Podsumowanie rankingowego wprowadzenia

Tak na zakończenie tematyki nowego rankingu biegowego, jak pisałem wczoraj zdaję się sobie sprawę z faktu, że u wielu organizatorów będę miał zdrowo „przechlapane” Ale cóż jak nie raz i nie dwa pisałem jestem biegaczem i zawsze po stronie biegaczy będę się opowiadał. A w czasie ocen biegów zawsze staram się zachować względny obiektywizm, ale rzecz jasna sporą dozą subiektywnej opinii podszyty. I tego będę się trzymał. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że każdy ma inny. swój własny i indywidualny gust i to co mi się nie podoba, może się podobać komuś innemu. To już jest prawo do osobistej oceny każdego z nas. Powiedzmy sobie szczerze. Nikt na takie opinie, ani oceny nie powinien się obrażać. Jak coś robię, zgarniam za to taką lub inną kasę, muszę się liczyć z całkiem szerokim zakresem ocen i to nie zawsze zgodnymi z moim wyobrażeniem o tym co innym daję.

Wczoraj przestawiłem takie  główne, że tak napiszę kryteria oceny czyli wpływ ceny na jakość otrzymanej usługi. Wariacji możemy mieć kilka zarówno tych skrajnych, jak i pośrednich. Do skrajnych zaliczyłem np. przejażdżkę maluchem czy trabantem po torze Poznań za cenę porównywalną z przelotem concordem , a przejażdżkę lamborghini czy farrari po drogach drugiej kategorii za cenę porównywalną przelotem tanimi liniami lotniczymi. Ale są jeszcze wersje pośrednie, jak chociaż biegi przełajowe, jak był np.  mój pierwszy tegoroczny oficjalny długi start, czyli dycha z obkładem. Tutaj miałem przejażdżkę jeepem wranglerem po nieprzepastnych odstępach w cenie przelotu dobrymi liniami lotniczymi po sporej zniżce. Ale po drugiej stronie barykady może być przejazd starym, rozsypującym się traktorem po wielkich dziurach w cenie np. wyprawy na Marsa. Ale na szczęście na razie z takim przypadkiem się nie spotkałem. Ale zapewne wszystko przede mną.

Muszę przyznać, że mam dosyć spory dylemat. Gdyż 8 marca czeka mnie ostra przebieżka na dystansie 12 km, po hardcorowej trasie na Cytadeli, gdzie może być spora konkurencja dla mojego pierwszego tegorocznego biegu. Podobno trasa sama w sobie to wyzwanie, a do tego połączona ze szczytną ideą, za naprawdę fajne pieniądze. Tak dla przypomnienia, jeżeli ktoś się jeszcze nie zdecydował wrzucam link do biegu: https://www.facebook.com/events/1571693193098564/?ref_newsfeed_story_type=regular

Zgodnie z regulaminem limit zawodników na poziomie 850 osób, panie płacą 5 PLN ( gdyż dzień kobiet), panowie 15 PLN ( czyli kwota nie rzucająca na kolana). Za te pieniądze całkiem przyzwoita oferta, a jeżeli ktoś zechce się skusić na koszulkę techniczną to musi dopłacić 29 PLN. Mnie to akurat nie kręci, ale jak ktoś chce. W cenie pakietu oprócz standardu, czyli numeru, chipa czy posiłku ( pytanie jeszcze jakiego) będzie niespodzianka od organizatora. Czyli propozycja całkiem, całkiem.

Tydzień później jeden z bardziej sztandarowych i rozpoznawalnych biegów w naszym regionie, czyli Maniacka Dziesiatka. Tutaj zapisy ledwo się zaczęły zostały zakończone. To błysk, grom i już pozamiatane. Sam się zapisałem i zobaczymy co będzie, gdyż jak nie raz pisałem w zeszłym roku moja opinia była… Ok nieważne, mamy nowy rok, nowe otwarcie i wszystko zostało wyzerowane. Jednak nie ma zmiłuj i jak coś nie podejdzie, to z pewnością to wyartykułuję. Sorry, ale czepliwość w mój charakter została wpisana.

Jednak,, jak wspomniałem mam tu pewien problem. Gdyż w jednym tygodniu 12 km w wersji hard, gdzie będzie co deptać, a tydzień później kolejna dziesiątka. Czy dam radę? Diabli wiedzą. Ale jak sobie pomyślę, że jeżeli moje ciało i zmysły tak szaleją po jednym dłuższym zorganizowanym biegu, to co się będzie działo, po dwóch takich tydzień w tydzień zadanych potęgujących moje możliwości na pewnym polu ciosach. W sumie to aż strach się bać.

I na zakończenie jeszcze jeden drobiazg związany z organizatorami biegów. Niektórzy, szczególnie ci, którzy proponują najwyższe stawki za pakiet przekonują, że oni organizatorzy nic na biegach nie zarabiają, wręcz dokładają. Rozmawiałem kiedyś szczerze z jednym z organizatorów, który jak to się mówi „ zęby zjadł” na organizacji. I on mi powiedział otwartym tekstem: „ nikt nie jest instytucją charytatywną i nie ma możliwości, żeby organizator dokładał z własnej kieszeni. Może nie jest to wielki zysk, ale coś musi zostać”. Jak mam być szczery, dla mnie to normalne i logiczne. Ja domyślam się , że wolontariusze, którzy obstawiają całą imprezę i odpowiadają za jej ocenę organizacyjną, robią to za darmo na cześć i chwałę danego biegu. Ale ci co ich wysyłają do tej ciężkiej i niewdzięcznej pracy czerpią z tego jakieś profity. Tak jest zawsze, szeregowi żołnierze i liniowi oficerowie wykonują całą pracę za „free i przysłowiowe czuwaj”, a generalicja spija wszystkie miody. Takie życie, takie prawo

 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o