Pogodowe zimowo-wiosenne wariacje

Dzisiaj troszkę z innej półki. Tak trzeba, aby nie popaść w zbytnią monotonię i nie zanudzić zbytnio odwiedzających moje skromne strony. Kiedy dzisiaj sobie treningowo biegłem podziwiałem słońce i wysoko zawieszone na firmamencie niebieskim chmury. I nagle zdałem sobie sprawę z faktu, że mamy już 19 lutego, co oznacza jeszcze  kilka dni drugiego, teoretycznie najzimniejszego miesiąca zimy. I teoretycznie zbliżamy się już do przedwiośnia, co oznacza, że panie zimie powoli mówimy pa,pa. Z drugiej strony, jak na razie to przynajmniej u nas w Poznańskiem w tym roku zima wyjątkowo nas rozpieszcza. Te parę dni mrozów i śniegu to wręcz rozrywka w porównaniu z niektórymi zimami, które nam dopiero przyzimiły.  Oj pamiętam mrozy, które trzymały od grudnia do kwietnia a śnieg leżący tak wysoki, że trudno było przejść. Tyle, ze to było w bardzo zamierzchłych, czy wręcz szczenięcych moich latach. Od ładnych kilkunastu lat, takich godnych zim na szczęście mogliśmy policzyć na palcach jednej ręki. Co nie oznacza, że się nie zdarzały.

Generalnie wszyscy uważają, że jednak następuje globalne ocieplenie, gdyż jakby nie patrząc jest coraz cieplej. Jednak naukowcy muszą jakoś zarobić na chleb, więc lubią stawać okoniem do ogólnie utartych prognoz i stwierdzeń. Dzisiaj wyczytałem na wp.pl, ze nadchodzi nam kolejna epoka lodowcowa http://pogoda.wp.pl/gid,17271336,kat,1035571,galeria.html?ticaid=1145f2 . Z pierwszymi opiniami na ten temat  spotkałem się już  we wcześniejszych latach.  Co ciekawe głównie wirtualna polska nam to wieszczy. Jak na razie nie zwracałem na to zbytniej uwagi. Bo i tak nie mamy na to żadnego wpływu, a po co się martwić na zapas. Jednak czytając po raz kolejny informację o zbliżonej treści zaczynam się poważnie zastanawiać, czy czegoś jednak nie ma na rzeczy. No i jak to wpłynie na nasz codzienny styl życia.

Przede wszystkim, jak się zacznie robić globalnie zimno, to znaczy będzie się trzeba rozgrzać. Dla nas biegaczy to akurat zbytniego problemu nie robi, gdyż generalnie im chłodniej tym przyjemniej się biega. Pamiętam biegi w temperaturze w granicach i minus dziesięciu, a czasem i kiedy chłodniej się zdarzało. Jednak raz czy dwa z powodu mrozu na cytadelę nie dotarliśmy ( to znaczy ja nie dotarłem), gdyż raz nas ulubiony cykl został oficjalnie odwołany, a dwa chyba mój akumulator powiedział pas. Co nie przeszkadza, że i tak grupy parkrun partyzantów się pojawiły i bieg w stylu free zaliczyli. Ja wtedy, o ile dobrze pamiętam biegałem wściekły na swojej treningowej trasie.

Gdyż tak naprawdę mróz nie mróz, śnieg nie śnieg w każdej pogodzie super się biega. Kiedy słyszysz skrzypiący śnieg pod butami a mróz czerwonym farbami na skórze policzków fantazyjny wzorek maluje. Nie ma wtedy nic piękniejszego jak biegnąc pokazać zimie i jej mroźnemu towarzyszowi, że nie stanowią przeszkody, ale wręcz dodatkowe do bieganie wspomaganie. Bo jak zimno, to nic tak nie robi dobrze na rozgrzanie jak czysty radosny bieg. Oj przepraszam jest pewna alternatywa. Jest nią czysty, namiętny i gorący jak wulkan w stanie erupcji seks. Czyli taka potencjalna epoka lodowcowa mogłaby przynieść jedno bardzo pozytywne zjawisko. Nadchodzący coraz większymi krokami niż demograficzny mógłby zostać zatrzymany. A kto wie, czy wahadło urodzin na przechyliło się w drugą stronę. A wtedy miałby kto przynajmniej na nasze emerytury robić. Bo na razie w tym zakresie to będą nędza i posucha. A jak przyjdzie zimno, to w dzień można biegać dla rozgrzania ciała i ducha, a w nocy…

No, ale nie ma co narzekać. Coraz szybszymi krokami zbliża się kolejny czas moich startów, co oznacza, że znowu przyjdzie czas na robienie wytrzeszczu, jak na zdjęciu stanowiącym zapowiedź tego tekstu na różnych portalach, gdzie się udostępniam. Bo co mi tam. Tak rymując w wersji częstochowskiej : wytrzeszcz godny mam, to go polecam.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o