Biezbiegowe dyrdymały biegacza amatora

Nie będę już się rozpisywał od czego jak zwykle zaczynam, więc od razu przechodzę do meritum sprawy, jego jądra (ups), istoty itp. Dzięki Sławku za informację o wpłacie. Wszystko się zgadza, pieniądze już na koncie. Powoli nasza lista się zapełnia. Może nie jest to jakiś szaleńczo huraganowy przyrost, ale powoli systematycznie nasz zaplanowany wyjazd podąża w odpowiednim kierunku. Obecnie stan wpłat w porównaniu z deklaracjami wygląda następująco:

  1. Agata                                   – potwierdzona
  2. Sławomir Stefaniak          – potwierdzony wpłata 54 PLN – do oddania 1.06 albo  4 PLN – 2 osoby
  3. Hubert                                  – potwierdzony
  4. Jakub                                   – potwierdzony
  5. Paweł                                  – potwierdzony
  6. Agnes                                 – potwierdzona
  7. Krzysztof                           –  potwierdzony
  8. Robert Walczak                 – potwierdzony wpłata   30 PLN –do oddania 3.5, albo 5 PLN
  9. Adam                                 –  potwierdzony
  10. Biegacz Amator                 – potwierdzony wpłata 20 PLN
  11. Adelina Mitych Bem            -potwierdzona wpłata 10 PLN
  12. Wiesław  Chojniak             – potwierdzony wpłata 10 PLN
  13. Grzegorz Sowa                  – potwierdzony wpłata 10 PLN
  14. Dorota Kolber                    – potwierdzona, wpłata 10 PLN
  15. Marcin                                  – potwierdzony
  16. Paweł                                  – potwierdzony

 

Mamy jeszcze trochę czasu, więc spokojnie kompletujemy naszą wyjazdową załogę. Wszystko w swoim uporządkowanym rytmie.

Co do wyników na 10 km, to faktycznie chciałbym, aby moje czasy ułożyły się na poziomie poniżej 50 minut. Jak na razie na 5 biegów, udało się to trzy razy: na Maniackiej, w Biegu Niepodległości i w Swarzędzu. Pozostałe dwa biegi są raczej wytłumaczone z nie osiągnięcia tego rezultatu, gdyż w Biegu z Klasą było 10, 5 km, a na Intrun to wiadomo rusałki, nimfy , lasy i wędkarze. I chyba właśnie w takiej kolejności. A może jeszcze coś wpłynęło na gorszy rezultat, oraz to, że co dziwne wcalnie mnie to nie martwi? Jednak pomińmy szczegóły milczniem, bo ono jest złotem. Zakończmy jednym i prostym zdaniem:  Wszystko było w normie i zgodnie z planem. I tak jak być powinno.

Wiem, co za chwilę od osób, które tutaj zaglądają zaraz usłyszę. Tak sobie teraz przypominam moje zarzekania, jak to w tym roku mam zaplanowane tyle i tyle biegów na 10 km i ani jednego więcej. Bo tak sobie ustaliłem i tak być musi. Gdyż wszystko musi być ułożone jak po sznurku. Równo, dokładnie bez prawa do odchyłów.Tak mam w tym moim normalnym, czyli uporządkowanym życiu. Wszystko ustawione zgodnie z planem  od pierwszego, do ostatniego posunięcia. Ale jak widać są miejsca i obszary, które wyłamują się z moich życiowych schematów. W tej chwili pomińmy inne, a zatrzymajmy na temacie przewodnim. W tym przypadku mogę powiedzieć,  jak to punkt patrzenia się zmienia od punktu bieżenia. Powinienem napisać od biegania oczywiście, ale bardziej pasuje bieżenia, gdyż lubię jak czasem mi się rymuje. Każdy ma jakieś manie. A co do biegania, to widzę jak ten narkotyk biegowy wciąga coraz bardziej, jak wyciąga po mnie swoje szpony, chwytając w sidła szału biegowego. Ja wciąga i przyciąga do swojego biegowego łona. Że muszę, że coraz więcej, coraz dłużej. W marcu była jedna dziesiątka, w kwietniu półmaraton, w tym miesiącu już dwie dziesiątki, w przyszłym półmaraton i kolejne dwie dziesiątki. W lipcu też już coś zaplanowane. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku zamiast planowanych  trzech czy  czterech dziesiątek ( już mi się nawet myli), zrobią się dwa półmaratony i dziewięć dziesiątek. Czyli przyrost trzykrotny w stosunku do dyszek plus półmaratony, o których nawet nie myślałem. Do tego to kuszenie królewskim dystansem. Chodzi za mną ale musze przyznać, że na razie delikatnie. Ot czasem zapuka, czasem coś zanuci, innym razem pomruczy do ucha. Ale bez jakieś wyjątkowej nachalności. Dlatego spokojnie i z dużym luzem daję mu opór. Ale nie wiem co się zacznie dziać po Grodzisku. Wtedy mogą zapłonąć ognie pożądania kuszącego niczym widok nagiej kobiety rozkosznie w łożu rozłożonej i uśmiechającej się z  pełną zawstydzenia, ale jednocześnie zachęcenia miną, oraz wysyłającej podświadome sygnały pragnień wywołujące obietnicę erupcji lubieżnego spełnienia. Upsss  wiedziałem, że nie będę potrafił się opanować. Już jestem grzeczny. No więc zobaczymy co po Grodzisku. Czy zdecydowanie i z pewnością tylko Szamotuły, czy może jednak, nagle natchnie, trafi, uderzy, zapanuje i się stanie. I będę jak Sławek rozpaczał. Ale z drugiej strony, przecież jestem spokojny, zrównoważony, opanowany i potrafię władać nad swoimi popędami. Ale sobie wlałem. Czasem facet musi się autodowartościować. Bo bez tego byłby kupą zakompleksionego owłosienia, nerwowo we wszystkie strony spoglądającego. No chyba, że nie owłosionego. Zależy już od mapy hormonów w ciele rozłożonych.Czyli raczej na pewno w październiku Szamotuły. Na królewski dystans przyjdzie czas w przyszłym roku. I tak ma być. I prawdopodobnie tak będzie. I znowu to raczej….

No, a jutro czas na mój ulubiony bieg. Czyli znowu staniemy w grupie mniej lub bardziej licznych znajomych osób, pomiędzy szpalerem drzew w parku Cytadeli i na dany od wodza, lub szefowej wszystkich szefów znak, ruszymy w pędzie łącząc  się w pragnieniu uzyskania jak najlepszego czasu. Tak się zastanawiam, jak to będzie. Gdyż ten wczorajszy treningowy wynik i poprawienie mojego najlepszego rezultatu o prawie osiem minut, mocno mi na wyobraźnie zadziałał. Domyślam się, że zbieram teraz żniwo Szpota i innych moich treningowych zabaw. Jestem ciekawy, co mi się uda jutro wydeptać. Gdyż mógł to być tylko wypadek przy pracy, nie mający wcale wpływu, na moje kolejne wyniki. I pobiegnę w normie, w mniej lub bardziej orgazmowym czasie. A może właśnie przyjdzie ten bieg, na który intuicyjnie czekam, którego pragnę, na wynik, który długim cieniem pożądania w duszy mojej się kładzie. Może to będzie jutro, a może za miesiąc. A może dopiero za rok.  Ale kiedyś z pewnością będzie, przyjdzie nadciągnie. I poczuję tą rozkosz biegową, ten orgazm i erupcję sięgającą  szczytów najwyższych drzew. Czy jutro? Nie mam pojęcia i tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia. Najważniejsze, że znowu znajdę się w moim ulubionym miejscu, spotkam z radośnie tuptającym towarzystwem i naładuję moje wewnętrzne baterie, na cały kolejny tydzień.


3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
塑身纖形
Gość

以低能量的1064-Q激光反覆掃於皮膚表面,逐步改善皮膚色素問題。 治療時產生的熱能能促進膠原蛋白的再生,回復肌膚彈性。 使用7mm平行光光頭,使輸出的激光更溫和及均勻。功效: 去除紋身 美白及去除面毛 令整體膚色更白更均勻 減淡及去除荷爾蒙斑或反黑 增加皮膚膠原蛋白,改善皮膚彈性 減淡深層色斑 : 黃褐斑,荷爾蒙斑,蝴蝶斑 以低能量的1064-QS激光反覆掃於皮膚表面,逐步改善皮膚色素問題 使用8-10mm平行光光頭,使輸出的激光 更溫和及均勻 1. 激光能透進皮膚深層 2. 激光被黑色素吸收 3. 產生熱能將黑色素體分解 4. 被呑噬細胞吸收及排出體外

~sławek
Gość
~sławek

Będziesz smutny 12.10 !

Zapisuj się!

Mamy 5h do mety!

Damy rade!

~sławek
Gość
~sławek

Drogi Pawle!
Bez Ciebie ten Maraton nie będzie miał duszy !
A ja w siebie nie uwierzę!

Musisz w nim pobiec !

Miłego weekendu.