Statystyczne podumowanie wczorajszego parkrun

Freelove, podejrzewam że problem z koszulkami tkwi tym razem po stronie sponsora. Zmienił się i chyba nie do końca wiadomo, kto, co, komu i gdzie ma dać. Ale podchodzę z dużym spokojem. Tak jak wspominałem, to czego nie wybaczyłbym nigdzie indziej, tutaj zawsze. Parkrun u mnie rządzi się zupełnie innymi prawami, niż inne biegi. Może to w stosunku do tych innych nie do końca sprawiedliwe, ale cóż każdy ma swoje biegowe priorytety.

Robercie trzymam kciuki za start w półmaratonie. Może wczoraj poczułeś taki power,, że dzisiaj na półmaratonie popędzisz niczym rumak wyścigowy na Wielkiej Pardubickiej. Nawet nie myślę, jaki wynik możesz przełamać.

Ania powiadasz, że Punio nakręca się na męskie pośladki, hmmm ciekawe, piesek o skłonnościach. Ok przemilczę. Wierzę, w Was, że następnym razem rekordzik padnie. Punio sobie ofiarę upatrzy i ją pogoni. A ofiara też może swój rekord w strachu przy okazji zrobi. Bo, kto goniony uwierzy, ze to taka chodząca łagodność na niego, a szczególnie jego pośladki poluje.

Tgreg, super, że byłeś wolontariuszem. Powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas biegających powinien chociaż raz w roku być. Idealnie te trzy razy. W końcu dzięki temu, że my stajemy na wolontariacie, inni mogą biegać. No i kiedy my będziemy chcieli biegać, ktoś kto wtedy biegł, teraz będzie pomagał w organizacji. W końcu nic za bieganie nie płacimy, to chociaż niech każdy coś z siebie da, by wszyscy mogli na tym skorzystać. A jeszcze przy okazji punkty wlecą. Tak idąc trochę głębiej, super pasuje tutaj refren piosenki Stanisława Soyki. Można go lubić lub nie, ale ten kawałek fajnie się słucha https://www.youtube.com/watch?v=FWZNF4F1r7Y . Domyślam się, że odwiedzająca (jeżeli taka jest ) mnie młodzież zaraz krzyk podniesie, że co ja puszczam, że stary pryk jakieś starocie wynajduje, ale cóż może komuś z przyjemnością się przypomni. A co go gości super, że byłeś i podtrzymałeś honor naszej poznańskiej biegowej grupy.

Podejrzewam, że wczoraj w Dublinerze się działo. Nasi goście musieli ostro szaleć. Bo Hull dopiero w dogrywce polegli z Arsenalem, a już prowadzili 2:0. Nawet sobie wolę nie wyobrażać, co tam się działo. Aż żałuję, że dobrze wytypowałem. Może gdybym powiedział, że z racji że są u nas będzie niespodzianka… A tak cóż puchar pozostaje w Londynie, tam gdzie mecz był rozgrywany. Ale wyobrażam sobie tą symfonię uczuć naszych gości od euforycznej ekstazy po czarną jak smoła rozpacz.

Natomiast dzisiaj chciałbym powrócić do analizy sobotniej bieganiny na Cytadeli. Gdyż bardzo szybko pojawiły się wyniki. Nasz wódz w pełni się spisał. Tak na marginesie uzyskałem wynik 23.30, czyli do orgazmu zabrakło mi tym razem 7 sekund. Tak się zastanawiam i analizuję, gdzie je mogłem stracić. I mam już odpowiedź, albo tak mi się przynajmniej zdaje. Zobaczymy, czy w przyszłym tygodniu będzie lepiej. Miejsce uzyskałem w pierwszej połowie stawki czyli 57 na 122 biegnących. Czyli pod tym względem całkiem, całkiem.

Jak już wcześniej wspominałem w biegu brały udział 122 osoby, czyli wynik pukający do górnej granicy frekwencji, co jak na sporą ilość biegów w ten weekend rozgrywanych było całkiem przyzwoitym rezultatem. Z drugiej strony w parkrunowej ekipie biegło aż trzynastu gości ( szczęśliwa trzynastka), którzy zdecydowanie poprawili liczebną statystykę, gdyż między 109 a 122 jest spora różnica. Ale, kto o tym będzie za parę miesięcy pamiętał. Ważne, że taki liczebny wynik poszedł w świat.

W sobotę na Cytadeli pojawiło się 31 przedstawicielek najcudniejszej płci, co oznacza, że klasyczna średnia 3 panów pilnujących jedną panią została tym razem zachwiana i przesunęła się w stronę układu czterech na jedną. Pozwolę sobie .zostawić to bez komentarza, bo znowu czarne chmury nad moją głową będą się kłębiły.

Młodość w ten weekend miała wyraźnie inne sprawy do załatwienia, niż bieganie. W sobotę wystartował 1 chłopiec w przedziale 11-14 także jeden  w przedziale 15-17 oraz jedna młodsza pani oraz dwóch młodzieńców w przedziale 18-19.Czyli mimo, że młodość w odwrocie, to wśród pań, dziewcząt, panienek ( proszę wybrać najbardziej pasujące stwierdzenie) nastąpił 100 procentowy przyrost.

Natomiast najlepsza Pani, osiągnęła czas 19 minut i pięćdziesiąt dziewięć sekund, , co pozwoliło jej zająć  dwunaste  miejsce. Co by .było ciekawiej pani ta była gościem z Wysp, i jej najlepszy wynik w Hull jest o ponad 30 sekund gorszy od uzyskanego w Poznaniu. Co i tak, biorąc pod uwagę trudność naszej trasy, oraz stan radosnego spożycia gości od wczoraj trzymającego, jest bez wątpienia genialnym osiągnięciem. Gdzie mi do tych czasów. I znowu kobieta mnie bije, bierze ( marzenie ściętej głowy), czy wyprzedza, co będzie chyba najbardziej odpowiednie.

Przechodzimy do zwycięzców. W sobotnim biegu, mieliśmy dwa wyniki poniżej 18 minut i jeden poniżej 19. Co ciekawe dwaj następni zawodnicy nie byli zarejestrowani, więc nie można powiedzieć w jakim czasie przybiegli. Jedynie co możemy z całą pewnością napisać, to, że uzyskali czas pomiędzy 18, 53 a 19,29. Z kolei w czasie poniżej 20 minut przybiegło jeszcze siedem osób, czyli elita naszych elity liczyła równy tuzin, czyli 12 osób. No i w tej grupie, jak już wcześniej napisałem mieliśmy jedną panią. Przybyła do nas z innego kraju, zza mórz i kanałów, a czas uzyskała niczym z innej galaktyki. Przynajmniej jak dla mnie.

W biegu jak zwykle mogliśmy wyodrębnić kilka grup pod względem ilości startów. Poza wszelkimi klasyfikacjami jest grupa 6 gości z Wysp, którzy zaliczają się już do kolejnej grupy czyli osób, które mają już „zaliczone” ponad 100 biegów. Tak mi się marzy dopukać do tej grupy w tym roku. Ciekawe jak długo tutaj na koszulkę czekał będę, Do grupy o największym stażu w poznańskim parkrun, czyli ponad 50 biegów zaliczało się sobotę aż 21 osób. W tej grupie było 7 naszych gości. Równowaga płciowa prawie została zachowana, gdyż mieliśmy tutaj 10 pań. Czyli „parkrunowi weterani” w przewadze, gdyż jeżeli dodamy 6 ‘setek”, to okaże się, że na 122 startujących, 27 osób miało na rozkładzie ponad 50 biegów. Czyli ponad co piąta osoba to weteran. A może recydywista.

Kolejną grupę…. Nie skończmy z tymi grupami, bo się sam w sobie pogrupuję. Więc jako następne stają w szeregu osoby, które zaczynają pukać do grupy 50 więc mające ukończone 40 do 50 biegów. W tej grupeczce, grupeńce ( trochę się różni) znalazły się w sobotę  tylko dwie osoby. Płciowo podzielone bardzo równo, czyli jedna pani i jeden pan. Tyle, że panu brakuje tylko jeden bieg do 50-stki, czyli prawdopodobnie w przyszłym tygodniu dojdzie nam kolejny ryczący pięćdziesiątek.

Kolejnym gangiem są Ci, którzy starają się znaleźć w armii „oczekującej”, czyli osoby mające ukończone od 30 do 40 biegów. I tutaj mieliśmy 12 osób, ze zdecydowaną przewagą panów. Co oznacza dwie panie oraz dziesięciu panów. Czyli ponad trzystuprocentowy przyrost panów w porównaniu z  zeszłym tygodniem. Wtedy mieliśmy trzech panów. Natomiast liczba pań pozostała na tym samym poziomie. Czyli panie twarde i niewzruszone  w swojej liczebności, a panowie w ofensywie.  No cóż przerabiając mojego ulubionego klasyka, ktoś musi atakować, by cofać albo trwać bez ruchu mógł ktoś. Ale mi się namieszało.

Kolejną drużynę biegową stanowią osoby, które mają na rozkładzie od 20 do 30 biegów. Tutaj mieliśmy tym razem 8 osób. Jednak tym razem było o dwie panie więcej, niż w zeszłym tygodniu, czyli oznacza, że tym razem trzy. Liczbę panów, każdy sobie chyba bez problemu w tym przypadku policzy.

Następnie mamy biegaczki i biegaczy, którzy, że tak powiem mało elegancko „zaliczyli” na Parkrun między 10 a 20 biegów. Pod względem liczebności średnio, mocno co oznacza 14 osób, z czego cztery Panie.

Zbliżamy się powoli do końca wyliczanki czyli, widzimy tych, którzy, lub które mają na koncie od 1 do 10 biegów, Tutaj mieliśmy w sobotę jak na ogólną liczebność prawdziwą prawie potęgę, czyli aż  25  osób.  W tej „ekipie” ( bo ile razy można pisać o „grupach”)   znalazło się tym razem 6 Pań.

W biegu wystartowało po raz pierwszy 13 osób. Panowie tutaj także zdecydowanie przewyższyli liczbę pań. Napiszmy tylko, że pań było  tylko 5. Ale i tak pięknie. Mam cichutką nadzieję, że w następną sobotę liczba przybyłym pań zdecydowanie wzrośnie. W końcu nadzieję można mieć zawsze. To niczym nie grozi.

Znowu pojawiła się dosyć silna grupa niezarejestrowana. Znaczy to, że legenda parkrun po różnych forach się przesuwa zachęcając do przyjścia różne osoby. Teraz przybyli na rozpoznanie, kto wie może część na dłużej zostanie.

Znowu sypnęło  rekordami, gdyż aż 20 osoby wczoraj poprawiły swój najlepszy wynik. W tej grupie były tym razem tylko 4 panie, ale było także trzech gości. Tym razem do poprawienia rekordu  mi zabrakło kilku sekund, wiec znowu musiałem się gryźć w tą część ciała, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, powiedzmy, tym razem średnio. boleśnie. Bo szanse bym poprawił mój rekord, aż rak duże nie było, jeżeli przy zewnętrznym kobiecym wspomaganiu tylko taki wynik osiągnąłem.

No i od jutra nowy tydzień, czyli wracamy do pracująco-biegajaco-piszącego wrzucania skrobaninek popołudniową porą. Miłęgo tygodnia dla wszystkich wypełnionego tym, co najbardziej w tygodniu robić lubicie.


2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
~Piotr - Apetyt na Sport
Gość

Widzę, że parkrun to faktycznie Twoje ulubione biegi. Jeszcze nigdy się na to nie wybrałem… i tak zapytam, bo ja z tych co gadżety najbardziej lubią w bieganiu …. co tam dają ?:)

~Robert
Gość

Było całkiem nieźle, nowa życiówka 1:44, ale ostatnie kilometry to niestety walka o przetrwanie 😉 baloniki na 1:40 których się trzymałem do 15 km odjechały w siną dal…