Niedzielne przesłanie biegacza amatora

Robercie nie chcę wracać do komentarza, gdyż to jest niepotrzebne nakręcanie się wzajemne, co nic dobrego nikomu nie przyniesie. Ty masz swoje racje, ja mam swoje i niech każdy działa jak mu jego nakazują. Co do wyjazdu do Szczecinka, to planowałem dzisiaj wieczorem, ale coś mi wypadło i nie ma opcji, bym dzisiaj ruszył. No jest faktycznie możliwość, jutro wcześnie rano z Poznania wyruszyć. Z racji, że na biegi nie lubię jeździć samochodem, jak zerknąłem rozsądny pociąg do Szczecinka wyjeżdża o 5.26 i jestem na miejscu o 8.36, jeżeli nie będzie miał spóźnienia. Teoretycznie, jak podaje strona parkrun Szczecinek z dworca mam piechotą ok 20 minut. Jak przyśpieszę, to w 15 powinienem zdążyć. W czasie spaceru się rozgrzać, teoretycznie, jeżeli nie będzie poślizgu do ogarnięcia. Zobaczę, jak po dzisiejszym rano wstanę. Jak podbiegnę do tego wyzwania, trzymajcie kciuki bym na czas zdążył. Wszystko z kołach PKP. Jak się spóźnię, to najwyżej jako zamykający stawkę pobiegnę. Może poczekają na mnie? Pomarzyć zawsze można. Petitek masz rację Organizatorzy w Szczecinku myślą bardzo perspektywicznie i rozważają możliwość uznania krótszego dystansu. Super, że są dwie możliwości, z tym że istnieje ryzyko, że po 15 km uznam dość, bez próby walki dalej. Ale zobaczymy co będzie.

Dopiero piątek, a ja już czuję wewnętrzny ogień w pożogę moje wnętrzności zmieniający. W zasadzie, jest to taka wielka płonąca kula przemieszczająca się z jednej części mojego ciała i z powrotem. Z głowy spływa w dół, przez ręce, żołądek do nóg i z powrotem. I tak w górę i w dół. Mógłbym powiedzieć, że prawie jak na kozetce u hipnotyzera mając przed oczami poruszające się wahadełko. Tylko nie w boki, tylko z góry w dół. No i rozpalone i na dodatek  płomieniami błyskające. Ale co mi tam. Pożar -pożarem, a radę trzeba dać. Albo przynajmniej spróbować. W sumie nawet fajnie, jeżeli po 15 km można zejść z trasy,  i wtedy się będzie sklasyfikowanym jak po biegu na krótszym dystansie bez niepotrzebnej dyskwalifikacji. Czyli coś z pewnością ubiegnę. Ale czy ja będę potrafił zejść?. Cholera, nie po to jadę do Szczecinka ponad 160 km, by 15 km sobie pobiec. Jadę po Królewski Dystans. Jak będzie potrzeba i poczuję potrzebę zejścia, to kto wie, czy nie pobiegnę dalej. No chyba, że rozsądek zwycięży.No ale ta moja poznańska pazerność, bo dycha w plecy, gdyż wiadomo, że różnicy się nie zwraca. No, ale trzeba zadać sobie pytanie, czyli lepiej poświęcić i dychę i pobiec krócej, ale w radości i frajdzie, niż zmuszać rodzinę do późniejszego wydawania dużo większych kwot za leczenie, rehabilitację,czy w ekstremalnym przypadku za pogrzeb.  I tu jest pytanie co wybiorę, którą drogą pójdę, a w zasadzie pobiegnę. Czy będzie to rozsądek, czy moja pasja z uporem maniaka do przodu mnie pchająca. Okaże się niedzielę.

Dla wszystkich, z którymi w niedzielny poranek w Szczecinku w strefie startu się zobaczę, powodzenia i do zobaczenia. Niech moc będzie z nami, a kontuzje szerokim łukiem nas omijają. No i jeszcze moje prywatne przesłanie muzyczne dla nas:

https://www.youtube.com/watch?v=9SKFwtgUJHs

Istotą wszystkiego są słowa refrenu: „ It’s my life it’s now or never I ain’t live for ever . I just wanna live while I am alive. My heart is like an open highway”. Tak, to jest to: to moje życie, teraz albo nigdy, nie będę żył wiecznie, chcę po prostu żyć gdy jestem żywy  moje serce jest  jak otwarta autostrada. I kilka wybranych wersów ze wszystkich zwrotek  już po przetłumaczeniu: „ Będziesz słyszał mój głos, kiedy wykrzyczę to głośno, To jest dla tych, którzy nie ustąpili, lepiej nosić wysoko głowę, gdy do Ciebie wołają, Nie schylaj się, nie łam się, nie dawaj za wygraną.”  I czy  może być piękniejsze przesłanie  przed startem w pierwszym w życiu maratonem? A pogoda, upał, przerwanie biegu z tego powodu? Cholera, jak pisałem rozważam, że najwyżej pobiegnę sam. No chyba, że potraktuję, jak luźne przetarcie.

Czuję, że płonę, a ogień duszę moją rozrywa. Powoli zmieniam w wulkan w stanie wiecznej erupcji. Wyrzucam z siebie myśli, wyrzucam marzenia, sny, lęki i obawy. Jestem już teraz ja i moje niedzielne biegowe pragnienia. Różna motywacyjna muza płynie w moich żyłach, dźwięczy w uszach porywając umysł rytmem

https://www.youtube.com/watch?v=hq_PrxbnUkw

I także kilka wybranych wersów, czy nawet wyrwanych z kontekstu słów idealnie do niedzieli pasujących: „ Podnoszę się, powracam do gry, Tylko człowiek i jego wola przetrwania, Swoją pasją zdobywasz chwałę, Nie wypuszczaj z rąk marzeń z przeszłości. Twarzą w twarz w wielkim skwarze ( i to jak wielkim – mój dodatek) nie dajemy się pokonać, wciąż nam mało,  Wzbijam się na sam szczyt, mam odwagę, zdobyłem chwałę.” Powtarzam sobie słowa widząc w duszy kroki, które w niedzielę będę stawiał. Mogę podsumować wszystko dwoma prostymi słowami: ja gorę. Oj gorę i to jak cholera. Jeszcze jutro rano parkrun zobaczymy gdzie, a niedziela… Ta niedziela będzie już nic nie dodam..

Na koniec po przemyśleniu wszystkiego dokładnie i najgłębiej jak się dało, apeluję do nas wszystkich, którzy w nadchodzący weekend w biegowy bój ruszymy. Nie ma znaczenia gdzie i na jakim dystansie Zapowiada się pogodowy Armageddon. Można napisać, że biegnąc w otchłanie piekła wstąpimy. Jeżeli ktoś poczuje ( dotyczy to także mnie), że już nie ma sił, że już dosyć, że granica została osiągnięta, niech zejdzie, niech się podda. Startów przed nami na różnych dystansach wiele. Maratonów, w których pobiegniemy i co najważniejsze dobiegniemy także. Ale dajmy sobie szansę w nich wystartowania. Coraz bliższa mi wizja, by nie biec na siłę.


5 thoughts on “Niedzielne przesłanie biegacza amatora”

  • 1
    ~Małgorzata Wrzesińska on Sierpień 10, 2015 Odpowiedz

    Ja nie lubię biegać w upały – uciekam do cienia albo wychodzę na “biegi nocne” ale niekiedy na pogodę podczas nie mamy wpływu – zwłaszcza, że zapisujemy się dużo- dużo wcześniej. A czy to szaleństwo czy wyzwanie startować w upał – na to pytanie niechaj każdy biegacz odpowie sobie sam 🙂 Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • 2
    ~Robert_II on Sierpień 8, 2015 Odpowiedz

    … i oczywiście wygrał p. Szymański… 59 raz, … na 59 biegów 🙂

  • 3
    ~Robert on Sierpień 8, 2015 Odpowiedz

    http://www.parkrun.pl/szczecinek/rezultaty/weeklyresults/?runSeqNumber=100

    Paweł dobiegł i nie legł na parkrunie w szczecinku 😉 Jak na niego, ten upał i planowany maraton nazajutrz, to całkiem niezły czas nabiegał – ok. 25 minut.

    PS. Pawła nie ma, to musimy za niego pisać na jego blogu 😉

  • 4
    ~Robert on Sierpień 7, 2015 Odpowiedz

    Chłopaki i dziewczyny – jest nowy pomysł!

    Za tydzień – 15 sierpnia – jest setny bieg Parkrun Leszno. Z tej okazji organizatorzy tego biegu przesunęli jego godzinę na 21:00. Po biegu mają ognisko, kiełbaski i świętowanie setnego biegu!

    Czy już się domyślacie co mi chodzi po głowie? Ktoś jest chętny żeby ze mną pojechać? W ten upał bieg o godz. 21:00 jest idealny! Zaliczymy dwa parkruny w jeden dzień! Kto jest chętny do wyjazdu ze mną? Zapewniam transport i dobrą atmosferę 😉

    Nawiasem mówiąc – jak widać da się przesunąć Parkrun, więc nie będzie problemu żeby 27 grudnia przesunąć na niedzielę.

  • 5
    ~Robert on Sierpień 7, 2015 Odpowiedz

    http://projektparkrun.blogspot.com/

    ciekawy blog, ukierunkowany również na Parkrun, prowadzony przez poznańskiego biegacza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.