Michu, Andrzeju, Freelove do tematu jeszcze nie raz wrócimy tuż przed samym biegiem. Wtedy będziemy rozważać jak jeszcze można zwiększyć zarówno atrakcyjność samych obchodów, jak i tego co powinno być, a co nie użyte do większego zaakcentowania rangi wydarzenia.

Dzisiaj tak za rana chciałbym się podzielić taką sobie refleksją czystą biegową, gdyż w końcu bieganie to jest motyw przewodni mojego bloga. Tak, kiedy sobie obserwuję szał biegowo-zapisowy, który z roku na rok się pogłębia, to się poważnie zastanawiam, kiedy nastąpi równowaga biegowa, by w końcu wariacje biegowe zaczęły się przechylać w drugą stronę. Kiedy mnie dopadła gorączka biegowa prawie 3 lata temu z zapisami na biegi nie było problemu. Może w tym pierwszym roku moich startów nie było dużo i dlatego nie dostrzegałem tego, co mogę zauważyć teraz. W zeszłym roku już zaczęła się zapisowa ostra jazda bez trzymanki. Na niektóre biegi limit zapisów wyczerpywał się w kilka godzin. W tym roku już chociaż po naszym poznańskim półmaratonie czy po Maniackiej Dziesiątce  widać, że może być jeszcze bardziej gorąco. Może ktoś powiedzieć, że owszem w dużych miastach, to jest szał zupełny, ale na zapisy w troszkę mniejszych już takiego nie ma. No, chyba że mówimy o biegach z taką renomą jak półmaraton w Grodzisku, o Biegu Niepodległości w Luboniu nawet nie wspomniawszy. Gdyż wiadomo, że ten bieg jest poza wszelkimi klasyfikacjami. Na szczęście oferta biegowa z każdym rokiem także ulega rozszerzeniu i dopasowuje się do władającej duszami biegaczy żądzy biegania.

Właśnie żądza biegania. Ktoś może zapytać: co ja znowu wymyśliłem? Przecież coś takiego nie istnieje. Ale tak istnieje i to ma się całkiem dobrze.  Nie raz i nie dwa czułem dotyk jej skrzydeł poruszający moje ciało czy pocałunek zmuszający do zapisania do kolejnego startu. Żądza biegania przelatuje dostojnie ponad dachami domów  wyszukując kolejnych „ofiar”, które może zarazić swoim pożądaniem. Może nie zarazić, ale wyzwolić je w każdym z nas. I muszę przyznać, że wychodzi jej to całkiem nieźle, by nie napisać rewelacyjnie. Kiedy widzę tłumy osób biegających treningowo tam czy tu to czuję moc tej żądzy. Natomiast  kiedy staję w strefie startu zorganizowanego w tłumie innych biegających osób to czuję jej fizyczną obecność wypełniającą ciało i dusze każdej osoby  w moim towarzystwie. Rozpala nas w czasie odliczania ostatnich sekund przed startem, by porwać w rozkoszny tan stosunku biegowego kiedy nadejdzie czas zmierzenia się z czasem i swoim słabościami.

Wyzwala niemal seksualne pożądanie poczucie biegowych spełnień. Zresztą, jak nie raz już pisałem przynamniej w  moim przypadku ma bardzo silne przełożenie na wzrost możliwości i odczuć w sferze seksualnej. Kiedyś już skrobnąłem, że najlepszy seks mam zawsze po bieganiu. Wtedy moje możliwości odczuć i że tak napiszę mocy w tym zakresie wchodzą na zupełnie inne tory i płaszczyzny. Coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Bieganie wpływa na całokształt tak  zwanej witalności w każdym jej aspekcie.

Jestem pewny, że powoduje to właśnie ta żądza biegowa, której bezszelestne skrzydła unoszą się nad naszymi głowami. Ona lata i szuka swojej kolejnej „ofiary”. Każdy może ją zostać i nie warto się przed nią bronić.

Z każdym dniem zbliżam się do kolejnych startów, więc mój ogień zaczyna płonąć coraz silniej, podsycany kolejnymi biegowymi wizjami i pragnieniami. Na zakończenie mojej refleksji tak się zastanawiam czy i ewentualnie kiedy wahadło zacznie się przechylać w drugą stronę, czyli nastąpi spadek naszego szału biegowego. Zgodnie ze wszystkim prawami i zasadami w końcu zapewne to nastąpi. Ale mam nadzieję, że nie za szybko. Na razie żądza biegowa rządzi.

No i na zupełne zakończenie takie drobne podsumowanie związane z żądzą biegową. Kiedy wracam z pracy do domu od razu mnie dopada. Tak na zasadzie ledwo w drzwi wejdę od razu krzyczę na cały glos: „ale mi się biegać chce, ale mi się biegać chce”. Jeżeli akurat jest ktoś w domu, to od razu odpowiada krzykiem:” to idź już biegać”. No więc przebieram się i biegam, biegam, biegam, aż codzienny plan treningowy wykonam. Potem rozluźniony wracam do domu, siadam w fotelu i  nucę na cały głos: „ale mi się biegać chciało, ale mi się biegać chciało”. A życie nabiera zupełnie innych barw. Oj tak, życie z biegaczem w domu nie jest sprawą łatwą.


7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
~michu77
Gość
~michu77

niemniej jest sporo zawodów – na które można cały czas zapisać się bez pospiechu… i są to bardzo dobrze zorganizowane imprezy biegowe.

Martwię się czymś innym:

Biegi górskie – Marduła 200 zł (losowanie wśród wszystkich chętnych)
Chudy Wawrzyniec 170 zł (losowanie)
Bieg Granią Tatr – również losowanie, ale trzeba mieć punkty żeby się wogóle móc zapisać do losowania. 350 zł.

~michu77
Gość
~michu77

Pamiętam biegi… gdzie można było zapisać się przed startem, i to na całkiem spore zawody. I jakie oburzenie było ze strony starszych biegaczy, ze teraz to już nie można wysłać zgłoszenie na bieg listem, tylko trzeba się rejestrować elektronicznie.

~Adrian
Gość

Zgadzam się, że zdrowy tryb życia wpływa też na polepszenie jego jakości w innych dziedzinach. Świetnie, że są osoby, które myślą podobnie

~Robert_II
Gość
~Robert_II

Druga część Twojego wpisu, w kontekście ostatnich Twoich dokonań, skojarzyła mi się z takim oto dowcipem: „Partyzanci schowali się przed Niemcami w pustej studni i postanowili udawać echo. Nadchodzą Niemcy. Jeden z nich zagląda do studni i pyta: – Czy są tu partyzanci? Echo odpowiada: – Czy są tu partyzanci? Niemiec znowu pyta: – A może poszli do lasu? – A może poszli do lasu? Kolejne pytanie: – A może wrzucimy granat? A echo: – A może poszli do lasu?” A teraz przechodząc do sedna, czyli tego „echa”. Najpierw przychodzisz do domu i wołasz: „ale mi się biegać chce, ale… Czytaj więcej »

~Robert_II
Gość
~Robert_II

Według mnie pewne symptomy nasycenia już można zaobserwować. Weźmy np. mój lokalny bieg. Nie zdradzam nazwy, ale kto biega będzie wiedział o którym pisze. Taka zawoalowana reklama. W tym roku jest Jego czwarta edycja i limit 4 000 miejsc. Nasz kolega bloger, Niedzielny Bloger, w dniu 17 stycznia pisał: „Niedługo po rozpoczęciu zapisów na liście startowej widnieje już ponad 1.100 nazwisk! Limit wynosi 4.000 i można się spodziewać, że całkiem niedługo zapisy zostaną zakończone”. Dzisiaj mamy 18 luty i … 1957 zgłoszonych osób. Nie wiem czy jest to równoznaczne z opłaceniem startu. Do biegu pozostało jeszcze ponad 2 miesiące i… Czytaj więcej »

~Robert
Gość

No to ja zdradzę, że masz na myśli zapewne Szpot 10 km w Swarzędzu 10 maja, gdzie i moje nogi będą biegały 😉

~Robert_II
Gość
~Robert_II

… póki co, moje nogi są namawiane przez moją żonę.